Show must go on! (Doctor Who)

Show must go on! (Doctor Who)

Czyli subiektywne komentarze dotyczące nowego showrunnera Doctora Who.

Tekst nie zawiera spoilerów.

Joanna Milanowska: Wiem, że nie wypada urządzać imprez na cmentarzu, ale chętnie zatańczę na grobie Moffatowej władzy nad Doktorem. Chociaż współczuję Chrisowi Chibnallowi, niełatwo będzie uprzątnąć cały ten bałagan. Mam cichą nadzieję, że ostatnie kilka sezonów okaże się być sennym koszmarem, z którego Doktor wybudzi się z odnalezionym poczuciem sensu, fabularnej ciągłości i zdecydowanie rozsądniejszym stosunkiem formy do treści. Co myślicie o jego niespodziewanym odejściu?

Magdalena „Lierre” Stonawska: Informacja o odejściu Stevena Moffata spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, choć od jakiegoś czasu już podejrzewałam, że nas to czeka. Cisza otaczająca dziesiątą serię zwiastowała jakieś zamieszanie. Nie spodziewałam się wieści o odejściu Petera Capaldiego, który chyba jeszcze nie zdążył się nacieszyć swoją pracą marzeń, więc na pierwszym miejscu listy podejrzanych był Steven Moffat, od lat pracujący nad dwoma bardzo angażującymi projektami. Plotki, że poszukiwany jest jego następca, krążyły od dawna.

Choć więc wiedziałam, że to kwestia czasu, nie zdążyłam się jeszcze z tym oswoić i jestem jedną z tych osób, którym jest teraz naprawdę smutno. Steven Moffat jest dla mnie bogiem scenopisania. Uwielbiam jego styl, jego odcinki i serie uważam za bezkonkurencyjne, podziwiam jego rozmach i cenię fakt, że jako pierwszy zdecydował się poważniej pogrzebać w samym sednie Doctora Who, czyli podróżach w czasie i paradoksach… Dał nam dwóch świetnych Doktorów – Jedenastego, który jest tym moim Doktorem i Dwunastego, z którym mam dość skomplikowaną relację, ale w końcu doszliśmy do etapu sympatii i szacunku, przynajmniej z jednej strony. Piszę więc w tej chwili jako fanka, która w erze Moffata zakochała się gdzieś między szalonym lotem nad Londynem a rzucaniem grzanką, które były takim powiewem świeżości po ostatnich, ciężkich i dramatycznych chwilach Dziesiątego, że błyskawicznie podbiły moje serce. Ten fragment serialu, w którym dostaliśmy wariata w muszce, Amy i Clarę, van Gogha i Churchilla, świadomą TARDIS, wiktoriańskie małżeństwo dwóch cudownych kobiet, rysy w strukturze wszechświata i wielki triumf ocalenia Gallifrey, jest mi bardzo bliski i chyba zawsze będzie dla mnie ważny. Gdyby nie Moffat, pewnie nie wciągnęłabym się nigdy tak bardzo, by zostać przy tym jednym serialu i poświęcać mu tyle czasu i energii…

Ale chyba nie o tym miałam pisać, bo tak naprawdę to jeszcze nie czas na żałobę i sporo przed nami. Przede wszystkim jestem głęboko rozczarowana, że w tym roku dostaniemy tylko jeden odcinek. Martwię się zarówno jako fanka, która niczym powietrza potrzebuje stałych dostaw nowych treści, ale przede wszystkim jako redaktorka strony i obserwatorka fandomu, po którym zawsze widać, jak zamiera w okresach przestojów. Whoniversum jest ogromne i nigdy nie powiemy, że brakuje nam materiałów, ale nie da się ukryć, że fani są skupieni przede wszystkim na nowych odcinkach, a gdy ich brakuje, mało kto sięga do Classic Who czy innych mediów, ale raczej po prostu do innych seriali… Mamy bardzo fajny, aktywny fandom, ale niepokoję się, czy ta przerwa nie zrobi mu krzywdy. Cała nadzieja w Class, które będzie króciutkie, ale mam nadzieję, że wypełni nam trochę tę pustkę. Zastanawiam się również, czy skoro zaraz po The Husbands of River Song dostaniemy kolejny odcinek świąteczny, to może jest szansa, że będą się one jakoś łączyć…? To mogłoby być bardzo ciekawe.

Potem zaś doczekamy się wreszcie dziesiątej serii, co do której mam pewne obawy i nadzieje. Nadzieję przede wszystkim na to, że Moffat nie powtórzy błędu swojego poprzednika… i nie przedobrzy. Obawiam się nadmiernej eskalacji, bo jeśli postawi wszystko na odejście z hukiem, to ucierpi na tym fabuła i jego własny wizerunek, a mnie marzy się sytuacja, kiedy jednak fandomowi będzie trochę smutno, że odchodzi, a nie będzie tak, jak przy żegnaniu Jenny Coleman, że niemal wszyscy się cieszyli ze śmierci jej bohaterki. Inną opcją, która niezbyt mi się podoba, byłoby gwałtowne zamykanie wątków tak, by Chris Chibnall mógł mieć czysty start. Russell T Davies zrobił coś takiego i w efekcie serial musiał się właściwie zresetować, bo nie było do czego nawiązywać, przez co chyba w świadomości większości fanów New Who to tak naprawdę dwa seriale. A nie musi tak być. Wolałabym, żeby zachowano ciągłość i nie zafundowano nam wstrząsu – to jednak też pewnie w dużej mierze będzie zależeć od tego, czy Moffat pociągnie za sobą Capaldiego. Mam nadzieję, że oglądając serię jedenastą nie będę mieć wrażenia, że oglądam zupełnie inny serial, tylko logiczną konstynuację tego, co było wcześniej, choć, oczywiście, w innym stylu i tonie…

Nie ukrywam, że nie jestem zachwycona, że to właśnie Chibnall zostanie nowym showrunnerem. Na pięć odcinków, jakie napisał dla Doctora Who, tak naprawdę podobało mi się tylko The Power of Three, jeśli odciąć mu końcówkę, a cztery pozostałe były boleśnie przeciętne. Nieco lepiej szło mu Torchwood, a Broadchurch daje nadzieję, że zdążył się od tego czasu trochę rozwinąć. Może to on będzie tym, który trochę spuści z tonu. Może po fajerwerkach Moffata dostaniemy coś spokojniejszego. To byłaby ciekawa odmiana. Życzę mu, żeby zdołał znaleźć własny styl i własną drogę. Nie będzie w łatwej sytuacji, bo Moffat zawiesił poprzeczkę wyjątkowo wysoko. By odnieść sukces, będzie musiał zachwycić nas na samym początku czymś unikalnym, czymś charakterystycznym i własnym, a jednak znajomym na tyle, żebyśmy mieli poczucie, że to wrócił nasz Doktor, choć inny, a nie ktoś, kto się pod niego podszywa. Mam nadzieję, że do Whoniversum nie zawita plaga rebootów, że tym razem przejście między dwiema epokami będzie łagodniejsze.

Steven Moffat

Artur Nowrot: Jeszcze jakiś czas temu nie spodziewałbym się, że to powiem, ale cieszę się, że przed nami jeszcze jeden sezon pod pieczą Moffata. Po słabej serii siódmej i ósmej, która opowiadała o kimś, kto zupełnie nie zachowywał się jak Doktor wyczekiwałem już wiadomości o odejściu Moffata (zwłaszcza, że na stanowisku showrunnera spędził dobrych kilka lat). A potem w serii dziewiątej przyszła wyraźna poprawa – po raz pierwszy od dawna są odcinki, do których zamierzam jeszcze powrócić, w tym premiera, finał i Christmas special. W tej sytuacji jestem ogromnie ciekaw, co jeszcze Moffat nam zaproponuje: ma mnóstwo szalonych, odważnych pomysłów (najlepszym dowodem chociażby Heaven Sent), więc na pewno będzie ciekawie.

Ponieważ planuję powrócić jeszcze do dziewiątego sezonu, roczna przerwa niespecjalnie mi przeszkadza (ale w sierpniu udzielę pewnie innej odpowiedzi). W jej kontekście decyzja o stworzeniu spin-offu wydaje się jednak bardzo sensowna: w ten sposób fani nie będą całkowicie odcięci od Whoniversum, a pewnie nawet chętniej sięgną po serial, skoro zabraknie przygód samego Doktora. Zastanawiam się też, co to znaczy dla Petera Capaldiego. Z jednej strony trzy sezony grali Tennant i Smith i dla aktora to chyba w sam raz. Z drugiej: niedawno w rozmowie mój przyjaciel powiedział, że przez ósmy sezon, gdzie Doktor zachowywał się bardzo niedoktorowo, ma się wrażenie, że aktor dopiero od niedawna jest faktycznie w roli. W dużej mierze się z tym zgadzam, więc gdyby miał odejść po sezonie dziesiątym, historia Dwunastego Doktora trwałaby dość krótko. Ciekawie by też było zobaczyć tę samą postać pod rządami innego scenarzysty; to sytuacja, której w New Who jeszcze nie mieliśmy okazji zaobserwować. Może po takim spokojnym wprowadzeniu widzów w nową erę Doktor mógłby przejść regenerację w kobietę?

Ale jednak, w przeciwieństwie do Lierre, lubię drastyczne zmiany, stanowią dla mnie istotę Doctora Who – więc jakaś część mnie ma ochotę na zupełny przewrót i pójście w zupełnie nowym kierunku.

Samego Chrisa Chibnalla uważam za stosunkowo bezpieczny wybór – Doctor Who to jeden z najcenniejszych seriali BBC, ogromnie popularny nie tylko w Wielkiej Brytanii, więc stacja zapewne nie chciała nadmiernie ryzykować. Chibnall pisze w większości porządne odcinki, a te najświeższe: dinozaury i trójki, całkiem mi się podobały (może po objęciu stanowiska showrunnera pociągnie dalej końcówkę The Power of Three i zrobi z niej jakiś sensowny metaplot?), podobnie jak dwa odcinki Life on Mars jego autorstwa. Tak naprawdę czuję jednak, że powinienem sięgnąć po Broadchurch i zobaczyć, jak pisze obecnie. Z wielu komentarzy, które widziałem po ogłoszeniu tej decyzji, wynika, że Chibnall nieźle sobie radzi z pisaniem historii skupionych przede wszystkim na postaciach – a to nastraja mnie bardzo pozytywnie. Jeśli więc w sezonie jedenastym powróci przy okazji choć kilkoro ze świeższych scenarzystów, jak Jamie Mathieson, Peter Harness czy Sarah Dollard, to myślę, że może być całkiem dobrze.

Katon: Nadal trochę nie ogarniam postaci Moffata. Jego wkład w Whoniversum rozszczepia mi się na dwie części –  z jednej strony bezprecedensowe, genialne odcinki jakie pisał w „erze Daviesa”, z drugiej zdradzający wszystkie możliwe zespoły i syndromy sposób prowadzenia serialu kiedy już przesiadł się za stery. Nie zrozumcie mnie źle, bywało i bywa wspaniale. Ale nawet kiedy Moffat-showrunner wzbija się na wyżyny swoich możliwości są to INNE WYŻYNY niż te, które prezentował jako autor odcinków. Oparte przede wszystkim na błyskotliwym pomyśle relatywnie kameralne historie z jednej strony, rozbuchane do granic możliwości, operowe i bombastyczne metaploty z drugiej. Nie kumam typa. Nie pojmuję, czemu nie zaprzągł do większego rydwanu swojego talentu numer 1, lecz postanowił przebudzić w sobie na okazje zostania woźnicą zupełnie inny talent numer 2. Zabawne, że udało się, ale nie w takiej skali, nie w tak nieskazitelnej postaci. I ja ciągle czekałem i czekam na Moffata zatrudniającego do pracy nad sezonem samego siebie z czasów Daviesa. Zauważam poprawę, chciałbym, że dziesiąty sezon okazał się opus magnum, po którym wszyscy zrozumiemy, co tracimy. I chciałbym, żeby River już nigdy nie powróciła. Nawet na jedną scenę.

Chibnall? No co ja mogę napisać. Same słabe odcinki, ale podobno cały ten Broadchurch jest świetny. Póki co wygląda to trochę tak, jakby Akademia Pana Kleksa postanowiła teraz zatrudnić na miejsce Pana Kleksa sympatycznego, spokojnego pana dyrektora, który przypilnuje, żeby dzienniki leżały w przegródkach a uczniowe zakładali na buty takie filcowe wiecie co. Ale pewnie to tylko złośliwa projekcja. Chciałbym dużej zmiany i nie mówię tu o płci Doktora. Raczej o przeskoku, jaki po Daviesie zafundował Moffat, o tej skali zmiany od spraw scenariuszowych po realizacyjne. Znów, nie przemawia przeze mnie niechęć do tego co było. Ja po prostu chcę być zaskoczony. Wielkim problemem Doctora Who jest to, że od bardzo dawna wiemy, że może się w nim wydarzyć wszystko. To trochę problematyczna reputacja, gdy siada się do pisania odcinka czy metaplotu całego sezonu z intencją wywołania AUTENTYCZNEGO ZDZIWIENIA. Ja tego panu życzę, panie Chibnall. Zobaczę ten Broadchurch i kto wie, może jeszcze przyjdę tu pana przeprosić?

Doctor Who
science fiction
BBC, 2005–

Joanna Milanowska
Studentka na emigracji, fanka produkcji wszelkich (szczególnie tych w odcinkach), rekreacyjna bibliofilka. W wolnym czasie śpi, je i/lub słucha muzyki.

Magdalena Stonawska
Władczyni Czasu z Gallifrey(.pl) stacjonująca obecnie na Ziemi, gdzie w spowitym smogiem Krakowie przygląda się z fascynacją ludziom, kosmitom i smokom. Acafanka i kulturoznawczyni specjalizującą się w kreatywnej prokrastynacji. Marzy o wyprawie w TARDIS do starożytnego Egiptu, by sprawdzić, jakim zwierzątkiem naprawdę był Set i czy Echnaton był kosmitą.

Artur Nowrot
U­ro­dzony na Gór­nym Śląs­ku, obecnie miesz­ka w Kra­ko­wie i marzy o czystym powietrzu. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się, gdzie tylko może (zazwyczaj donosi o nowych tekstach na blogu Wysznupane). Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie.

Katon
W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)