Prowincjonalne zbrodnie (Happy Valley, S01)

Prowincjonalne zbrodnie (Happy Valley, S01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Dziewiątego lutego swoją premierę będzie mieć drugi sezon Happy Valley, dlatego myślę, że warto coś o serialu napisać i gorąco go polecić. Jest to serial, jak większość brytyjskich produkcji, zwięzły. Pierwszy cykl ma sześć odcinków, po drugim nie spodziewam się niczego dłuższego. To serial kryminalny, ale także lokalny, klaustrofobiczny, opowiadający o policjantce w małym, ubogim miasteczku w Yorkshire, próbującej rozwikłać zapętloną i szybko eskalującą zbrodnię. Krajobrazy są ponure, domy zaniedbane, nikomu się nie przelewa, patologia kwitnie, policja boryka się ciągle z tymi samymi przestępstwami i złoczyńcami, a także z korupcją we własnych szeregach. To taka Anglia klasy B, pokazana jednak ze współczuciem i zrozumieniem, nawet jeśli momentami dołująca. Serial pod tym względem nieco przypomina mi amerykańskie Justified, gdzie szeryf grany przez Timothy’ego Olyphanta w kółko mierzył się z identycznymi problemami, powracały te same postacie i wątki, ci sami „rozbójnicy z sąsiedztwa”. Happy Valley bardzo rzadko puszcza oczko do widza, ja zauważyłam chyba tylko grób Sylvii Plath i tom Wojny i pokoju pod pachą bohatera. Pozostaje śmiertelnie poważny i „w konwencji”. Co jest jego największym plusem?

Fot. BBC One

Fot. BBC One

Cóż, nie byłoby tego serialu ani jego uroku gdyby nie postać głównej bohaterki. Catherine Cawood (Sarah Lancashire) to pani w średnim wieku, matka i babka, rozwódka, sama zresztą w pierwszym odcinku daje doskonałe „bio”, przedstawiając się bez sentymentów i bez ubarwień jednemu z podwórkowych desperatów. To kobieta z niezwykłą intuicją, empatyczna, ciepła, ale też nieustępliwa, silna, brawurowa. O ile policjantów i detektywów w nieco starszym wieku spotykamy w serialach na pęczki, i taki „zniszczony życiem glina z przeszłością” stanowi modelowy typ protagonisty, to kobiet w podobnych rolach mamy jak na lekarstwo. No ale jest Cathy. Panią sierżant widzimy zwykle w mundurze, z włosami w nieładzie, pokiereszowaną twarzą, papierosem w dłoni. A przecież jest nam pokazana jako kobieta atrakcyjna. Ma potajemny romans z byłym mężem, kilka razy też sugeruje się nam jej związki z innymi przedstawicielami prawa, którzy traktują ją z wyjątkową atencją.

Fot. BBC One

Fot. BBC One

Co jest absolutnie życiowe, a równocześnie ogromnie nie-serialowe. Okazuje się, że kobieta daleka od fizycznego ideału i już niemłoda może mieć zupełnie normalne „życie romantyczne”, że może „rozgrywać” takie właśnie wątki, że jest obiektem westchnień, ma kochanków, adoratorów. Z odcinka na odcinek coraz lepiej rozumiemy też jej siłę przyciągania. Jest zawsze opiekuńcza, czujna, skuteczna mimo targającej nią depresji, szczególnie imponują mi te sceny, gdy prowadzi small talk, jak na przykład przez telefon z kobietą, która prawdopodobnie ma jakiś sekret – rozmowa jest o niczym, prawie bez treści, ale policjantka „czyta” rozmówczynię jakby miała wbudowany radar, wyłapuje załamania głosu, detale, na podstawie których wysnuwa trafne przypuszczenia. Nie zdarzają jej się olśnienia ma miarę Sherlocka, żadnych ścieżek na skróty, ale sprawnie kojarzy fakty. Jest cholernie odważna. Imponuje mi.

Fot. BBC One

Fot. BBC One

A w tle rozgrywa się historia wiele mówiąca o obliczach zbrodni i o naturze zła. O człowieczeństwie. Głównym przestępcą, którego schwytanie stanowi oś scenariusza, a uczynki – napęd,  jest tu niejaki Tommy Lee Royce (momentami przerażający James Norton, który za tę rolę zgarnął parę nagród), ale jak w każdym dobrym serialu o małym miasteczku (patrz: Twin Peaks) zbrodnia to spirala i za występne czyny w pewnym stopniu odpowiedzialny jest każdy. Każda z osób dramatu. Bezwolna matka Tommy’ego, który w związku z tym wychowywał się w okropnym domu, pozbawiony ojca – i stąd jego obsesyjna chęć wyciągnięcia własnego syna spod opieki kobiet, by nie powtórzył błędów rodzica. Zdrowy odruch, choć nieudolnie wykonany.

Lokalni biznesmeni powodowani wzajemną niechęcią, skrywanymi pretensjami i pragnieniem zemsty na rywalu, brnący w zaparte, szukający korzyści, łasi na pieniądze. Wyglądający szansy na dodatkowy, łatwy dorobek „baron narkotykowy”, szybko umywający ręce, gdy tylko pojawiają się kłopoty, i udający, że nie miał z niczym nic wspólnego, unikający odpowiedzialności, równocześnie jowialny i bezduszny.

Fot. BBC One

Fot. BBC One

Wreszcie nasza heroina, policjantka Catherine, faworyzująca jedno dziecko nad drugie, idealizująca zmarłą córkę-narkomankę, obwiniająca o wszystko „złego”, ostatecznie go stygmatyzując, demonizując, zamykając mu ścieżkę do normalnego życia po powrocie z więzienia. Szczerze przyznam, że Tommy jest dla mnie straszniejszy niż Hannibal Lecter czy superinteligentni geniusze zła z przeestetyzowanych seriali, bo jest prawdopodobny, prawdziwy. Działa na mnie dlatego, że choć dla jego decyzji i czynów nie ma usprawiedliwienia, to doskonale rozumiem, co go stworzyło, widzę w nim zwykłego, niespecjalnie mądrego, ale sprytnego, uważnego i umiejętnie manipulującego innymi „szaraczkami” człowieka, który został totalnie zaszczuty przez swoją społeczność. Lubię zło wieloznaczne. I takie, które mnie boli. A tutaj zło cholernie uwiera.

Fot. BBC One

Fot. BBC One

Na koniec może jeszcze o Anglii. Zwykle widzimy ją w pełnej krasie, oglądamy cudny Londyn filmowany z rozmachem, a jeśli prowincję to taką historyczną, ubraną w ekranizacje książek Jane Austen, w malownicze pola, morskie brzegi, stare kościółki i wioseczki. Tutaj natomiast mamy brzydotę i nieład. Kolor pojawia się rzadko i tylko w detalach. Czerwony sweter, czerwony kubek, drzwi szkoły… Bohaterowie nie są zbyt ładni. Zbrodnia w gruncie rzeczy trywialna. I brutalna. Ale napięcie… napięcie jest namacalne. To jeden z tych seriali, które przynajmniej w moim przypadku, zupełnie nie nadają się do binge-watchingu. Nie jestem w stanie obejrzeć na raz więcej niż jednego odcinka, moja psychika nie umie tego znieść. Serial opowiada o zbrodni, ale też o obsesji. Po seansie nie umiem się uspokoić i, żeby w ogóle zasnąć, muszę się znieczulić jakimś sitcomem. Nie dałabym też rady oglądać Happy Valley mimochodem, robiąc równolegle coś innego. Nie da się. Ten serial skutecznie przykuwa moją uwagę. I niszczy mnie. Jest bardzo dobry. Doskonale napisany, każdy odcinek ma przemyślaną strukturę i dramaturgię, liczy się nawet najdrobniejsza scena czy ujęcie. Strasznie czekam już na kolejną rundę. Spodziewam się, że zostanę doszczętnie zdewastowana. I że te szare krajobrazy będą mi się znowu śniły.

Hello, Tommy…

Fot. BBC One

Fot. BBC One

Happy Valley
crime drama
BBC One, 2014–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.