Fot. France 2

Gdzie przepadłaś, Leo? (Disparue)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Chyba najgorszym po głodzie uczuciem, jakie może spotkać człowieka, jest przesyt. Dotyczy to tak samo jedzenia, jak i kultury. Otoczy się człowiek stosem książek ulubionego pisarza, górą pudełek z ulubionymi czekoladkami, a w telewizji wybierze sezon ulubionego serialu i ani się obejrzy, jak nie może patrzeć na ekran, książki go męczą, a czekoladki przewracają się w żołądku. Taki przesyt dotyczy nie tylko pojedynczego człowieka, ale i wielkich zbiorowości. Objawia się to nagłym przemijaniem pewnych do niedawna szalenie popularnych konwencji i gatunków oraz tsunami nowych.

Jakieś dziesięć lat temu najpopularniejszą formą serialu kryminalnego był procedural, a najpopularniejszym jego bohaterem – genialny mizantrop na stanowisku cywilnego konsultanta. Dziś widz jednym i drugim jest już zmęczony i nawet jeśli powstają wciąż udane produkcje tego typu (jak na przykład rosyjska Metoda Freuda), to małe mają szansę na podbicie serc i wyobraźni mas.

Dziś powoli wykańcza się następca procedurala, podgatunek, który z grubsza można nazwać „późnym dzieckiem Twin Peaks”. Cechy go wyróżniające: śledztwo jest jedno, ofiarą jest najczęściej nastoletnia dziewczyna (jeśli chłopiec, to najwyżej trzynastolatek; śmierć starszego to najwyraźniej żadna tragedia), rzecz przydarza się przeciętnej rodzinie z tzw. klasy średniej, czas akcji dzieli się pół na pół między prowadzone przez policję śledztwo, a wątki obyczajowe opowiadające o tym, jak bliscy ofiary przechodzą traumę i żałobę. Jeśli jednak oryginalne Twin Peaks przełamywało ponury nastrój humorem i dziwactwami mieszkańców miasteczka, tak hity ostatnich lat, od duńskiego Forbrydelsen, przez Broadchurch, po zeszłoroczny francuski hit, czyli Zaginioną (Disparue), są do bólu poważne (i, jeśli dobrze wnioskować, szykowany na jesień polski Belfer też pójdzie tą drogą).

Zanim w Zaginionej wydarzy się tytułowe zaginięcie, bohaterowie dostają ostatnie chwile spokojnego życia, a my możliwość przyjrzenia się rodzinie Morelów. Bracia Morel prowadzą w Lyonie restaurację. Jean jest wdowcem (żona zginęła w wypadku samochodowym) wychowującym nastoletnią córkę Chris. Julien ma żonę Florence i troje dzieci: studenta Thomasa, małą Zoe i średnią Leę (w tej roli debiutantka Camille Razat), która właśnie kończy siedemnaście lat. Właśnie z tej okazji wybiera się z chłopakiem, bratem oraz jego dziewczyną na nocny koncert w parku.

Lea wydaje sie córką idealną. Młoda, ładna dziewczyna. Ma miłego i odpowiedzialnego chłopaka. Nie popełnia w życiu głupstw. Raz tylko zrobiła sobie potajemnie tatuaż (a obiecała mamie, że do tatuażysty pójdą razem).

Ale Lea nie wraca z koncertu. Przepada jak kamień w wodę, tak niezauważalnie, że rodzina dopiero nad ranem orientuje się, że coś jest nie tak.

Co człowiek – ojciec, matka, brat, siostra – czuje w takiej sytuacji? Nikt nie chciałby tego sprawdzać na własnej skórze, jednak sukces podobnych fabuł pokazuje, że tkwi w nich wielki dramaturgiczny potencjał. To nie klasyczny angielski kryminał, gdzie zbrodnia dzieje się w abstrakcyjnym środowisku wiejskiej rezydencji (chyba, że ktoś jest na co dzień angielskim lordem), lecz zło stojące na progu domu niewiele różniącego się od naszego.

To, co dzieje się po zaginięciu Lei, jest jak wyjęte z podręcznika. Wpadająca w otchłań desperacji matka, ojciec tłumiący w sobie gniew wywołany faktem, że nic nie może poradzić, choć bycie mężczyzną i ojcem do tego go zobowiązuje. Policja (uosabiana przez wyglądającego jak młody John Rhys-Davies detektywa Bertranda Molinę) działa, ale nie mówi, na czym konkretnie te działania polegają. Jeden wielki chaos.

Kto oglądał Broadchurch (i The Missing, i Forbrydelsen, i The Killing), ten od razu będzie wiedział, czego się spodziewać. Zaginiona jest napisana i zagrana zgodnie z wszystkimi obowiązującymi regułami. Efektem ubocznym wydaje się jednak poczucie déjà vu, które zamienia przyjemność we wspomniany na początku przesyt. Te wszystkie seriale są takie same. Tak bardzo takie same, aż trudno uwierzyć, że parę lat temu uważano je za odtrutkę na monotonię procedurali.

Co z wysiłku twórców, skoro dużą część fabuły poznaliśmy z innych produkcji? Można dzięki temu trafnie zgadywać, iż X jest niewinny, bo o sprawstwo detektywi podejrzewają go w środku serii, ale już Y ma spore szanse na winę, bo jego alibi jest tak mocne, że od razu da się w nim rozpoznać zamaskowany i gotowy do odpalenia zwrot akcji.

Nie będzie dla nikogo wstrząsem wieść, iż piękna i idealna Lea ma mroczne sekrety, a jej nieskazitelność będzie wraz z postępami dochodzenia coraz bardziej wątpliwa. Tak raczej nikim nie wstrząsną przesilenia w rodzinie Morelów, czy też jedna albo druga spektakularna wpadka policji. Już to widzieliśmy.

Czy to oznacza, że mieszam Zaginioną z błotem? Nic z tych rzeczy. Jest naprawdę dobra. Po prostu lepiej nie oglądać jej zaraz po jej ideowych poprzednikach. Zaś producenci i scenarzyści powinni zacząć szukać nowych pomysłów, bo ten już wyeksploatowali.

Zaginiona (Disparue)
crime drama
France 2, 2015

Piotr Górski

Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Ekspert od seriali rosyjskich. Dużo czyta. Trochę pisze.