Fot. Hulu

Dallas ‘63 (11.22.63.)

Artykuł zawiera trochę spoilerów.

Ten serial, stworzony na podstawie jednej z najoryginalniejszych książek Stephena Kinga, miesza ze sobą wiele konwencji, ale udaje się je, moim zdaniem, spójnie posklejać. Mityczne lata 50. i 60. są tu z jednej strony tak pocztówkowe i idylliczne, jak przyzwyczailiśmy się je oglądać w pewnym typie seriali i filmów – kolorystyka jest pastelowa, ludzie uprzejmi, praca prosta – z drugiej jednak w miarę upływu sezonu, jak to u Kinga, dostrzegamy mroczną podszewkę rzeczywistości, dla której ta cukierkowa powierzchnia stanowi coraz większy kontrast. Pomyślmy choćby o scenie w rzeźni nocą albo o wątkach związanych z rasową segregacją!

Fot. Hulu

Fot. Hulu

W serialu oglądamy całą galerię ciekawych charakterów, mieszkańców miasteczka, a potem uczniów i pracowników szkoły oraz obywateli Dallas – większość jest ogromnie stereotypowa, ale i tak są fascynujący. Pod pozorną radością kryje się na przykład wojenna trauma. Albo uwięzienie w formule „perfekcyjnej rodziny”, której konwenans nie pozwala rozbić, być może unieszczęśliwiając wszystkie zaangażowane strony. Widzimy też piękno i niewinność tego świata, pokazane poprzez postaci dzieci, nieskażonych jeszcze zakłamaniem i sekretami. Przez ufne panie domu, ufnych policjantów, szkolne potańcówki, ludzi wierzących innym ludziom „na słowo”. Słuchamy rozmów o honorze i zaufaniu, krzewimy sąsiedzkie więzi. To się jeszcze nie wypaczyło. Czujemy, że są na tym przedstawionym nam świecie rzeczy, których warto bronić. Mamy też motyw podróży w czasie, której mechanika nie jest znana bohaterom, więc pozostaje czymś magicznym, i motywy zagrożenia rodem z horroru. Największa groza leży jednak, jak to w najlepszych opowieściach, nie w nadnaturalnych bytach czy zjawiskach, ale w ciemnej, zdolnej do niewyobrażalnego zła ludzkiej naturze. Nasz bohater (świetny w tej roli James Franco) stopniowo odsłania kolejne rąbki tajemnicy.

Jaka to tajemnica? Otóż w prowincjonalnej jadłodajni znajduje się portal, pozwalający przeskoczyć w czasie do lat 60. i żyć sobie tam ile się chce, a później wrócić – i przekonać się, że w naszym świecie minęła ledwie minutka. A jednak zmiany poczynione w alternatywnej rzeczywistości, w sielankowych latach 60., są trwałe i zostawiają ślad na „tu i teraz”. Dlatego bohater decyduje się odwrócić bieg historii i wierząc, że odmieni losy Ameryki na lepsze, planuje powstrzymać zamach na prezydenta Kennedy’ego, czyli jedno z najczarniejszych wydarzeń nowożytnej historii tego kraju. Nie będę tu może zdradzać, czy mu się uda…

Fot. Hulu

Fot. Hulu

Ale bez odsłaniania finału opowieści, zagłębię się na chwilę w ten nieco tajemniczy i niedookreślony temat podróży w czasie. Jego mechanika nie jest co prawda naukowo wyjaśniona, ale i tak wiemy kilka rzeczy. Co wiemy? Wiemy na przykład, że podróż w czasie jest w tej autorskiej wizji działaniem wbrew naturze, ponieważ czas nie lubi być manipulowany, rzuca podróżnikom kłody pod nogi, komplikuje życie, potrafi ukarać wypadkiem lub chorobą, albo wbrew wszystkiemu wrócić na utarte tory. To ciekawy koncept, czas jako do pewnego stopnia świadoma, walcząca w samoobronie „istota”. Przeszłość jest w serialu niemalże personifikowana. Jest mowa o „the past pushing back”. Z drugiej strony pojawia się kwestia przeznaczenia, którą widać choćby w wątku romantycznym. Losy bohatera i bohaterki się przecinają, a ich ścieżki są zaskakująco zbieżne. W czołówce wyeksponowany mamy motyw Uroborosa – węża połykającego własny ogon. A także czerwone nici, kojarzące się zarówno z rozpisanym na wątki śledztwem, jak i z „prządkami czasu”, motywem zaplanowanych ludzkich żywotów. Czy to znaczy, że czas jest cykliczny? I że przeznaczenie – utarte czasoprzestrzenne ścieżki – triumfuje nad przypadkiem i wolną wolą? Aż do ostatniego odcinka zastanawiałam się, jaka będzie konkluzja scenarzystów, czy historię da się zmienić, czy jednak nie. Te same emocje towarzyszyły mi zresztą kilka lat temu, gdy czytałam książkę.

Opowiedziana historia jest spójna, kompletna, oparta o bardzo sprawnie i z polotem napisaną książkę. Do końca rozprawia się z powieścią Kinga i nie zostawia wielu furtek na stworzenie ewentualnego drugiego sezonu. Postacie są żywe, dialogi ciekawe, akcja wartka. Serial jest „o czymś”, ale też nie udaje, że jest czymś więcej, niż jest. Nie udaje opowieści filozoficznej. Pozostaje rozrywkowy.

11.22.63

11.22.63

Za adaptacją stoi James Franco, który jest nie tylko aktorem w głównej roli, ale też producentem wykonawczym. Jego Palo Alto to jeden z moich ulubionych filmów ostatnich lat – uważam, że Franco potrafi bardzo klimatycznie pokazywać rzeczywistość, widać to także w serialu, w małych scenach, poszczególnych ujęciach i pomysłach na nie, w tempie w jakim się prowadzi narrację, w lubości, z jaką są kreowane nawet drugoplanowe czy epizodyczne postaci. W detalach życia, tak ważnych w prozie Kinga. Wszystkie drobiazgi są pokazane jako cenne, znaczące. Franco, nawet robiąc rzeczy współczesne, delektuje się stylistyką vintage, w czym jak sądzę jest bardzo zgodny z Kingiem, a w tym serialu może swojej pasji dosłownie pofolgować. Do mojej wrażliwości jego wrażliwość przemawia bardzo mocno i to jest wartość dodana tego serialu, dodana do fundamentu, podpory, jaką stanowi mocna książka. W mojej głowie James Franco jest męską wersją Sophii Coppoli, a najlepsze książki Kinga – gotowymi scenariuszami.

11.22.63. nie jest serialem wybitnym, ale jest serialem dobrym. Dobrym i ładnym, a na dodatek wystarczająco kompleksowym, by nie popaść w sztampę. Mi dał sporo estetycznej i intelektualnej przyjemności. Polecam!

Fot. Hulu

Fot. Hulu

11.22.63.
thriller, drama, science fiction
Hulu, 2016

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.