Fot. HBO

No good deed (Vinyl, S01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Czasoprzestrzennie? Vinyl wypełnia lukę między eksplorującym lata 60. Mad Men a ukazującym przełomowe momenty lat 80. Halt and Catch Fire. Toczy się bowiem w latach 70., opowiadając o życiu i robieniu kariery w wielkim mieście oraz o muzyce! Podane wyżej tytuły nie są przypadkowe, bo nowy, starannie wystylizowany i wysmakowany serial pod wieloma względami je przypomina. Pod jakimi? Bohater Vinylu jest raczej „zbiorowy”, dostajemy portret epoki, dużą ilość scenek rodzajowych, liczą się miejsca, wnętrza, kostiumy, styl. Klimat całości jest nieco brudny, zanurzamy się w głąb psychiki i podejrzanych aktywności postaci, które swoją drogą mają tę samą zaletę lub – w zależności od gustu – wadę, co bohaterowie Mad Men. W zasadzie nie da się ich lubić. Nie są mili. Bywają wręcz okropni. Jeśli nie udało się Wam wczuć w przygody Dona Drapera i nigdy nie rozumieliście fenomenu tej postaci i tego serialu – Vinyl raczej się Wam nie spodoba. Jeśli natomiast czujecie się osieroceni po tym, jak Don z uśmiechem Mony Lisy powitał wschodzące słońce na reklamie Coca Coli – radujcie się! Richie Finestra zastąpi Wam to, co utracone, i zapewni kilkanaście godzin dobrej zabawy.

Fot. HBO

Fot. HBO

Inaczej patrząc – odpowiada Wam emocjonalny chłód, postacie skomplikowane i równocześnie ikoniczne, jakby od razu kultowe? Oglądajcie śmiało. Wolicie się na całego przywiązać i musicie czuć sympatię, żeby oglądanie miało sens? Nie znajdziecie tu wiele dla siebie. A jeśli nawet coś zaiskrzy, to meandry fabuły szybko zbiją Was z tropu, pokazując poszarpaną, zakrwawioną podszewkę. Każdy tu ma sekret, każdy ma nałogi, każdy komuś życzy źle albo przynajmniej ma o coś do kogoś pretensje. Wszyscy są nieszczęśliwi i topią smutki w alkoholu, narkotykach, ekscesach, przemocy i seksie. Powtarzam raz jeszcze – w serialu nie ma dobrych postaci, a jeśli nawet są, to się z tego szybko wyleczą. Wóz albo przewóz. No good deed goes unpunished. Taka branża?

I o ile Mad Men to świat agencji reklamowych a HACF – branża technologiczna, w Vinyl obserwujemy dynamicznie, a nawet szaleńczo kręcącą się karuzelę przemysłu muzycznego w latach 70. Centrum opowieści to alter ego Dona D. – Richie (Bobby Cannavale), wizjoner, awanturnik i narkoman zarządzający (fikcyjną) wytwórnią płytową American Century, balansującą na granicy bankructwa. Dobrego można o nim powiedzieć tyle, że kocha muzykę. To właśnie ta miłość, wyczucie trendów, zdolność do wyławiania z wielkomiejskiej popkulturowej sieczki tego, co dobre, przyczyniła się do jego zawodowego sukcesu. Ale w momencie startu serialu widzimy, że trochę osiadł na laurach, zamgliło mu się spojrzenie, zszedł z wytyczonej ścieżki. W pierwszym odcinku jednak się budzi – a budzi się w momencie, gdy prawie-prawie zgodził się już tę swoją wytwórnię sprzedać, otrzymując małą fortunę, która wystarczyłaby mu na lepsze życie. Jednak – nie sprzedaje. Jednak – czuje, że muzyka i on nie skończyli jeszcze swojej wspólnej przygody.  Nie sprzedaje, nawet jeśli podtatusiali i ustatkowani koledzy namawiają go do rozsądku. Ale koledzy nigdy nie kochali muzyki tak bardzo, jak charyzmatyczny, młody duchem Richie. Podobnie jak w HACF, w serialu obserwujemy dynamikę przyjaźni między parą współpracowników, z których jeden jest buntownikiem i doskonałym mówcą, regularnie wywracającym świat do góry nogami, a drugi nieco wycofanym, ale przecież ambitnym ojcem rodziny.

Fot. HBO

Fot. HBO

Przez resztę odcinków obserwować będziemy zmagania bohaterów w trudnej drodze na szczyt. Prawda i fikcja przeplatają się na każdym kroku. Poznajemy mniej i bardziej znaczące postacie z muzycznego świata dekady. W serialu pojawią się (świetnie obsadzeni) Alice Cooper, członkowie zespołu Led Zeppelin, David Bowie, Elvis Presley, John Lennon i Yoko Ono. Będziemy wędrować przez mnogość muzycznych trendów. Jednym z moich ulubionych wątków jest ten dotyczący młodego zespołu, zapowiadającego punkową rewolucję Nasty Bits. „Wyscoutowała” go sekretarka firmy płytowej – w tej roli świetna, genialna i cudownie ubrana Juno Temple – a w owym zespole rolę zbuntowanego lidera gra debiutujący aktorsko James Jagger, syn Micka Jaggera. I jest moim ulubieńcem. A tatuś Mick odpowiada za tło muzyczne i pełni funkcję współproducenta, można więc podejrzewać, że fabuła nie jest tak daleka od prawdy o opisywanych czasach, jakby się mogło wydawać. Aktorsko w serialu zwraca uwagę także Olivia Wilde, grająca żonę Richiego, modelkę i fotografkę, pracującą niegdyś z Warholem, doskonale prezentująca się w kreacjach, makijażach i fryzurach z epoki.  Jakby jej uroda została stworzona dokładnie na potrzeby tego serialu.

Fot. HBO

Fot. HBO

Czy wspominałam już, że twórcą Vinyl jest Martin Scorsese? Nie wspominałam? Otóż – jest. Sposób kręcenia mamy więc filmowy, z rozmachem, klasą, każda scena i każde ujęcie mają znaczenie. Jako że rzeczywistość bohaterów to imprezy, narkotyki, przepracowanie, bezsenność i stres, zdarzają się nam sekwencje oniryczne, balansowanie na granicy przytomności. Jako że widzimy świat w dużej mierze z perspektywy głównego bohatera, maniaka muzycznego, w każdym odcinku pojawiają się dźwiękowe interludia. Czuć fascynację i nostalgię za tamtymi czasami i brzmieniami. Brokat miesza się z brudem, pop z punkiem, słodkie do bólu ballady z muzyką taneczną i rock operami. Nostalgia z przemocą.

Serial nie pomija ważnych dla epoki wątków politycznych i społecznych, pojawia się temat segregacji rasowej i rasizmu, odbijający się też na branży muzycznej, porusza się problem różnic w szansach zawodowych dla kobiet i mężczyzn, powraca kwestia dostępności narkotyków, szczególnie w pewnych środowiskach.

Podsumowując: serial, który przygotowali dla nas panowie Mick Jagger, Martin Scorsese, Rich Cohen, Scott Z. Burns i Terence Winter jest produktem bardzo wysokiej jakości, wpisującym się w popularną konwencję „nieodległej w czasie, ale jednak period dramy”.  Nie przeciera nowych szlaków, posługuje się znaną i sprawdzoną formułą, ale jest to formuła, na którą nadal mamy zapotrzebowanie – a więc i apetyt. Można się zatem spodziewać, że Vinyl trafi do szerokiej publiczności, rozsmakowanej w takich tytułach jak Mad Men, spodoba się krytykom i z końcem roku zgarnie trochę nagród. Jeśli lubicie dobrą muzykę i charyzmatycznych antybohaterów, to serial dla Was!

Fot. HBO

Fot. HBO

Vinyl
period drama, crime drama
HBO, 2016–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.