Fot. ITV

Zwierzyniec Gerry’ego (The Durrells, S01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Pirjo: Jest rok 1935, gdy nieco zdesperowana Louisa Durrell zabiera czwórkę swoich dzieci i decyduje się przeprowadzić z całą rodziną na grecką wyspę Korfu. Odważnie! Przygody angielskiej familii w egzotycznych plenerach śledzimy oczyma najmłodszego syna, Geralda, zwanego Gerrym. Serial oparty jest zresztą o jego książki, napisane już oczywiście w wieku dorosłym, i w związku z tym osnuty został „na faktach”. Przyznam, że niezbyt często mamy okazję obserwować Anglików wyrwanych z angielskości, a seriale rzadko podejmują temat rodzin, które nie są ani bajecznie bogate, ani skrajnie ubogie. Pozbawiony elektryczności dom na Korfu okazuje się prawdziwą oazą spokoju i ciepła, nawet mimo codziennych dramatów. Pełen zwierząt, przygód, interesujących sąsiadów – stanowi dla rodzeństwa i ich mamy odskocznię i swoisty raj na ziemi. Przyznam, że tym co mnie najbardziej ujęło jest właśnie pogodna atmosfera i spoglądanie nawet na poważne tematy – jak pożycie pozamałżeńskie starszego syna, problemy finansowe, gdy nie ma dosłownie czego włożyć do garnka, czy homoseksualizm jednego z sąsiadów – z zaskakującej perspektywy dziecka, która jest nieco sielankowa i baśniowa, łagodząca wszelkie dramaty. Szukanie jedzenia „w polu, lesie i ogrodzie” nie jest w tej optyce tragedią, ale zabawą. W pewnym sensie to jest serial familijny, by nie rzec – młodzieżowy. Prawdziwe problemy widzimy z oddalenia, nie dotykają w pełni naszego bohatera, a ten chyba nie w pełni je rozumie. Dlatego całość tchnie zaraźliwym optymizmem. I dobrze się to ogląda. Lekko.  A Tobie jak się oglądało The Durrells?

Fot. ITV

Fot. ITV

Melepeta: Rodzina Durrellów nie była mi tak zupełnie obca, bo parę lat temu widziałam już film BBC o ich przygodach – My Family and Other Animals z 2005 roku. Książek Geralda nie czytałam, wydaje mi się jednak, że ten telewizyjny film był im wierniejszy (m.in. dzięki narracji z off-u). Wiedziałam mniej więcej, czego się spodziewać i miałam już swoich faworytów (starszych braci w tamtym filmie grali Matthew Goode i Russell Tovey), miło więc było zobaczyć w sumie nowe przygody w znanej oprawie. Nasze pochlebne zdanie podziela też dobre parę milionów Brytyjczyków, którzy co niedzielę przyjmowali Durrellów pod swój dach, dzięki czemu ITV przedłużyło produkcję na drugi sezon już po drugim odcinku. Nie ma się co dziwić. The Durrells to idealny serial na niedzielne popołudnie, wesoły, pogodny – może tylko ostatni odcinek wpada nagle w poważniejszy ton.

Pirjo: Poważniejsze sprawy mieszają się tu raz za razem z lekkimi i zabawnymi. Kolejnym ciekawym wątkiem jest przecież temat zwierzyńca bohatera – który dorośnie, stając się profesjonalnym kolekcjonerem, znawcą i miłośnikiem zwierząt, a także ich obrońcą. Zainteresowanie światem przyrody to urocza cecha i rzadko na taką skalę rozwijana w narracjach. A wątki związane z oswajaniem zwierząt, opieką nad nimi, z domowym zoo i całą barwną menażerią dodają uroku serialowi, będąc niewyczerpanym źródłem sytuacyjnego komizmu, zabawnych perypetii czy małych dramatów. W tym – w najlepszym tego słowa znaczeniu – obyczajowym serialu każde z dzieci jest zresztą na swój sposób ciekawe i oryginalne, a postaci nie buduje się na jednej cesze lecz na wielu, są kompleksowe. Margo jest równocześnie leniwa i pełna zapału, raz jest małą dziewczynką, a innym razem zakochanym podlotkiem. Ma czułe serce, ale bywa okrutna. Starsi chłopcy bywają czasem dziećmi, synami mamusi, są zagubieni – ale równocześnie też miewają własne zdanie, życiowe cele, motywacje i – co najważniejsze – przygody! Ciekawie jest obserwować wzloty i upadki Larry’ego, o którym wiemy, że stanie się w przyszłości słynnym pisarzem. Relacje między rodzeństwem, przydomowe zoo, egzotyczna wyspa, impulsywna i nieco chaotyczna pani domu – nie, to nie jest typowy serial. To serial zwariowany!

Fot. ITV

Fot. ITV

Melepeta: Tak, przygód jest co niemiara, a zwroty akcji czasami absurdalne (do tego stopnia, że kiedy w ostatnim odcinku Larry przeżył olśnienie co do rysunków Svena, byłam przekonana, że to taki kolejny element, który tylko na chwilę zaburzy idyllę i potem będzie można go wspominać ze śmiechem). W sercu to jednak serial o rodzinie, która trzyma się razem pomimo przeciwności i pozornego niedopasowania składowych. Leslie zabiera Larry’emu literkę X z maszyny do pisania, Larry rozmontowuje jego ukochane strzelby, ale kiedy przychodzi co do czego obaj się wspierają. Podobnie Margo ze złamanym sercem otrzymuje od każdego członka rodziny (najbliższej i nowej, przyszywanej – nowych przyjaciół z wyspy) bardziej lub mniej przydatne rady. Konflikty są tu na porządku dziennym, dobrze jednak widać, że w ważnych momentach wspólne dobro jest ważniejsze niż indywidualne cele. Starsi synowie próbują trochę zastąpić swojego ojca, a wdowa Louisa, głowa rodziny, musi borykać się z przeciwnościami i krytyką krewnych, którzy nie ufają, że poradzi sobie sama z opieką nad dziećmi – które bardzo kocha, chociaż jej podejście do wychowania jest może trochę jak na tamte czasy niekonwencjonalne. Takie to ciepłe i sympatyczne, dobra odmiana po zimnych, brytyjskich dramach.

Pirjo: Pomówmy o obsadzie. Keeley Hawes pamiętam głównie z Upstairs Downstairs, gdzie grała stonowaną, powściągliwą panią domu. Tu jest pełna energii, a nawet okolicznościowego szaleństwa, śmiała i bezpośrednia. Nie jestem wielką fanką tej aktorki, ale w tej roli, gdy już się do niej przyzwyczaiłam, całkiem mi się podoba. Jako pani domu buduje całą rodzinę, to ona ciągnie ich za sobą, tak wewnątrz narracji jak i patrząc z punktu widzenia obsady. Z gromadki dzieci najmocniej przemawia do mnie Margo – grająca ją piegowata Daisy Waterstone ma idealną urodę pasującą do tych czasów i tej scenerii, kupuję ją w całości. Postacie „tubylców” wydają mi się nieco przerysowane, ale może tak właśnie widział ich mały Gerry. Ogólnie serial zapewnia odpowiednią dawkę staroświeckiego uroku spod znaku ITV. W sumie kojarzy mi się, w dziwny sposób, poprzez galerię „charakterów” i barwne perypetie z wyspiarskim, nieco prowincjonalnym światem małych społeczności z książek Lucy Maud Montgomery. Choć ona pewnie nie wprowadziłaby do fabuły wątku o sąsiedzie-geju. A Ty, masz jakichś ulubieńców w obsadzie? Ulubione historyjki, przygody i tematy?

Fot. ITV

Fot. ITV

Melepeta: Co do Keeley Hawes – jak już mówiłam, miałam w głowie jakiś obraz głównych postaci, a matkę w ostatniej adaptacji grała Imelda Staunton (a w słuchowisku radiowym Celia Imrie). Keeley, którą pamiętam chyba głównie jako obiekt zazdrości w ostatnim odcinku Vicar of Dibley albo piękność z miniserii Tipping the Velvet czy Nasz wspólny przyjaciel, wydała mi się jakaś za młoda do tej roli. Początkowo załamywałem ręce nad pozycją kobiet koło czterdziestki w telewizji, dość szybko jednak zmieniłam zdanie. Pozytywnie zaskoczyła mnie inna droga, którą poprowadzono tę postać. Imelda Staunton była jakby z boku wszystkich wydarzeń, podobnie pewnie jest w książce, nasz narrator Gerry bowiem niezbyt dużo uwagi poświęcał swojej mamie, zainteresowany bardziej wszelkimi żyjątkami. W serialu ITV jest inaczej. Louisa to właściwie centralna postać, która istnieje też w oderwaniu od przypisanej jej roli opiekunki domowego ogniska. Popełnia błędy, naprawia je, zajmuje się rodziną, ale chce też czasem pomyśleć o sobie. Także mój początkowy niesmak i współczucie, że aktorka została zredukowana do grania szablonowej matki zajmującej się domem, były zupełnie niewskazane. Louisa to ciekawa postać nie tylko do oglądania, ale też i do grania, a Keeley ma momenty, w których może się popisać.

Moim ulubieńcem jest też grający Gerry’ego Milo Parker. Zazwyczaj nie zwracam szczególnej uwagi na aktorów dziecięcych, ale Gerry w jego wykonaniu jest po prostu uroczy. Bardzo mądry jak na swój wiek i ciekawy świata – chociaż jego ciekawość skupia się głównie wokół fauny (mniej flory) greckiej wyspy. Bardzo podobał mi się wątek z nietoperzem, jego pogrzebem i następującą po nim ekshumacją.

Wzruszył mnie też odcinek z Lesliem, szukającym szczęścia poza rodzinnym domem. Jego przywiązanie do butów! Młody jest, potyka się jeszcze, ale jest na tyle odpowiedzialny, że chce się poprawić. Bardzo podobał mi się też Sven, chociaż rozwiązanie jego wątku chyba nie do końca mi odpowiada. Nie wiem. Miło było patrzeć, jak wdowa z czwórką dzieci znajduje zauroczonego nią pasterza kóz z imponującą klatą, you go, girl! A potem ten nagły zwrot akcji. Pewnie wiele zależy od drugiego sezonu – czy Sven zniknie z horyzontu (mam nadzieję, że nie), czy znajdzie sobie kogoś, czy jednak jego postać będzie tą, która w bajkowym świecie będzie musiała żyć zgodnie z realiami historycznymi epoki, co byłoby dość przykre. Może dostanie wątek oderwany zupełnie od tego, kto interesuje go w sensie romantycznym, co też byłoby wskazane. Szkoda mi też trochę, że odnalezienie przez Louisę prywatnych zdjęć zaprzepaściło zupełnie szanse na małżeństwo – fakt, że ukrywanie tej strony własnej osobowości przez Svena nie było fair, ale może mógłby wyjaśnić, że jest zainteresowany oboma płciami, a ona po pewnych wahaniach mogłaby to zaakceptować. Bisexual representation, I’m just saying.

Fot. ITV

Fot. ITV

Pirjo: Cóż, zobaczymy, w jakim kierunku pójdą scenarzyści, na ile starczy im odwagi i co na to „materiał źródłowy”. Bo na razie tym, co zostało w mojej głowie po obejrzeniu pierwszego sezonu jest nostalgiczny urok właściwy opowieściom o dawnych czasach snutym przez narratora, który był wtedy dzieckiem. Opowieści z dzieciństwa są zawsze specyficzne, rządzą się swoimi prawami. Lubimy ich słuchać. Korfu z czasów dzieciństwa jest gwarne, słoneczne, beztroskie. Całość – dość oryginalna. Myślę, że obejrzę planowany na rok 2017 drugi sezon serialu. Nie czytałam książek, na których się opiera, ale jeśli są choć w połowie tak miłe, zabawne i pełne radości, to sięgnę po nie na pewno! Wydaje się, że to byłaby idealna lektura na wakacje…

Melepeta: Szczególnie spędzone w Grecji! Można pomarzyć.

The Durrells
period drama
ITV, 2016–

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Marianna „Melepeta” Rospond
Koneserka krakowskiego powietrza. Żyje przecząc ruchom wskazówek zegara – jest edytorką za dnia, w nocy zamienia się w entuzjastkę popkultury. Wie, co piszczy w fandomowej trawie i posiada pokaźną kolekcję kubków o tematyce okołofilmowej. Pisze do szuflady, wenę podtrzymując paliwem składającym się z herbaty i miłości do bohaterów fikcyjnych.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)