Fot. HBO

Ogniem i mieczem (Game of Thrones, S06E01–04)

Artykuł zawiera spoilery, domysły i teorie spiskowe.

Pirjo: No i zaczęło się – najbardziej ryzykowny sezon Gry o tron rozkręcił się na tyle, że możemy już zacząć wysnuwać pierwsze wnioski. Czemu ryzykowny? Bo wychodzący poza fabuły książek, dryfujący poza kanon. Przekraczający to, co znamy. Dlatego od razu zapytam Was, czy zmiana jest wyczuwalna, a jeśli tak, to czym się z waszej perspektywy objawia? Bo moim zdaniem objawia się pogorszeniem jakości dialogów – te zaczerpnięte z wersji literackiej miały naprawdę dużo mocy, a teraz błyskotliwość książkowych rozmów zastąpiona została przez efekciarskie hasła, które jednak nie robią prawdziwego wrażenia. Zubożenie warstwy dialogowej sprawiło, że część postaci zaczęła mi się wydawać obca, nieswoja, jakby je ktoś podmienił. I druga rzecz – przeklinanie. W każdym z nowych odcinków ktoś używa obficie słowa na „f”. Wcześniej tego nie było. No właśnie, czy różnice widać gołym okiem? Czy to zmiana na gorsze, czy może jednak – na lepsze?

Martyna: Zacznę od przyznania się do tego, że jestem nieuleczalnym książkowym snobem – ale oglądając Grę o tron zawsze starałam się odsunąć od siebie negatywne nastawienie w stylu „zrobią to inaczej, to znaczy, że zrobią to gorzej”. Niestety, mimo moich szczerych chęci nie mogę nie dojść do wniosku, że im bardziej twórcy serialu oddalają się od książek Martina, tym właśnie jest gorzej. A teraz, kiedy wyszli całkowicie poza Pieśń Lodu i Ognia, mam wrażenie, że oglądam słaby, wybujały fanfik, na który ktoś wydał dużo pieniędzy. Szczególnie widzę to (a w zasadzie słyszę) w tym, o czym sama wspomniałaś – w dialogach. Zwijam się z zażenowania, słuchając wypowiedzi większości postaci, bo albo są pretensjonalnie przemądrzałe (bon moty Daenerys czy High Sparrowa), albo śmieszne na siłę (tu przoduje Tyrion i to jest dla mnie tym bardziej smutne, bo kiedyś tę postać uwielbiałam właśnie za wypowiadane kwestie). W większości przypadków potrafię przewidzieć, jakie słowa zaraz padną na ekranie, a już najbardziej denerwuje mnie traktowanie widza jak niespełna rozumu i stwierdzanie oczywistości w stylu „O, tu leży pierścień Daenerys, ergo Daenerys tu była!”. I te wszechobecne „focki” oraz komentarze na temat męskich narządów – naprawdę mnie to nie bawi, naprawdę jest tego za wiele, tak jakby scenarzyści w ten sposób chcieli załatać inne niedociągnięcia.

Fot. HBO

Fot. HBO

Lierre: Ja natomiast reprezentuję inną frakcję – książki Martina pokonały mnie gdzieś w okolicach połowy drugiego tomu. Były dla mnie przegadane i rozciągnięte na siłę i mimo podejmowanych kilkakrotnie postanowień, że ja może jednak to nadrobię, dotychczas mi się to nie udało, więc… już drugi sezon serialu był dla mnie czymś zupełnie nowym, może i fanfikiem, fabułą opartą na jakimś tam literackim pierwowzorze, ale odbieraną jako tylko i wyłącznie serial. I mogę powiedzieć, że z takiego punktu nie widzę zbyt wielkiej różnicy – ani w kreacji bohaterów, ani w prowadzeniu historii. Po trzecim i czwartym odcinku, w których wątki zaczynają się szybciej posuwać do przodu i zazębiać, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest coraz lepiej. Zaczyna się czuć jakieś pierwsze sygnały, że ta historia kiedyś może się skończyć i zamiast mnożyć pytania, serial zacznie też udzielać odpowiedzi… Więc nawet nie mając wiedzy, w którym momencie kończy się książka, a zaczyna radosna twórczość scenarzystów, wyczuwa się może trochę, że fabuła wypływa na nieznane wody i czeka na coś interesującego.

Riennahera: Niezmiernie cieszą mnie te sygnały, że historia może dobiec końca, bo serial zrobił się ogromnie męczący. A po kilku odcinkach tego sezonu wręcz nie mogę się doczekać rozwiązania. Bo to co w pierwszym sezonie było szokujące i stanowiło unique selling point Gry o tron, po tych dobrych kilku latach staje się wtórne. Na widok kolejnej makabrycznej śmierci co prawda wciąż czuję ścisk w żołądku, ale w tym samym momencie ziewam. Mam wrażenie, że fabuła robi się poszatkowana, musimy odbębnić ten, i ten, i jeszcze tamten wątek, wszystko domknęliśmy, dobra, dorzućmy śmiesznego Tyriona, patetyczną (egzaltowaną?) Daenerys i smutnego Snowa i lecimy dalej. Nic mnie tam już specjalnie nie zaskakuje.

Pirjo: Jesteśmy już bliżej końca niż początku serialu i najwyższa pora zacząć zbierać i łączyć rozproszone wątki. Powrót Jona Snowa do świata żywych zupełnie mnie nie zaskoczył, bo z fabularnego punktu widzenia śmierć tego bohatera nie miałaby najmniejszego sensu – to samo dotyczy zresztą Daenerys. Pomyślcie tylko, jeśli któraś z tych postaci zginie przedwcześnie, ogromny kawał dotychczasowego scenariusza i wątków spisany zostaje na straty, i taka decyzja – o zabiciu postaci – świadczyłaby przede wszystkim o fatalnym pisarstwie i braku szacunku do widza lub czytelnika, który to wszystko śledził. Po co opowiadać nam o losach Starkowego bastarda, po co opisywać jego przygody przez tyle sezonów, jeśli miałoby się to nagle i bezpowrotnie urwać? Po co towarzyszyć Dany w jej zamorskich wyprawach, jeśli krucjata o odzyskanie tronu urwie się dwa–trzy sezony przed końcem, a nie ma nikogo, kto ją podejmie i będzie kontynuować? Jeśli więc o mnie chodzi, jestem fabularną purystką, w opowieści fantasy nie toleruję niekonwencjonalnych rozwiązań „rozwalających system”. Element zaskoczenia? Proszę bardzo. Krwawe śmierci postaci drugiego planu? Jasne! Zgon głównego bohatera w finale? Jestem za! Ale nie wcześniej, nie dla samego szoku. I tak, jestem fanką pairingu Dany i Jon. Uważam, że ekranowe spotkanie tych bohaterów ma ogromny potencjał i liczę, że wynikną z tego wielkie rzeczy. Mam też nadzieję, że się dowiemy, iż te dwie postacie, uważane przez sporą liczbę fanów za nudne, okażą się być ze sobą spokrewnione. Dlatego ogromnie mi się podobają retrospekcje pokazywane nam w bieżącym sezonie, podparcie opowieści historiami z przeszłości. Liczę, że meritum będzie dotyczyć prawdziwego pochodzenia Jona Snowa i że poznamy z pierwszej ręki całą „kabałę”, która doprowadziła do obecnej sytuacji politycznej w Westeros. A Wy, czego oczekujecie po metaplocie?

Lierre: Wielkie spotkanie Jona i Daenerys wydaje mi się nieuniknione (więc pewnie do niego nie dojdzie…), byłoby to ładne, symetryczne zakończenie (albo jakiś etap drogi ku zakończeniu). Ale też bardzo kibicuję poczynaniom Daenerys, miota się dziewczyna straszliwie, ale ja ciągle wierzę w nią i jej smoki. Retrospekcje w cudowny sposób zaczynają wypełniać dziury i dopowiadać kwestie irytująco niedopowiedziane. Mam nadzieję, że zobaczymy ich więcej i podejrzewam, że to tu czeka nas jakaś wielka niespodzianka. Pochodzenie Jona czy może właśnie, plot twist, coś o Daenerys i jej krewnych i znajomych? Wątek Brana i jego podróży powinien się zakończyć jakimś wielkim wybuchem, mam też nadzieję, że Arya coś narozrabia. I cieszą mnie bardzo wątki, które powoli zaczynają się splatać. Przez wiele sezonów każdy sobie krążył gdzieś samotnie, widzę szansę, że wreszcie zaczną się odnajdywać. Kibicuję wam, dzieciaki, ogarnijcie się i posprzątajcie tam trochę…

Fot. HBO

Fot. HBO

Martyna: Dla mnie problem polega na tym, że z każdym sezonem (zaczynając od czwartego) coraz mniej mnie to wszystko obchodzi. Odniosłam wrażenie, że Benioff i Weiss pozazdrościli Martinowi sławy tego, który bezlitośnie zabija ulubionych bohaterów, i postanowili być w tym jeszcze lepsi. I że chodzi im w tym momencie już tylko o szokowanie widza. Ale kiedy umiera kolejna postać, kiedy dochodzi do kolejnego, niby nieoczekiwanego, brutalnego zwrotu akcji, widz przestaje się przejmować. Widz wie, że Jon i Daenerys i tak przeżyją (lub odżyją), bo chroni ich niezniszczalna plot armor, a że do pozostałych postaci nie należy się przywiązywać, bo pewnie i tak będą nieistotne, a celem ich śmierci będzie tylko możliwość pokazania dużej ilości krwi i flaków na ekranie. Może zrobiłam się zgorzkniała, ale z każdym odcinkiem tego sezonu wydawało mi się, że w Grze o tron już nie chodzi o grę o tron, a o efekciarstwo i pustą widowiskowość.

Pirjo: Zanim na dobre pogrążymy się w marudzeniu, pomówmy o tym, co nadal w serialu jest dobre.  Moim zdaniem ciągle zdarzają się świetne sceny i wątki – jak choćby ucieczka Sansy i Theona przez zimowy las i wspaniałe ocalenie zbiegów przez Brienne i Podryka, oraz odsłonięcie „prawdziwej twarzy” Melisandre, pogłębiające tę wcześniej jednowymiarową postać. Wzruszają mnie też wspomniane retrospekcje i postać Brana, chłopca, który wędruje w czasie, poznając meandry historii swojego rodu. I choć spodziewałam się powrotu Jona, to sceny związane z jego śmiercią, z leżeniem „na marach”, z dylematami Cebulowego Rycerza, smutkiem wilkora… naprawdę mnie rozwaliły i zasmuciły i zrobiły na mnie duże wrażenie. Liczę na to, że różne wątki zaczną się teraz na powrót splatać ze sobą – już się to troszkę zaczyna dziać, w ostatnim odcinku mieliśmy serię pojednań i spotkań po latach – i że w tym właśnie serial odnajdzie siłę: w rozwiązywaniu zagadek i odpowiadaniu na nagromadzone w toku kolejnych sezonów pytania. A co Wam się podoba w Grze o tron. Coś czy nic? Czy to jeszcze przyjemność, czy już hate watching?

Martyna: W tej chwili oglądanie Gry o tron to dla mnie mocna (ale niestety niezbyt skuteczna) lekcja optymizmu – dostrzegania pozytywnych elementów w czymś, co na każdym kroku mnie zawodzi. Prawdopodobnie moje podejście do serialu to pomieszanie „wielkich nadziei” z „dumą i uprzedzeniem”, ale nawet taka maruda jak ja potrafi docenić to, co podobało jej się od początku – doskonały (no, tak w 90%) dobór aktorów, scenografia, kostiumy, muzyka, plenery, atmosfera. Ale jeśli chodzi o konkretne sceny, które naprawdę by mi się podobały czy porwały tak, jak pierwsze trzy sezony, to mogę je wyliczyć na palcach jednej ręki – przemiana Melisandry, dyskusje Dothraków o tym, co jest dobre w życiu, pewność siebie Margaery pomimo beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znajduje.

Lierre: Jak już wspominałam – cieszą mnie retrospekcje, powroty postaci, których dawno nie widzieliśmy (Bran, Littlefinger), odwiedziny w dawno zapomnianych miejscach (miasto Dothraków) i momenty, kiedy mogłam westchnąć z ulgą, że jednak czasami coś się udaje (ucieczka Sansy, spotkanie Sansy z Jonem, triumf Aryi w ostatnim odcinku, determinacja na twarzy Margaery, ten cudowny pożar w ostatnim odcinku!). Jest coś bardzo podnoszącego na duchu w tych nielicznych jasnych momentach przebijających się przez ogólny mrok i beznadzieję Westeros.

Riennahera: Wciąż kibicuję moim ukochanym, choć mocno teraz poranionym Lannisterom i z zainteresowaniem obserwuję rozwój wątku „władza vs. religia”. Taki mój historyczny konik, opierając się na własnej znajomości mechanizmów tej relacji w historii, nie umiem do końca wymyślić dobrego sposobu na wyjście z impasu. Ten motyw wciąż mnie cieszy.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Porozmawiajmy o największych problemach, z jakimi boryka się teraz serial. Jednym z nich jest chyba brak „głównego złego”, bo poza Ramsayem Boltonem, który póki co nie dysponuje jakąś wielką mocą czy wpływami, i poza Sparrows w King’s Landing, którzy są nieco rozproszonym, zbiorowym zagrożeniem, i może poza Cersei, która jest postacią znienawidzoną przeze mnie, ale scenariuszowo dość ambiwalentną, nie mamy chwilowo nikogo „do nienawidzenia”. Nikogo stanowiącego realne zagrożenie dla tych co szlachetniejszych bohaterów. Słowo daję, tęsknię za czasami, gdy mogłam bezkarnie nienawidzić Joffreya! Potrzebuję złowrogiego, czarnego charakteru, posiadającego prawdziwe zasoby i władzę umożliwiającą podkopywanie planów i rujnowanie żywotów. Chcę inteligentnego zła, a nie prymitywnego okrutnika. Kolejnym problemem jest lekkie znudzenie przewidywalnymi elementami „seksu i przemocy”, można je odmierzać z zegarkiem w ręku. Scena z Brienne w zimowym lesie pokazała mi, jak bardzo proporcje serialu są zachwiane i jak mi potrzeba wątków o honorze, bohaterstwie, dobrym sercu i ideałach, których warto bronić. Scena ponownego spotkania Sansy i Jona sprawiła, że rozpłakałam się jak dziecko. A Wam czego brak? Jakie problemy jesteście w stanie zdiagnozować?

Martyna: Mnie brakuje logiki. Och, jak bardzo mi jej brakuje! I mówię tu o serialu samym w sobie, bez związku z książką. Moim zdaniem, trywialnie mówiąc, to wszystko już się nie trzyma kupy. Fabuła rozwala się od środka i robi się wewnętrznie bezsensowna, w samym serialowym świecie. Postaci zmieniają albo tracą swoje charaktery z odcinka na odcinek, to samo dzieje się z ich wzajemnymi relacjami. Wszyscy zapominają, co mówili wcześniej, i podejmują nielogiczne decyzje (nie nierozsądne, ale wbrew swej ogólnej charakteryzacji). Jamie z niezwykle ciekawej postaci bez żadnej przyczyny stał się kimś w rodzaju pachołka Cersei. Davos jakoś średnio przejął się śmiercią swego ukochanego króla i, bez żadnej przyczyny, zaangażował się w rezurekcję Jona niczym najlepszy przyjaciel Melisandry. Sansa, która w końcu dorastała do bycia niezależną, silną, a nawet mszczącą się kobietą z rodu Starków, znowu jest damą w opałach, której siły i wiary dodawać musi udręczony psychicznie i fizycznie Theon. Że nie wspomnę o nieszczęsnych Sand Snakes, które w ramach zemsty za śmierć swojego ojca zabiły całą resztę jego rodziny. Logic, anyone? Do tego wilkory okazują się być w sumie zwykłymi psami, a Północ nie do końca pamięta. Czas płynie szybciej lub wolniej, w zależności od fabularnej wygody scenarzystów, a Littlefinger przemieszcza się chyba na latającym dywanie. Brakuje mi też tego poczucia, że zima naprawdę nadchodzi i że wszystkie wydarzenia w Westeros mają na siebie wzajemny wpływ. Mam uczucie, że oglądam zbiór przypadkowych scen, które niewiele mają ze sobą wspólnego. Wcześniej jakoś bardziej czułam na przykład, że w King’s Landing interesują się tym, co dzieje się w innych rejonach, a przynajmniej nawet jeśli się nie interesowali, to otwarcie o tym mówili.

Lierre: Nie sposób się nie zgodzić – widać w Grze o tron sporo może nie tyle porzuconych, co lekko zaniedbanych wątków. Co z tą zimą? Czy ktoś tu nie powinien gromadzić zapasów jedzenia i ciepłych kocyków? Dlaczego wilkory nie są wykorzystywane w żaden sposób? Po co cała ta religijna intryga w stolicy, tak zupełnie z innej bajki? Ile można trzymać w lochu moją ulubioną bohaterkę? Przez ile odcinków można okładać Aryę kijem? Czekam, aż akcja trochę przyśpieszy i zacznie mocniej się sklejać, aż zostanie nam pokazane, że wszystko, co się dzieje w tym świecie, jest istotne, a nie ma tylko na celu pokazanie nam kolejnych ładnych widoków, nieładnych widoków i bohaterów, którzy miotają się bez sensu i nic im nie wychodzi.

Riennahera: Gdzie do diabła podziewa się niebieskooka armia? To jest dla mnie ten główny zbiorowy zły, z którym nie ma negocjacji, którego trzeba się bać i który nie bierze jeńców. W piątym sezonie zrobiło się przerażająco, teraz czuję anticlimax.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Na koniec porozmawiajmy może o nadziejach na przyszłość i o powodach, dla których ten serial nadal oglądamy. Mnie ciągle odpowiada warstwa wizualna, rozmach, scenografie, kostiumy, wizja świata – a poza tym bardzo, bardzo chcę się dowiedzieć, jak się ta cała opowieść skończy. Dla wszystkich bohaterów, a szczególnie dla tak mocno doświadczonej przez los i rozrzuconej po całym świecie familii Starków. Z którą nadal mocno empatyzuję. Kocham też smoki. Chcę więcej smoków! Serial ze smokami to dobry serial, i kropka. A na co Wy czekacie?

Martyna: Jako czołowy malkontent dzisiejszej dyskusji powiem tak, do chóru z Jonem – my watch has ended. Po obejrzeniu trzeciego odcinka stwierdziłam, że z mojej perspektywy nadzieja się skończyła, a hate watching wcale nie daje mi przyjemności, więc niniejszym żegnam się z serialem. A tymczasem poczekam sobie na Wichry zimy, a co!

Lierre: Rozważ może jednak oglądanie czwartego odcinka, bo mnie się wyjątkowo podobał i mam poczucie, że wreszcie coś się ruszyło. Dlaczego oglądam Grę o tron? To doskonałe pytanie. Nie mogę powiedzieć, że lubię ten serial, ale wiernie na niego czekam i oglądam z przyjemnością. Żaden z bohaterów nie budzi we mnie na tyle silnych uczuć, bym oglądała serial dla niego, fascynuje mnie raczej złożoność tej historii i ciągle czekam na moment, kiedy będziemy mogli dojrzeć wszystkie powiązania, bo wierzę, że one gdzieś tam są. Jakkolwiek ta historia się skończy, nie będziemy usatysfakcjonowani, bo taka opowieść nie będzie mogła po prostu się skończyć. Cokolwiek się jednak nie stanie, zapewne będę oglądać, ot tak, z pewnej ciekawości i jakiegoś rodzaju przywiązania, nie do czegoś konkretnego, ale całego tego świata, zwrotów akcji, nieuzasadnionych śmierci, deficytów logiki, rozmachu i estetyki każdego kadru.

Riennahera: Zainwestowałam już pięć lat życia, kolejny rok mnie nie zbawi. Niestety nie wzruszają mnie już nawet spoilery w internecie. Nie ma w nich właściwie niczego, czego bym się nie spodziewała. No i wciąż liczę na triumf Lannisterów.

Pirjo: I tym optymistycznym akcentem… ;)

Fot. HBO

Fot. HBO

Game of Thrones
fantasy
HBO, 2011–

Martyna Szczepaniak
Anglistka sercem i duszą, w wolnych chwilach głównie chodzi, czyta i za dużo myśli, a zawodowo też czyta i do tego tłumaczy oraz poprawia innych. Ma słabość do filmów i seriali, w których przystojni brytyjscy aktorzy ubierają kostiumy z epoki i mówią szalonymi akcentami.

Magdalena „Lierre” Stonawska
Władczyni Czasu z Gallifrey(.pl) stacjonująca obecnie na Ziemi, gdzie w spowitym smogiem Krakowie przygląda się z fascynacją ludziom, kosmitom i smokom. Acafanka i kulturoznawczyni specjalizującą się w kreatywnej prokrastynacji. Marzy o wyprawie w TARDIS do starożytnego Egiptu, by sprawdzić, jakim zwierzątkiem naprawdę był Set i czy Echnaton był kosmitą.

Riennahera
Elfia korespondentka z Londynu. Żona Thranduila, wielbicielka dinozaurów, vintage kucyków Pony i męskich łydek w kostiumach z epoki. Z wykształcenia historyk i filmoznawca, z zawodu Joe MacMillan. Bloguje na riennahera.com.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)