Czego nas uczy Brexit? Tego, że Anglicy są jak Wulkanie ze Star Treka!

Czego nas uczy Brexit? Tego, że Anglicy są jak Wulkanie ze Star Treka!

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Od jakiegoś czasu zaczynam dochodzić do wniosku, że Anglicy są jak Wulkanie. Ci ze Star Treka.

Co i rusz w moim doświadczeniu padają te i owe mity o Anglikach; a to, że są tylko „uprzejmi”, a to, że cechuje ich „angielska rezerwa” i brak emocji. Wszystko to nieprawda, bo są albo bardzo jowialni i troskliwi, albo rozgorączkowani i żywiołowi. (Krakowianie wiedzą doskonale, że turyści z Anglii niespecjalnie są wzorem kulturalnego zachowania „w gościach”.) Także ich negatywne emocje płoną bardzo gorąco, czego dowodem było choćby ostatnie referendum. Epizody ksenofobicznej agresji świadczą o tym najdobitniej.

Jakie wzburzenie wybuchło w brytyjskich mediach po Brexitowym wyniku! Sam byłem wściekły. A potem w poniedziałek oglądałem premierowskie Question Time w Parlamencie… i się uspokoiłem. Debata była niespecjalnie pocieszająca (tylko jeden głos z Izby postulował powtórkę referendum, szybko został jednak zbyty). Ale sposób, w jaki ta debata przebiegła, autentycznie napełnił mnie stoickim spokojem.

Oto moja hipoteza. Anglicy mają w istocie gorącą krew (może Piktów, może Normanów). Targają nimi różne namiętności. I w gruncie rzeczy, z natury bardzo kiepsko sobie z nimi radzą. Może nie kiepsko, ale są w tym trochę… nieporadni (adorkable). I post factum zawsze tego żałują. Tak było, gdy zginęła Diana: straszliwie się rozżalili i mieli pretensje do Królowej za stoicyzm, ale po latach zrobiło się im wstyd (świetnie pisze o tym Kate Fox w Przejrzeć Anglików). Teraz wybrali Brexit, ale już słyszymy o Bregret… Cały ten ich angielski spokój to tylko przykrywka.

Zachowują się zupełnie jak Wulkanie, którzy na pierwszy rzut oka są ultrastoiccy, ale jak się okazuje – to tylko fasada. Pod nią buzują przemożne i silne pasje. Każdy Wulkanin w toku życia ma nawet moment wybuchu agresji, którą musi rozładować w rytuale „Czas Amoku”. Bez niego grozi im nawet śmierć (vide pierwszy odcinek drugiej serii TOS, w którym Spock nawet… zabija Kirka. Sic!). Tak, tak. Cała ta fasada wulkańskiego spokoju to tylko kulturowa proteza. I do tego musi mieć ona swój zawór bezpieczeństwa, bo rosnące ciśnienie rozsadziłoby ten jakże kruchy pojemnik. Nie możemy zapominać, że bliźniaczą rasą Wulkanów są wojowniczy Romulanie. Ich imperium od dawien dawna było w stałym konflikcie z Federacją. Nawet Klingonów udało się wreszcie oswoić. Ale nie Romulan… Bez swojej represyjnej wobec Id kultury, Wulkanie byliby pewnie jeszcze bardziej rozgorączkowani i nieprzewidywalni.

Fot. CBS

Fot. CBS

Chyba nie inaczej jest z Anglikami. W gruncie rzeczy to ich całe Keep calm and carry on to tylko proteza społeczna i wzorzec, o który z wysiłkiem walczą. Po to wynaleźli sobie takie osobliwe instytucje jak ten cały Parlament czy też słynny cięty dowcip, które służą temu, żeby te ich emocje poskromić lub rozładować.

Trochę to jak w serialu Midsomer Murders – angielska prowincja tylko wygląda sielsko, skrywa zaś rozliczne szkielety w szafie. Pamiętajmy, że ten jakże cywilizowany naród słynie ze swojej mrocznej fascynacji zbrodnią (wspaniale historię murder mistery opisuje Lucy Worsley w A Very British Murder).

Fot. ITV

Fot. ITV

Mam wrażenie, że wszyscy daliśmy się uwieść pozorom „chłodnego angielskiego charakteru”, zupełnie tak, jak pozorom wulkańskiej racjonalności. Trzeba wnikliwej obserwacji (i zapoznania się w całością serialowego Star Treka), żeby odkryć drzemiące w Angolach pasje.

W piątym odcinku siódmej serii The Next Generation na Wulkanie pojawia się grupa ekstremistów-izolacjonistów. Według nich kultura wulkańska została zanieczyszczona obcymi wpływami i powinna być z nich oczyszczona. Wulkan miał zerwać swoje więzi z Federacją. Wszelkie obce wpływy miały być usunięte. Brzmi znajomo, czyż nie? „Wygląda to na ideologię kompletnie nielogiczną” – skomentował Jean-Luc Picard. Jakże to niewulkańskie stanowisko! Żeby osiągnąć swój cel ekstremiści chcieli wykorzystać starożytną broń. Stworzona została w zamierzchłych czasach, kiedy to Wulkan rozdarty był ciągłym wojnami, agresją i przemocą – zanim Wulkanie wybrali ścieżkę logiki i pokoju. Broń tę nazwano Kamieniem Gol. Był to psioniczny rezonator – urządzenie, które wzmacnia i koncentruje moce telepatyczne, by zabijać.

Kiedy jednak broń udało się zmontować z pradawnych artefaktów, działała tylko wybiórczo. Osoby, które wyzbyły się nienawiści i osiągnęły spokój, były na nią odporne. Picard poprawnie odczytał pradawne hieroglify. Między śmiercią a wojną widniał znak pokoju. Pokój sprawił, że Kamień Gol stał się bezużyteczny.

Fot. CBS

Fot. CBS

Kiedy teraz, w szoku po Brexicie, słucham niektórych debat polityków i komentatorów – nie prasowego i facebookwego zgiełku, ale ludzi, którzy starają się pochylić nad sytuacją, nie zaś wylać swoją złość – dostrzegam niezwykły spokój i szacunek. Szacunek do głosu ludu. Agresywnego głosu wyrażającego frustrację, ale głosu, który został oddany i coś znaczy. Nie można go ot tak zbyć – powtarzając referendum, robiąc z tej instytucji pustą wydmuszkę. Pamiętajmy, że przez ostatnie ćwierć wieku europejskie elity już wielokrotnie ignorowały ludowe weta dla procesu integracji. W kwestii choćby Konstytucji Europejskiej Francuzi, Holendrzy, Irlandczycy – nie potrafili przyjąć „nie”.

Tak się złożyło, że teraz przyszła kolej na Brytyjczyków. Ale rzecz w tym, że oni jednak poważnie traktują swoje referenda. Poważnie traktują wolę ludu, nawet mimo tego, że nie jest ona w ich kraju suwerenna. Zjednoczone Królestwo od wielu już dekad rozluźnia swoje wewnętrzne więzy. Czyni to w sposób, który na kontynencie nie ma porównania. Jaki kraj „starej Unii” gotowy byłby w drodze referendum pozwolić na secesję swojego odpowiednika Szkocji? Anglicy chyba zrozumieli już (nie zawsze pokojowo), że ich kraj był imperium i ich „Zjednoczone Królestwo” nie zasługuje na istnienie, jeśli nie chcą tego narody je zamieszkujące.

Teraz przychodzi czas otrzeźwienia, spokojnego wsłuchania się w bolączki ludu. Trzeba uporać się z problemami, które są u źródła ksenofobii i braku wiary w projekt europejski. Bez tego frustracje będą narastać i Europa będzie jeszcze bardziej krucha. Teraz, przed rosnącą agresją ochronić nas mogą tylko tradycyjnie wulkańskie (brytyjskie?) spokój i logika…

Michał Zabdyr-Jamróz

Fan Star Treka, Stargate’a, Firefly, Fallouta, Strażników i Battlestar Galactica. Kibic wyścigu kosmicznego. Lubuje się też w kinie noir oraz filmach i serialach historycznych. Sporadycznie oddaje się światu Warhammera 40K.