Fot. HBO

Powrót do domu (Game of Thrones, S06E09–10)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Spodobało mi się coś, co przeczytałam w jednej z recenzji finałowych odcinków – Battle of the Bastards było jak Braveheart, a ostatni odcinek – jak Ojciec Chrzestny. W przedostatnim dostaliśmy nareszcie odwlekane długo, epickie bitwy, zarówno zjawiskową ze smokami, jak i tę okrutną, nierówną, mozolną na zaśnieżonej Północy, w wyniku której Starkowie nareszcie (lecz za jaką cenę!) odzyskują swój dom. Odcinki różniły się tempem i klimatem, ale obydwa były wysokobudżetowe i dostarczyły wielu fabularnych zwrotów akcji. Widać wyraźnie, że historia zaczyna zbierać rozproszone wątki i zmierzać w kierunku finału. Mur chroniący ludzi przed Innymi niedługo pewnie runie, a z drugiej strony – Danusia wreszcie prowadzi flotyllę statków do Westeros. Jak oceniacie końcówkę sezonu?

Cathia: Odcinki są znakomite! Szkoda tylko, że musieliśmy najpierw przecierpieć kilka mniej dobrych, tak to zwykle bywa, kiedy przeciąga się sezon, planując grzmotnięcie na jego koniec. Zwroty akcji nareszcie sprawiły, że nie mogę się doczekać nowego sezonu – choć z drugiej strony może to być efektem tego, że obecnie przedstawiane są wydarzenia, które fabularnie wyprzedzają książki.

Lierre: Nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam scenę bitewną z takim napięciem! W poprzednim sezonie mieliśmy to straszne zamieszanie na Murze i za Murem, które mnie niemiłosiernie znudziło. Ale bitwa o Winterfell była świetna. Pięknie pokazana, tragiczna, ponura. Tylko ten młody taki głupi, no serio, strzelają do ciebie, a ty biegniesz prosto, durniu… Smoków i Daenerys to już nawet ja miałam dość. Z całą miłością do tego wątku i z całym zrozumieniem, że czasami trzeba pokazać, jak bohater się miota (patrz: Harry Potter 7.2) – ILE MOŻNA? Ale płyną! Piszczę i nie mogę się doczekać! Ależ będzie z tym zamieszania.

Martyna: Tak jak Jon, który epicko zostawił za sobą mur, po czym postanowił jednak wrócić, ja postanowiłam obejrzeć ostatni odcinek szóstego sezonu, żeby stworzyć sobie taką kompozycyjną klamrę i móc zobaczyć, jak przedstawione zostanie spięcie wątków z poprzednich odcinków, których streszczenia czytałam regularnie co tydzień, bo jakoś nie mogłam się powstrzymać od tej masochistycznej działalności. Niestety, oglądając Winds of Winter (tytuł odcinka jest dla mnie, szczerze mówiąc, trochę jak trollowanie Martina), czułam się jak Daenerys zostawiająca Daario – nic nie czułam. Okej, znowu ktoś zginął. Okej, Varys teleportuje się między kontynentami. Okej, Dany w końcu płynie do Westeros. Wszystko było dla mnie jakoś przewidywalne i tak jak mówiłam już wcześniej, śmierci bohaterów przestają już robić na widzu – a przynajmniej na mnie – jakiekolwiek wrażenie. A scena w Sepcie Baelora była dla mnie po prostu absurdalna, wydawało mi się, że oglądam film Tarantino. Poza tym powinny być jakieś kary dla ludzi, którzy zabijają Natalie Dormer!!!

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Tu się zgodzę – żal mi Margaery. Zginęła trochę przypadkowo, ale przecież taka jest natura działań wojennych, w których środku, zdaje się, jesteśmy. Szkoda jej!

Ostatnie odcinki to jednak seria wielkich odkryć i przetasowań na szachownicy. Ginie Ramsay Bolton, ale niejako na jego miejsce wskakuje nam nowa paskudna postać – wraz ze stratą ostatniego dziecka Cersei staje się Złą Królową z bajki, która już nawet wizualnie nie udaje słodkiej damy. Ciekawe, jak długo Jaime wytrzyma u jej boku? Dowiadujemy się (choć on sam jeszcze „nic nie wie”, TYPOWE!), kim jest Jon Snow i wiedza ta może znacząco wpłynąć na kolejne rozdziały opowieści. Póki co jednak bohater rodzi się po raz kolejny – walcząc o życie na polu bitwy, wypełzając spod zwałów ciał i błota – by przyjąć na siebie odpowiedzialność i rolę Króla Północy. Motyw klasyczny, ale bardzo mi się podobał, bo wcześniejsze wskrzeszenie odbyło się poza jego „wolą i wiedzą”. Kilka postaci zmienia się subtelniej, lecz owoce zmiany widzimy w końcowych odcinkach dość wyraźnie. Czy Sansa ma w sobie siłę, by wykorzystać Littlefingera, nie ulegając mu? A może Ramsay i Joffrey odcisnęli na niej ślad większy, niż by się można spodziewać i bohaterka nigdy się z tego nie otrząśnie? A co z Aryą, której kibicowaliśmy przez tyle sezonów, a teraz jest małą psychopatką i nie wyobrażam sobie, że po wojnie mogłaby wrócić do normalnego życia? Wędrówka której postaci robi na Was w tym sezonie największe wrażenie? Kto się zmienił najciekawiej?

Cathia: Po Cersei spodziewałam się takiego zachowania, jako że od pewnego czasu zachowuje się jak klasyczna psychopatka. Nie wróżę jej zbyt długiego panowania nie tylko ze względu na zbliżającą się flotyllę Danusi, ale także ze względu na bliźniaka – czy pamiętacie, dlaczego właściwie Jaime został Zabójcą Króla? No właśnie. Tu jestem tylko ciekawa jego psychicznej walki. Podoba mi się droga Sansy – nie wiem, czy ulegnie Littlefingerowi, mam nadzieję, że wreszcie przejrzała jego grę i teraz może sama subtelnie będzie nim manipulować… A może nie? Dla mnie Sansa nauczyła się, że więcej można osiągnąć, pozostając w cieniu, będąc tą siłą za tronem. Jest ciekawszą postacią niż Arya, bo tutaj dokładnie wiem, czego się spodziewać.

Lierre: Przemiana Cersei bardzo mnie bawi, szczerze mówiąc. „Przybyłam tu, by rządzić i chronić swoje dzieci. Nie mam już dzieci”. Należała jej się ta zemsta, wróbelkom należało się wysadzenie, generalnie czasami nie jestem w stanie nie popierać takiego rozwiązywania problemów. Go, Cersei, go! Choć daleko nie zajdziesz. Jaime wiele zniósł, ale to on tu jest tym rozsądniejszym i tego chyba nie wytrzyma. Poza tym jestem dumna ze starkowych szczeniaczków, Jon tak pięknie dorósł, Sansa zaczyna knuć, Arya się mści – poezja. Powodzenia, dzieciaki. Mniej mi się tylko podoba wątek Brana, nudny, powolny i trochę zbyt mistyczny jak na moją wytrzymałość.

Pirjo: Wielką a niespodziewaną gwiazdą końcówki sezonu okazała się Lady Mormont, dziewczynka prawego serca i wielkiej siły – choć w małym jeszcze ciele. Jej nagła popularność wiąże się dla mnie z poruszeniem tej samej struny, którą trąciło kilka innych ostatnich scen, ukazujących nam okruchy dobra, honoru, rycerskiego etosu wyłaniające się – z trudem – spod stosów nagromadzonego knucia, podstępów, nieprawości i moralnej ambiwalencji. To coś, co mieliśmy w rozmowie Brienne z Jaimem (o mieczu i o tym, co będzie jak się raz jeszcze spotkają na polu bitwy), to coś, co nosi w sercu Jon Snow i wcale mu to nie ułatwiało życia ani podejmowanych decyzji. To samo „coś” reprezentuje Lyanna Mormont z Wyspy Niedźwiedziej. Moralny kompas. Szacunek dla tradycji. Skrawki dobra i prawości, które uchowały się w Westeros chyba tylko cudem. I dawno żadnego z nich nie widzieliśmy, pogrążeni w meandrach Gry. Czy szlachetność w sezonie szóstym wzrusza nas jakoś bardziej niż w pierwszym?

Fot. HBO

Fot. HBO

Cathia: Zdecydowanie, chociaż pewnie z dosyć specyficznego powodu. W sezonie pierwszym, na bolesnym przykładzie Neda Starka, przekonaliśmy się, że szlachetność w tym konkretnym świecie zupełnie nie popłaca. Obecnie więc, kiedy widzę taką postać, zastanawiam się, ile jeszcze pożyje…

Lierre: Lady Mormont to taki powiew świeżości, postać z zupełnie innej bajki. Niby z góry skazana na klęskę, ale… może nie? Może jest wystarczająco silna i charyzmatyczna, by sobie poradzić w tym świecie. Wyobraźcie ją sobie za dwadzieścia lat! Był w tym sezonie taki refren wymierzania sprawiedliwości i zwycięstwa tych, którzy ciężko na to pracowali. Miła odmiana w strasznym świecie.

Martyna: Ja już chyba uodporniłam się na wzruszenia w tym serialu. Postać Lyanny Mormont jest świetna, bez wątpienia, i genialnie zagrana. Ale znów mam uczucie, że twórcy Gry o tron chcą wymusić na mnie to wzruszenie, tak jak w innych scenach wymuszają szok. Wolałabym, żeby robili to bardziej subtelnie, a nie tak łopatologicznie. No ale może z takimi oczekiwaniami po prostu powinnam zacząć oglądać co innego?

Pirjo: Może…? W każdym razie teraz czeka Cię co najmniej rok przerwy! Ale wracając, spójrzmy na szachownicę układu sił. Strasznie dużo kobiet u władzy! Dany przygruchała sobie zarówno liderki Dorne, jak i Lady Olennę, podczas gdy King’s Landing zagarnęła dla siebie Cersei. Wydaje się, że czeka nas bajkowe starcie dwóch potężnych królowych, z których każda ma teraz swojego męskiego namiestnika. Wiele spośród klasycznych rodów jest w rozsypce. Władcy płci męskiej poginęli albo przegrali. Myślicie, że to jest świadomy zabieg – kobiety przejmujące władzę – i że ma on coś na celu? Co będzie dalej?

Cathia: Podoba mi się to, że właściwie każda władczyni ma jednak za sobą tego męskiego doradcę… Varys, Tyrion, Qyburn… Pełne równouprawnienie, panie i panowie – a jak ładnie oni wszyscy uzupełniają się nawzajem!

Fot. HBO

Fot. HBO

Lierre: Czekałam na to. All men must die, but we are not men. Mężczyźni w tym świecie są zepsuci, okrutni, szaleni, niegodni zaufania, są latem, które zupełnie nie jest świadome nadchodzącej zimy. Nie wszyscy, oczywiście – ale bardzo wielu. Kobiety też nie są doskonałe i nieskazitelne, no bo umówmy się, Cersei, a i Daenerys, mają swoje za uszami, ale wydaje mi się, że ogólnie są rozsądniejsze i mają solidniejsze motywacje. Przejmują Westeros i tak być powinno, bo panowie już pokazali, że nie radzą sobie z władzą. Czas na królowe śniegu.

Martyna: Choć zwykle skaczę z radości, kiedy w filmach – i oczywiście w rzeczywistości – kobiety dochodzą do władzy, zdobywają siłę i wreszcie są docenianie, tutaj mam uczucie, że jestem trochę bałamucona. Bo żadna z tych kobiet nie budzi już mojego szacunku, a raczej większość z nich zaczyna ocierać się, mniej lub bardziej, o psychopatyczną żądzę krwi i zemsty, więc w zasadzie zachowują się tak, jak chciałby stereotyp – ulegają emocjom. Zwłaszcza Cersei i Arya, które w pewnym sensie straciły całą osobowość i zostały maszynami do zabijania, z tą różnicą, że ta pierwsza używa do tego swoich ludzi, a druga – rąk. Nie widzę tam kobiety, która byłaby właśnie po prostu mądra, rozsądna i sprytna i w ten sposób osiągałaby swoje cele i zwyciężała nad mężczyznami (może poza Lady Olenną, której jednak i tak do końca nie wyszło). No i ta biedna Sansa, której co chwilę udaje się wzmocnić charakter i morale, żeby potem zostać skrzywdzoną/wystawioną/osłabioną. Przecież zgodnie ze wszelkimi zasadami prawa i logiki, nawet w tamtym świecie, to ona powinna zostać Queen in the North!

Pirjo: Pomówmy przez chwilę o minusach sezonu. Aż do ostatniego odcinka bardzo mocno odczuwałam to, na co już wcześniej zwracałam uwagę w naszych omówieniach – pogorszenie się jakości dialogów, co sprawiało, że postacie mówiły truizmami i banałami, nie były „do siebie podobne”, szczególnie te słynące wcześniej z  błyskotliwości ocierającej się o mądrość, takie jak Tyrion. Wiele wypowiedzi było jakby obliczonych pod publiczkę, typu „Ojciec zawsze obiecywał…” (że nadejdzie zima). Mieliśmy w finałowych odcinkach kilka przemówień, których efekt mógłby być o wiele mocniejszy, gdyby to były przemówienia w stylu tych z książek. Pełnyche głębokich znaczeń i pysznych metafor, a nie górnolotnych twierdzeń podanych łopatologiczne. Fabularnie opowieść mi się bardzo podoba i nawet popłakałam się w kilku momentach tych ostatnich odcinków, ale jeśli chodzi o „tekst mówiony” to jest strasznie słabo. A co Was uwiera?

Cathia: Nierówność sezonu. Oczywiście, nie jest to tylko wada Gry o tron, ale w momencie, kiedy mamy zaledwie kilka odcinków, to prosi się, by były mniej więcej równie ciężkie gatunkowo. Coś takiego, jak z nowym sezonem Archiwum X. Rozumiem, musi być zaskoczenie, musi być budowanie napięcia, ale nie lubię czegoś takiego.

Lierre: Spadku jakości dialogów zupełnie nie zaobserwowałam, wręcz przeciwnie, miałam miejscami wrażenie, że są lepsze. Wychodzi ze mnie bezkrytyczna psychofanka, ale… trudno mi wskazać jakąś wielką wadę tego sezonu. Może trochę niewykorzystywanie bohaterów (Tyrion), miotanie się bez sensu i nagłe triumfy (Daenerys) i bycie obrzydliwie nudnym (Bran), ale to wszystko i tak złożyło się w świetną całość.

Fot. HBO

Fot. HBO

Martyna: Dla mnie również dialogi są ogromnym minusem. Coraz mniej w nich błyskotliwości, coraz więcej szablonowego patosu i żartów klasy Z. W ostatnim odcinku najbardziej podobała mi się rozmowa Jaime’ego z Walderem Frey’em – to była dla mnie stara, dobra Gra o tron, w której dialogi przekazują mnóstwo znaczeń i emocji, pokazują, że i bez wybuchów i fruwających wnętrzności może się wiele dziać. Fakt, że obejrzałam tylko trzy pierwsze odcinki i ostatni też coś mi pokazał – mam wrażenie, że tych środkowych odcinków mogło po prostu nie być, bo i tak nic się nie zmieniło. Arya pobawiła się w Braavos, ale na nic to w niej nie wpłynęło. Sansa rosła w siłę, a i tak została w cieniu Snowa. Północ – nie wahajmy się użyć tych słów – zdradziła Starków, ale teraz i tak wszyscy się zjednoczyli i wypalili fajkę pokoju. No a poza tym i tak prawie wszyscy zginęli – trudno w takiej sytuacji przywiązywać wagę do czegokolwiek, co wydarzyło się wcześniej. Czytałam kiedyś wywiad, w którym D&D powiedzieli, że ostateczny wynik serialowej gry o tron będzie taki sam jak w Pieśni lodu i ognia. Zapomnieli chyba tylko o tym banalnym powiedzeniu, że nie liczy się cel, a droga. A mnie nie podoba się, że do tego celu idziemy fabularnie pokręconą, ale psychologicznie uproszczoną drogą.

Pirjo: To teraz powiedzcie, na co czekacie, które zaniedbane wątki domagają się poruszenia w sezonie numer siedem! Bo ja marudnie i obsesyjnie czekam na powrót Gendry’go i mam nadzieję, że odnajdzie go szybko Melisandre, ale tym razem może nie będzie go chciała składać w ofierze? Dom Baratheon od dłuższego czasu wydaje się być w totalnej rozsypce i przydałby się im nowy lider. Jestem też strasznie ciekawa, co Sam odkryje w Wypasionej Bibliotece. Czy dowiemy się więcej jeśli chodzi o Dawne Dzieje, czyli czy będą nam pokazane kolejne retrospekcje Brana?  W książce wszak historia poprzednich pokoleń została znacznie mocniej rozbudowana. Na przykład turniej w Harrenhal i kontrowersyjne porwanie Lyanny. Zobaczyłabym to. Zobaczyłabym przez mgnienie i dla kontrastu powrót do pełni lata i do pięknych, dworsko-rycerskich czasów. Strasznie chciałabym też wiedzieć, kto będzie ujeżdżał pozostałe smoki. Jon zdaje się być pewnym kandydatem (należy Ci się, mate!), eksperci z internetów podają też Tyriona jako smoczego jeźdźca (już teraz wiemy, że doradca Dany nieźle się dogaduje ze smokami, a spiskowe teorie sugerują, że ma on w sobie nieco krwi Targeryanów).  Wszak cała ta trójka – Tyrion, Jon i Dany – stała się niejako przyczyną śmierci swoich matek, wszystkie one zmarły w połogu, co jest niestety cechą powiązaną ze smoczym rodem. Inni spiskowcy sugerują, że Bran będzie latał na smoku, po prostu przejmując nad zwierzęciem kontrolę. No i pozostając w temacie magicznych zwierząt, ja po ciężkim dla wilkorów sezonie liczę, że zobaczymy więcej Ducha (i nikt nie odważy się go zabić!), oraz że Aryę, skoro wróciła do Westeros, odnajdzie Nymeria (będę płakać).

Cathia: Też obstawiam Tyriona jako smoczego jeźdźca, a w wyniku rewelacji ostatniego odcinka, racja, prawdopodobnie trzecim będzie Jon. Bran może niech lepiej zajmie się wizjami i trzymaniem się z daleka od Nocnego Króla, bo jego wargowanie wywołuje jedynie tragedie (Hodor! chlip!), poza tym nie jest to aż tak podkreślanie w serialu, jak w książce. Nie liczyłabym na Gendry’ego, odszedł do krainy zapomnienia podobnie jak Lady Stoneheart, której odżałować nie mogę. Ale wiem, czego tak naprawdę chcę od nowego sezonu – epickiej bitwy dobra ze złem, która w tym świecie zła i brutalności może być naprawdę ciekawa…

Lierre: Też chcę powrotu piesków i Gendry’ego (w takiej kolejności). Chcę knucia Sansy, rozrabiania Aryi i rozwinięcia wątku Melisandre i innych kapłanek. Nie zależy mi na retrospekcjach, wolę dalsze splatanie wątków, spotkania i konflikty oraz ustanowienie matriarchatu na samym końcu, o!

Fot. HBO

Fot. HBO

Martyna: Ja już chyba wolę nie mieć żadnych oczekiwań, bo potem same rozczarowania człowieka spotykają. Ale wiem, czego bym nie chciała, a do tego zmierza serial – realizacji wielu fanowskich teorii i marzeń kosztem sensowności, logiki i narracyjnej spójności fabuły. Więc chyba jestem jedną z niewielu, która wcale nie kibicuje Jonowi i Tyrionowi u boku Daenerys. Chciałabym za to, żeby postaci nie błąkały się bez sensu po całym świecie, tylko żeby ich wędrówki zmieniały coś w ich charakterze na poziomie wyższym niż zmienianie ich w psychopatycznych morderców. Dawno temu nie lubiłam Sansy, ale teraz mam nadzieję, że uda jej się zmanipulować i owinąć sobie wokół małego palca Littlefingera i w ten sposób zasiąść na jej prawowitym tronie Winterfell. A może i Westeros! Liczę też na to, że Jaime wreszcie zorientuje się, że Cersei jest jaka jest (powinno to się stać już ze dwa sezony temu, ale nie będę aż tak narzekać…) i da jej popalić (pun unintended). Co do wilkorów, to bardzo żal mi tego wątku. To powinny być silne i magiczne istoty, nierozerwalnie i mistycznie związane ze Starkami, a tymczasem tylko Jon i Bran mieli z nimi jakiekolwiek mentalne połączenie, z kolei Summer i Shaggydog zginęli, jakby byli zwykłymi, małymi, bezbronnymi pieskami, a Nymeria jest zapomniana niczym Gendry.

Pirjo: Po ilości omówień, recenzji, dyskusji z łatwością można przyznać, że Gra o tron jest obecnie największym i najpopularniejszym serialem na świecie. Krytyka tego serialu jest płomienna i zażarta, ale zachwyty też mocne. Jak myślicie, dlaczego właśnie ten serial wzbudza aż tak silne reakcje i co będzie, gdy się skończy? Jakie jest źródło jego sukcesu? I czy coś ma szansę go zastąpić, gdy się już skończy?

Fot. HBO

Fot. HBO

Cathia: Dobry materiał wyjściowy robi swoje, podobnie jak to, że robi go HBO, które nie boi się nagości i brutalności, chociaż to już w pewnym momencie się nudzi. Weź jednak pod uwagę też to, że kampania marketingowa jest naprawdę niezła i to też jest dosyć istotnym czynnikiem wpływającym na powodzenie serialu… Czy coś może go zastąpić? Czas pokaże.

Lierre: Rozmach, estetyka, łamanie konwencji (serio, jestem przekonana, że połowa fenomenu została zbudowana na uśmierceniu Neda Starka). Mrok i pesymizm, ale nie do samego końca. Bohaterowie, których trudno lubić, ale którym się kibicuje. Mnóstwo tajemnic i białych miejsc na mapie, powiązań i zagadek, faktów, które znamy, a bohaterowie nie lub na odwrót – wszystko to wciąga do tego świata. Doskonały eskapizm.

Martyna: W zasadzie nie mam nic do dodania, jeśli chodzi o przyczyny fenomenu serialu – wymieniłyście chyba wszystko. Ale tym, co mnie martwi, jest to, że moim zdaniem coraz więcej jest w tej całej otoczce pustki. Serial zdobywa nagrody i zachwyty fanów do tego stopnia, że prawie nikt nie odważa się wyjść z jakąkolwiek krytyką. Bańka nadmuchuje się coraz bardziej i nie zwraca się uwagi na wady i niedociągnięcia. Kiedy rozmawiam ze znajomymi, wielu z nich jest rozczarowanych czy zniesmaczonych ostatnimi sezonami Gry o tron – a jednak w internecie widzę niemal same peany na ich cześć. I nie wiem, czy należy się w ogóle zastanawiać, czy coś może zastąpić ten serial – w końcu oglądamy też wiele innych produkcji i każda jest jedyna w swoim rodzaju.

Pirjo: Tak naprawdę ocenimy chyba Grę o tron dopiero wtedy, gdy się skończy, gdy wybrzmi ostatni odcinek ostatniego sezonu. Ale na to przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Może dobrze?

Fot. HBO

Fot. HBO

Game of Thrones
fantasy
HBO, 2011–

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Magdalena „Lierre” Stonawska
Władczyni Czasu z Gallifrey(.pl) stacjonująca obecnie na Ziemi, gdzie w spowitym smogiem Krakowie przygląda się z fascynacją ludziom, kosmitom i smokom. Acafanka i kulturoznawczyni specjalizującą się w kreatywnej prokrastynacji. Marzy o wyprawie w TARDIS do starożytnego Egiptu, by sprawdzić, jakim zwierzątkiem naprawdę był Set i czy Echnaton był kosmitą.

Martyna Szczepaniak
Anglistka sercem i duszą, w wolnych chwilach głównie chodzi, czyta i za dużo myśli, a zawodowo też czyta i do tego tłumaczy oraz poprawia innych. Ma słabość do filmów i seriali, w których przystojni brytyjscy aktorzy ubierają kostiumy z epoki i mówią szalonymi akcentami.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.