Zróbcie miejsce dla nowego Bonda (The Night Manager)

Zróbcie miejsce dla nowego Bonda (The Night Manager)

Artykuł zawiera spoilery.

Minęło już sporo czasu od premiery ostatniego filmu o przygodach Jamesa Bonda (tyle już tych filmów, że całkiem blisko im do serialu – np. Doctora z jego kolejnymi wcieleniami), nie ucichła jednak dyskusja na temat tego, kto zastąpi Daniela Craiga w roli zasłużonego agenta Jej Królewskiej Mości. Nazwisko Toma Hiddlestona pojawiało się na wszelkich listach propozycji już dawno, ostatnio jednak zjawisko to przybrało na sile, głównie za sprawą emisji The Night Manager, serialu BBC na podstawie książki mistrza powieści szpiegowskiej, Johna le Carré. Tom ciągle odpowiada na pytania wymijająco, bukmacherzy jednak zostali zmuszeni do zamknięcia zakładów z jego imieniem, bo na ich konta zaczęły wpływać zastraszające sumy. Tylko dlatego, że Tom zagrał szpiega.

No i jest trochę podobieństw w tych produkcjach. Praca dla wywiadu, tajna misja? Jest. Szyte na rozmiar garnitury? Tak. Drogie samochody, wille, kasyna? A jakże. Dwie kobiety, jedna uśmiercona po spędzeniu nocy z bohaterem, druga, o którą trzeba trochę dłużej powalczyć? No są. Tylko z imieniem nasz nocny recepcjonista lepiej sobie radzi, bo znamy go tu aż pod trzema nazwiskami. Bond przez ostatnie pięćdziesiąt lat zawsze przedstawiał się tak samo, a ciągle nikt go nie kojarzy. Podstawy do porównań niewątpliwie są, a serial może być dla Toma faktycznie swego rodzaju showreelem, którym pochwali się przed producentami serii o słynnym agencie. Śmiem jednak twierdzić, że prawdziwym talentem do grania tajnych agentów popisuje się tutaj zgoła ktoś inny.

Fot. BBC

Fot. BBC

Akcja serialu rozpoczyna się w hotelu w Kairze, gdzie nasz główny bohater, Jonathan Pine, pracuje jako nocny recepcjonista. Służył w wojsku, chciał jednak trochę od tego uciec, stąd praca – z dala od ojczyzny, dla nocnych marków i samotników. W hotelu poznaje Sophie, kochankę bogatego biznesmana, która podsuwa mu pod nos pewne dokumenty. Jonathan, jeszcze nieoficjalnie, ale z dobrej woli i z wrodzonym sobie sprytem, robi z nimi, co trzeba. Sophie jednak swoją zdradę przypłaca życiem. Czego można się było spodziewać. Zalodówkowanie bohaterki w połowie pierwszego odcinka drażni o tyle, że wspólnych scen z Jonathanem miała niewiele. Coś tam iskrzyło, ale trudno mówić o wielkiej miłości. Martwa kochanka staje się motywem zemsty może bardziej jako symbol – śmierć była niesprawiedliwa, strata ciężka, żadnej innej kobiety nie powinno to spotkać, Jonathana zżera poczucie winy. Powodów jest kilka i na szczęście autorzy scenariusza nie robią z naszego bohatera zaślepionego zemstą mściciela, ale jakoś rozwijają ten wątek. Still, początek trochę sztampowy.

Pine na własną rękę zaczyna odkrywać intrygę i po kolejnej niby skromnej, ale bardzo skutecznej akcji, kontaktuje się z nim Angela Burr (przewspaniała, cudowna, najkochańsza Olivia Colman), reprezentantka brytyjskiego wywiadu. Będąc pod wrażeniem jego umiejętności, zaangażowania i znajomości sprawy, proponuje Jonathanowi misję pod jej superwizją, na co on przystaje. Podoba mi się, że serial sugeruje doświadczenie wojskowe i hotelarskie jako znakomite przygotowanie do pracy szpiega. To pierwsze wydaje się oczywiste, Jonathan też ma różne indywidualne predyspozycje, ale fakt faktem – praca w hotelu bywa zaskakująca, dziwna i uczy najróżniejszych umiejętności (nasłuchałam się historii).

Fot. BBC

Fot. BBC

Cała afera, w którą zostaje wplątany Pine, była już od lat skrupulatnie badana przez Angelę. Ciężką pracą rozwikływała sieć powiązań, w jej centrum zaś znajduje się biznesman Richard Roper (Hugh Laurie, po przerwie ponownie na ekranach telewizorów). Roper prezentuje typ osoby powszechnie znanej, która pod przykrywką swoich licznych inwestycji ukrywa źródło prawdziwych dochodów, czyli handel bronią. Nasz szwarccharakter jest nietykalny. Wiemy to właściwie od początku, jednak w toku akcji dowiadujemy się, jak daleko naprawdę sięgają jego wpływy. Żeby go podejść, potrzebny jest właśnie ktoś taki jak Jonathan – niepozorny, sprytny, potrafiący przekonać do siebie. Po długim okresie przygotowań Pine ląduje w końcu w paszczy lwa. Poobijany, bezbronny, zdaje egzamin i dostaje mieszkanie przy willi Ropera, oficjalnie zajmując się dotrzymywaniem towarzystwa jego synkowi, który spędza z ojcem wakacje. I kiedy Pine mości sobie gniazdko, na scenę ponownie wkracza Angela – znowu z dala od biurka, w terenie, ramię w ramię z amerykańskim współpracownikiem oraz (chociaż to doprawdy szczegół) w zaawansowanej ciąży.

Hiddleston gra swoją rolę idealnie – wpasowuje się w schemat, jest milczący kiedy trzeba, innym razem czarujący, a kiedy zaczyna spoglądać z zainteresowaniem na Jed, towarzyszkę życia Ropera, czy też ładną ozdobę jego willi, rozumiemy, skąd się to bierze, nie jesteśmy za bardzo zaskoczeni. (Chociaż dla mnie osobiście ten romans jest głównie przyczyną paniki – naprawdę, szło wam tak dobrze, opanujcie żądze i doprowadźcie sprawę do końca. Szpiegowanie to nie przelewki.) Moją ulubioną sceną z początkowych odcinków jest jednak ta, w której Pine zabiera małego Ropera na lody, a Angela, udająca turystkę, przysłuchuje się ich rozmowie. Jej błogosławiony stan jest świetną przykrywką, a i Pine popisuje się przemyślunkiem, dzięki czemu ważne nazwiska zostają wspomniane pod samym nosem dwóch rosłych osiłków, osobistych ochroniarzy chłopca. Ta scena to też jeden z niewielu momentów, w których ta dwójka, Angela i Pine, bezpośrednio współpracują. Mamy wrażenie, że byliby dobrym duetem, a tak ograniczają się głównie do enigmatycznych wiadomości przesyłanych drogą elektroniczną.

Fot. BBC

Fot. BBC

Spodziewać się można, że innym duetem, który dojdzie tu do głosu, będzie relacja Pine’a i Ropera. Ciężki jest żywot podwójnego agenta, często znajduje w tej „złej” stronie jednak coś godnego uwagi, zainteresowania, wierność zostaje wystawiona na próbę. Tutaj na szczęście oszczędzono nam tego wątku. Pine jest miły, pomocny, ale wiemy dobrze, że gra. Nawet w decydującym momencie, gdy i jego brytyjscy współpracownicy z agencji mają wątpliwości, my ciągle mu kibicujemy i mamy pewność, że nie dał się przekonać gładkim przemowom Ropera. Pine ma w głowie śmierć Sophie, widzi, jak traktowana jest Jed, jakim priorytetem jest tak naprawdę syn. Roper nie ma dobrej strony. Jako osoba publiczna, pokazuje czasem jakąś jej wersję za pośrednictwem kamer, jak wtedy, gdy wspomaga ubogich mieszkańców wioski, sąsiadów jego tureckiego azylu Haven. Wszystko to jednak tylko fasada, środek do celu. Dobrze jest mieć takiego staroświeckiego villaina, który mimo tej swojej „czarności” nie jest nudny. Jego działania prowadzą tylko do zarobku, nie dopowiada do swoich czynów żadnej ideologii, nie leczy traum z dzieciństwa. Nie da się go lubić, na pewno nie można mu współczuć, ale dobrze się na niego patrzy. Duża w tym zasługa Hugh Lauriego, który w swoją rolę wkłada mnóstwo charyzmy, a jego ekranowa prezencja jest niepodważalna.

Jeśli już o aktorach mowa, każdą scenę kradnie niewątpliwie Tom Hollander jako Corky – do pewnego momentu prawa ręka Ropera. Swoimi sprytnymi acz nienachalnymi machinacjami Pine doprowadza do tego, iż Corky spada z piedestału, traci szacunek z powodu rzekomo zbytniego zainteresowania alkoholem i przystojnymi młodzieńcami. Wciąż jednak obecny, staje się cieniem Pine’a i Jed, świadomym ich romansu, świadomym tego, że Pine kombinuje, chociaż jego cel nie jest Corky’emu jeszcze znany. Dwaj panowie ciągle się ścierają, w środku ruchliwej restauracji czy ostatecznie otoczeni ciszą nocy, na obrzeżach tureckiej wioski. Corky, z urażoną dumą, w pojedynkę próbuje rozgryźć Pine’a, jakby chciał przynieść jego głowę na tacy Roperowi i tym samym odzyskać poważanie. I to go chyba tak naprawdę gubi, gdyby bowiem wcześniej podzielił się swoimi spostrzeżeniami, nawet z zachwianym zaufaniem szefa mógłby wprowadzić w całą sytuację więcej zamętu.

Obsadę domyka Elizabeth Debicki jako Jed, która początkowo niezbyt przypadła mi do gustu. O ile ciekawszą rolę w szpiegowskim klimacie miała do zagrania w zeszłorocznym The Man from U.N.C.L.E.! Jed przez dłuższą część serialu jest postacią bierną, która nie kwestionuje tego, co się wokół niej dzieje. Dowiadujemy się z jej backstory, że w życiu było jej ciężko i to tłumaczyć ma jej wygodne umoszczenie się u boku Ropera. Trudno nawet stwierdzić, co widzi w niej Pine, chyba że ma on słabość do kobiet, którymi nie powinien się interesować. Na szczęście pod koniec serii Jed zaczyna działać i to tak sprawnie, że aż chciałoby się, by sama własnoręcznie posadziła Ropera w więzieniu. Scena w kasynie, gdy w pełen inwencji sposób podała kod do sejfu, cudeńko! To zaś, jak została potraktowana przez byłego kochanka, pokazuje nam ostatecznie, że dla Ropera nie ma żadnych świętości i nic nie może stanąć na drodze do dobrze poprowadzonego biznesu.

Podczas swojej ostatniej wizyty w programie Grahama Nortona, Tom Hiddleston zarzekał się, że o roli Bonda nic nie wie, propozycji żadnych nie dostał, a cały szum wokół jego osoby wywołany jest właśnie rolą w serialu. Co więcej, dodał oliwy do ognia, wyjaśniając kwestię ewentualnego sequela, drugiego sezonu produkcji. Historia nocnego recepcjonisty się skończyła, książka była jedna, jednak le Carré popełnił sporo podobnych fabuł, które można nie tylko przerobić na czasy współczesne, ale może i właśnie spiąć je jakimś wspólnym elementem. W domyśle jest to zapewne postać Pine’a, o ile Tom nie ucieknie od niej Astonem Martinem, przybierając imię z elementem dwóch zer. Nic to jednak, bo serial dysponuje jeszcze Angelą Burr, która Bondem chyba nie zostanie (jeszcze nie te czasy), serial na własnych barkach uniosłaby jednak bez problemu. Olivia Colman pokazała już chociażby w Broadchurch, że rola kobiety-profesjonalistki, z całym zapasem niuansów takiej postaci, wychodzi jej znakomicie. Angela Burr jest jednak mózgiem całej operacji, jej decyzje mają większe znaczenie, stawka jest o wiele wyższa. Oglądanie zaś kobiety w ciąży, nie dwudziestolatki, nie najpiękniejszej według jakichś tam standardów, która bez cienia sprzeciwu dyryguje całym sztabem i nie daje sobą pomiatać, jest naprawdę bardzo pokrzepiające. Wiadomo, że to postać Toma ma tu być bohaterem, czasem jednak ma się ochotę palnąć go w łepetynę i powiedzieć „Angela nie byłaby teraz z ciebie dumna”. Podczas gdy Pine zakrada się do pokoju Jed, kiedy jej zazdrosny kochanek Roper czeka na dole, a my, jako widzowie, wzdychamy z politowaniem nad timingiem ich zbliżenia, Angela mówi swojej starej miłości (teraz partnerowi w pracy, agentowi Steadmanowi, w którego wciela się David Harewood), że może i nie jest strasznie zakochana w swoim mężu, ale takie życie wybrała i awanse ze strony byłego ukochanego nie robią na niej wrażenia. Nie są profesjonalne. A ktoś sprobowałby skomentować, że na jej pracę wpływa jakoś to, że oczekuje dziecka! Najbardziej satysfakcjonujące są zaś sceny z ostatniego odcinka, kiedy Angela rozprawia się z osiłkiem Ropera i ratuje Jed.

Fot. BBC

Fot. BBC

Podobało mi się też bardzo zakończenie. Poznaliśmy powody, które Pine miał na ściganie Ropera, poznaliśmy też motywacje Angeli. Kiedy dochodzi do ostatecznej konfrontacji, Pine po prostu usuwa się z drogi – jego zadaniem było doprowadzenie Ropera w ramiona policji, z czego się wywiązał, po drodze mszcząc się na kimś, kto był bezpośrednią przyczyną śmierci Sophie. To Angela spędziła lata na ściganiu handlarza bronią i to Angela ma tę satysfakcję z wyjaśnienia Roperowi, jak bardzo wpadł, jak nikt go nie obroni, a nawet wypomnienie mu czynu sprzed lat, o którym ledwo już pamiętał. Bardzo należał jej się ten moment triumfu. Pine zaś zostaje z dziewczyną, też nielicha opcja.

Serial cierpi momentami na spowolnienie tempa, i to nie ten rodzaj, kiedy niby nic się nie dzieje, a jednak dzieje się wszystko. Szczególnie początkowe odcinki mają ten problem, ale zdarzają się też momenty tego cichego napięcia, gdzie na ekranie nie widać żadnej broni, nikt nikogo nie goni, a i tak wykręcamy palce ze stresu i oczekiwania. Znaleźć je można często w wątku politycznych/biurokratycznych zawirowań w Londynie. Dyrekcja agencji nie może wiedzieć o tym czy tamtym, kontakt w innej agencji jest niezbędny, a może tamci siedzą w kieszeni Ropera i nie można im ufać. I z tym udaje się uporać Angeli, kiedy nie podąża za Jonathanem w terenie (multitasking!). Korupcji i machlojek nie dało się zupełnie zmiażdżyć, sieć powiązań ledwo drgnęła, lecz się nie przerwała, ale za to nikt nie odpowiedział na błagalny telefon Ropera, więc zakończenie sprawy można uznać za pozytywne.

Fot. BBC

Fot. BBC

Warto też wspomnieć o doskonałej czołówce serialu, która za sprawą animacji komputerowej mówi nam dokładnie, czego możemy się spodziewać i jakie wątki będą się ze sobą przeplatać. Luksusy i handel bronią. Takiej czołówki się absolutnie nie przewija, a jest ona też kolejnym przykładem popularnego ostatnio trendu (wystarczy spojrzeć na czołówki Daredevila, Black Sails, no i oczywiście Game of thrones).

Wracając na koniec do wątku Bonda – chociaż hype po Nocnym recepcjoniście trochę ucichł (pewnie na chwilę), a Hiddlestona na liście typowanych kandydatów zastąpił James Norton (szarmancki jak Bołkoński, dobrze czytający ludzi jak Sidney Chambers i… cokolwiek można wyciągnąć dla Bonda z Happy Valley), w popkulturze trochę miejsca dla superszpiegów jeszcze się znajdzie. W końcu tak ich lubimy. Być może Tom będzie miał znowu okazję się popisać, czy to w serii filmów czy kontynuacji serialu, ja zaś trzymam kciuki za Olivię Colman. Skoro można było dla niej zmienić płeć bohatera z książki, można pójść i krok dalej.

The Night Manager
spy drama
BBC One, 2016

Melepeta

Koneserka krakowskiego powietrza. Żyje przecząc ruchom wskazówek zegara - jest edytorką za dnia, w nocy zamienia się w entuzjastkę popkultury. Wie, co piszczy w fandomowej trawie i posiada pokaźną kolekcję kubków o tematyce okołofilmowej. Pisze do szuflady, wenę podtrzymując paliwem składającym się z herbaty i miłości do bohaterów fikcyjnych.