Fot. AMC

Mam tę moc (Halt and Catch Fire, S03E01–03)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Pirjo: Zacznijmy od najważniejszego. Ten moment w dziewiętnastej minucie pierwszego odcinka, kiedy dzwoni telefon i słyszymy niepodrabialny głos Lee… to znaczy – Joe MacMillana. Czy też miałaś dreszcze? Mercurial god Lee Pace po dłuższej przerwie wrócił na nasze ekrany. Oczywiście Joe już w pierwszym odcinku musi mieć scenę porywającego przemówienia, żeby pokazać że dalej „ma moc”, żebyśmy nie zapomniały, o co chodzi w tej postaci. Trzeci sezon to też trochę wyraźniejszy rozłam grupy bohaterów i Joe staje się w tym układzie arcy-nemesisem naszych dzielnych bohaterów z Mutiny, a równocześnie jest wyczilowanym herosem w luzackich ciuchach i słuchającym najlepszej muzyki na dzielni, organizującym epickie imprezy. Taki niby to Steve Jobs. Ale w sumie antybohater. Pierwsze odcinki opierają się na wspomnianym rozdarciu i rozdźwięku – on po jednej stronie, na okładce Forbesa, na wznoszącej fali, ale pozbawiony wsparcia prawdziwych fachowców, manager bez contentu, a oni – fachowcy bez charyzmy – po drugiej, walczący a to o rozwój, a to o przetrwanie, stara bieda. Jak po pierwszych trzech odcinkach oceniasz Joego? Czy się zmienił? Czy jest dobry, czy zły? Lepszy czy gorszy? Miłość trwa?

Fot. AMC

Fot. AMC

Riennahera: Na dźwięk głosu Lee dreszcze przechodzą po ciele nawet podczas oglądania jego najgorszych filmów. Nie zgodzę się, że jest anty-bohaterem. Tym był w pierwszym sezonie. W drugim sam do końca nie wiedział kim chce być, a teraz mam wrażenie, że powoli dorasta do bycia prawdziwą osobą, nie karykaturalnym villainem (chociaż mnie tam bardzo odpowiadała jego gwałtowność). Joe dorasta, w trzecim odcinku jest w stanie rozmawiać z Cameron normalnie, bez pasywno-agresywnych docinków, co ewidentnie ją przeraża. Myślę, że Joe dorasta. To chyba dobrze z punktu widzenia postaci, chociaż ja wolę Joe-agresywnego sprzedawcę i bad boya.

Pirjo: Dynamika tego sezonu różni się znacząco od poprzedniego. Głównym tandemem są teraz dwie kobiety w męskim, seksistowskim świecie. Cameron (Mackenzie Davis) i Donna (Kerry Bishé) dogadują się ze sobą znacznie lepiej niż wcześniej, co jest godne podziwu, szczególnie że teraz mieszkają pod jednym dachem. A w przeszłości wcale nie było między nimi różowo. Ale przeszłość za nami. Może zarządzanej przez dwie młode kobiety firmy nie traktuje się jeszcze tak poważnie, jak traktowałoby się współcześnie, ale one i tak dają radę, nie poddają się, mają ręce pełne roboty i nareszcie rozwijają się, robią to, do czego mają talent. Faceci zostali w tym sezonie postawieni troszkę na bocznym torze. Cieszę się szczególnie przez wzgląd na mocno dotąd niedocenianą i upchniętą w rolę kury domowej Donnę. Należał się jej ten wiatr w żagle! I te wyzwania! W pewnym sensie strasznie mi się podoba, że główny wątek to wątek kobiecego tandemu, a wątki poboczne dostały się facetom. Nietypowe rozwiązanie, pochwalam.

Riennahera:  Mnie ciężko patrzy się na ich słabe próby sprzedaży i negocjacji (zboczenie zawodowe), więc może dlatego wątek mnie mniej zachwyca. Koniec końców John Bosworth saves the day.

Fot. AMC

Fot. AMC

Pirjo: O, tak! Pomówmy może o wątkach eksponowanych w tym sezonie. O  ile w poprzednim mieliśmy rozbudowany  wątek romantyczny z życia Joe, jego relację z narzeczoną i jej ojcem, niedoszłym teściem, to w sezonie trzecim póki co wiodącą męsko-damską relacją jest ta między małżeństwem  z problemami – Gordonem i Donną. Wiadomo, Joe jest super, ale chciałam pochwalić postać graną przez Scoota McNairy. Gordon jest najbardziej zniuansowaną, wieloznaczną, żywą i skomplikowaną osobą w tym serialu. Z fascynacją oglądam nawet najmniejsze, najbardziej prozaiczne sceny, od budowania relacji z młodzikami-pracownikami Mutiny, przez szukanie sobie miejsca w domu – relacja z dziećmi, z Cameron, odgrzebywanie dawnych hobby, CB-radio… – po trafne podsumowywanie osoby Joe i reakcję na jego przypadkowe spotkanie. Niezmiennie też zarabia u mnie plusiki wspomniany przez Ciebie John Bosworth (Toby Huss), to bardzo dobrze pisana i zagrana postać. Moim nowym ulubieńcem jest z kolei Ryan (Manish Dayal), jedyna osoba która jest świeża, nieopierzona, entuzjastyczna – bo „stara gwardia” otrzaskała się w bojach i nawet Cameron znacznie stonowała swoje zachowanie i wygląd, w porównaniu z pierwszym sezonem. Potrzebujemy kogoś, kto jest „młody i głupi”. No i Ryan póki co jest naszym głównym łącznikiem między Mutiny a Joem. Czyli ma najwięcej do roboty. Jest w centrum wydarzeń!

Riennahera:  Mnie z kolei Ryan wydaje się bardzo nieciekawy, właśnie ze względu na tę niewinność i nieopierzenie. Niezbyt interesuje mnie, co ma do powiedzenia. Gordon próbuje, trochę jak Joe, znaleźć sobie miejsce i może mu się uda. Chociaż moim zdaniem jego reakcja na manipulacje Joego podczas spotkania z prawnikami sugeruje, że może jednak nie?

Pirjo: Pomówmy jeszcze o settingu. HACF skoczył troszkę do przodu i teraz w zasadzie rozgrywa się w tych samych okolicach czasowych co Sillicon Valley, serial podejmujący podobne tematy. Rozwój internetu, prywatność w sieci, łatwość hakowania, budowanie społeczności, zarabianie i sprzedawanie produktów i usług przez net. Technologia ejtisów już chyba na tym etapie nie wystarczy jako wabik, trzeba czegoś więcej żeby przyciągnąć widzów. Przyznam, że przynajmniej mnie ten aspekt serialu zaczął nieco nużyć, a może raczej nie zadowala mnie. Wiadomo, boom technologiczny, kolejne wynalazki, które znamy z naszego teraz, dyskusje, jak wymawiać słówko „gif”, i zawsze to nasi bohaterowie wpadają na któreś z przełomowych rozwiązań. Jakoś brakuje temu prawdopodobieństwa, z przyjemnością zobaczyłabym na przykład jak bohaterowie inwestują w coś, co przez kilka sezonów jest pro, przynosi korzyści i wszyscy wiele sobie po tej innowacji obiecują, ale koniec końców jest to ślepa uliczka. Niestety HACF pokazuje nam postęp jako bardzo liniowy i w sumie stabilny, to nierealistycznie pozytywna wizja i zaczyna mnie ona coraz bardziej denerwować. Poza tym można mieć wrażenie, że Mutiny funkcjonuje troszkę w próżni. Na etapie trzeciego sezonu, szczególnie że znajdujemy się po przeprowadzce w Kalifornii, w Dolinie Krzemowej, twórcy mogliby wprowadzić jakieś inne, zupełnie nowe firmy stanowiące konkurencję.  Albo jakiś zewnętrzny wynalazek, wymyślony przez kogoś innego? To chyba nie jest tak, że amerykański potencjał geniuszu wyczerpał się na Joe, Gordonie i Cameron?

Fot. AMC

Fot. AMC

Riennahera: Myślę, że to jest taka trochę bajka o technologii, tak jak Mad Men było bajką o reklamie. Nie sądzę, żeby chodziło o wiarygodne oddanie konkurencyjności rynku i szybkości zmian, a raczej o mindset. Mnie to specjalnie nie przeszkadza. Przy czym zaczynam trochę gubić to poczucie, że są lata 80. Wszystko wydaje mi się robić tak bardzo współczesne, aż czekam, kiedy ktoś wyciągnie iPhone’a. Za dobre włosy, za dobre stylizacje, wszystkie te postaci mogłyby wyjść dzisiaj na ulicę i nawet nie wyglądałyby specjalnie hipstersko. Może mam tandetny gust, ale fajnie byłoby widzieć więcej Dynastii.

Pirjo: Taaak! Donna z trwałą, w perłach i w złotej garsonce z poduchami na ramionach! To by było coś. Ale podsumujmy – czy na to właśnie czekałaś i pławisz się w pozytywnych emocjach, czy też może sezon jest taki sobie? Bo ja niestety zadaję sobie pytanie, czy gdybym z jakichś powodów zaczęła od odcinków najnowszego sezonu, to czy chciałoby mi się na to patrzeć. I podejrzewam, że jednak nie. Hmm. Serial jest taki sam, jak był. Dobry, z wieloma atutami. Ale… skoro jest dobry, to moje wymagania urosły. Brakuje jakiejś… pun intended – innowacji. Eksperymentowania. Napięcia. Skoku jakościowego, odkrywczej i wciągającej fabuły bazującej na tym, że już znamy bohaterów i można ostro pojechać po emocjach widza, serwując im coś fantastycznego. Postacie, gdy na nie patrzeć osobno, są super fajne i mięsiste, mają ze sobą wspaniałą chemię, ale opowieść zupełnie mnie nie ciekawi. Boję się, że niestety nie jestem odosobniona i oglądalność serialu w tym sezonie jeszcze spadnie i będzie on ostatnim. Ale póki co będę go oglądała. To taki serialowy underdog, nie sądzisz? Nie doceniany wystarczająco, a ma przecież wiele zalet i unikatowy, własny styl. W swojej kategorii jeden z lepszych seriali. Jest w nim potencjał na sporo dobrych historii. A Ty? Jakie masz końcowe wnioski? I jakie nadzieje na przyszłość?

Riennahera:  Cóż, Lee ma tendencję do występowania w serialach, które zostają brutalnie zakończone. Trzy sezony to i tak całkiem sporo jak na jego standardy… Tak jak widzę w HACF sporo dobrych i wartościowych wątków, tak nie ukrywam, że oglądam to tylko ze względu na obecność Pace’a w obsadzie. To jest serial dobry, ale z sezonu na sezon traci charyzmę, nie ma też uroku i artystycznego zacięcia Mad Men. Za to Lee ma całkiem prężny fandom, więc kto wie, może to jeszcze nie koniec…

Fot. AMC

Fot. AMC

Halt and Catch Fire
period drama
AMC, 2014–

Riennahera
Elfia korespondentka z Londynu. Żona Thranduila, wielbicielka dinozaurów, vintage kucyków Pony i męskich łydek w kostiumach z epoki. Z wykształcenia historyk i filmoznawca, z zawodu Joe MacMillan. Bloguje na riennahera.com.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.