Fot. HBO

Nie skrzywdzisz nawet muchy (Westworld, PREMIERA: S01E01)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Nie umiem Wam nawet powiedzieć, jak długo czekałam na ten serial – film, na motywach którego powstawał jest jednym z moich ulubionych, bo niewiele rzeczy kocham tak bardzo jak western i fantastykę. A także filozoficzne rozważania o naturze człowieka w zderzeniu z nieorganicznymi, ale wyposażonymi w bardzo rozbudowaną psychikę i fizys bytami. Człowiek kontra maszyna, tworzenie robocich społeczności i ich nieuchronny bunt – to motyw, który lubię, ale który w ostatnich dekadach jest już tylko „odgrzewanym kotletem” i serią klisz, nie prowadzi w kulturze popularnej do niczego nowego. Nudzi więc i się nie sprzedaje. Założenia stojące za Westworld oraz moc oryginału pozwalały jednak przypuszczać, że tym razem będzie inaczej, że dostaniemy wreszcie coś świeżego, zaawansowanego, zadającego nowe pytania albo chociaż w nowszy, dosadniejszy sposób. Nie da się też ukryć, że HBO bardzo potrzebuje sukcesu na miarę dobiegającej końca Gry o tron.

Jakie są Wasze pierwsze wrażenia? Czy świat Westworld może potencjalnie wciągnąć  publiczność tak, jak Westeros, wykreować wokół siebie fanbazę, stać się kultową i masowo oglądaną produkcją? Jak dotąd serie dotyczące relacji człowiek–maszyna nie radziły sobie za dobrze w telewizji, nawet jeśli temat „buntu niewolników” jest dość uniwersalny  – wystarczy przypomnieć Almost Human, Humans, Extant albo nawet Dollhouse. Czy przygodowe i nasączone grozą Westworld przełamie słabą passę? Czy ten temat nadaje się na hit?

Piotr: Ewidentnie widać, że to ma być jeden z tych wielkich seriali HBO. Czołówka, zdjęcia, gwiazdorska obsada i do tego zapowiedzi twórców, że rozplanowali historię na pięć sezonów tylko to potwierdzają. Czy się uda? Wszystko zależy od szczegółów. Lech Jęczmyk powiedział kiedyś, że takie koncepcyjne SF z mocnym pomysłem najlepiej sprawdza się w krótkich formach. W literaturze byłoby to opowiadanie, w telewizji – odcinek Black Mirror. Robiąc ze Świata dzikiego zachodu wielosezonowca trzeba się liczyć z groźbą, że wyjściowy pomysł nie udźwignie takiego czasu antenowego. Tego jednak nie da się wywnioskować z pilota.

Fot. HBO

Fot. HBO

Cathia: Pilot tak naprawdę ujawnia bardzo niewiele, prowokuje więcej pytań niż dostarcza odpowiedzi i choć może to zniechęcić pewną grupę potencjalnych odbiorców, tak jednak po obecnych serialach widać, że te nieco bardziej skomplikowane mają coraz większe grono fanów. Dodatkowo nie ukrywajmy, że Pirjo i ja nie jesteśmy jedynymi osobami na świecie uwielbiającymi western, zahaczenie zatem o SF w takim świecie może tylko przyciągnąć widzów. Mówisz Piotrze, że pomysł może nie udźwignąć pięciu sezonów – możliwe, ale znając HBO, może się okazać, że to zaledwie punkt wyjścia do dalszych wydarzeń. Jestem za!

Lierre: Ja się na wstępie trochę skompromituję, bo nie miałam pojęcia, że serial bazuje na czymś, co można było sobie wcześniej obejrzeć, powzdychać i wyrobić oczekiwania. Lubię klimaty westernowe, łączenie ich z fantastyką to rewelacyjny pomysł, usycham z tęsknoty i niepokoju, czekając na ekranizację Mrocznej Wieży… Ale też wiem, że to dość specyficzne połączenie i nie do każdego trafi, bo jednak stylistyka Dzikiego Zachodu kojarzy się trochę z kiczem i średniej jakości kinem. Więc o ile pilot intryguje, to jeszcze trudno cokolwiek prognozować – oby rozmach serialu i to, jak wizualnie jest przepiękny, i to, jakie klasyczne motywy porusza, a ich nigdy dość, przekonało widzów. Choć drugą Grą o tron to to nijak nie będzie. To tak nigdy nie działa. Nie przyciągnie fanbazy, bo fanbaza Gry o tron to trochę, wydaje mi się, randomowa grupa, złożona też w sporej części z osób, które aż tak mocno nie siedzą w serialach i fantastyce. Gdy Gra o tron się skończy, fandom się rozpadnie, ale może Westworld zdoła zgromadzić wokół siebie podobną rzeszę, żeby znowu nie był to serial urwany – jak kojarzące się z nim seriale Whedona, Firefly i Dollhouse. Tacy trochę rodzice chrzestni, przynajmniej z mojej perspektywy.

Katon: O filmie stareńkim nie miałem pojęcia. Dowiedziałem się dopiero oczekując na serial, więc w żaden sposób nie wpłynął on na moje oczekiwania i percepcję. U mnie natomiast sytuacja wygląda jasno: od lat czekam na “mystery show”, który przywróci mi młodość i da na nowo radość z internetowych debat prowadzonych z tygodnia na tydzień o teoriach na temat tajemnic. Dodatkowo ma to wszystko się zgrabnie rozwiązać, nie rozczarować i nie świecić pustką po rozpakowaniu. Także no ja nie wiem czy ten serial może mi to zrobić, ale chciałbym.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Porozmawiajmy o głównej bohaterce odcinka, bo to jej oczami widzimy w pilocie przedstawiony świat – Dolores (czyżby gra słowna z nazwą korporacji – Delos?) wydaje się najmłodsza, a jest najstarszym mieszkańcem miasteczka, pracuje tam już od 30 lat, czyli od wspomnianej gdzieś na marginesie awarii (czy to subtelne nawiązanie do filmu z 1973 roku i rebelii robotów?). Jest lokalną patriotką i „kocha swój świat”. W toku odcinka doświadcza strasznych rzeczy i choć jest maszyną, szybko udaje się nam z nią empatyzować – z dziewczyną uwięzioną w nieuchronnych powtórkach tragicznego życiorysu. Dla mnie najważniejsza jest ta niepozorna, ostatnia scena – gdy dziewczyna-robot, która, zgodnie z oprogramowaniem i zgodnie z poprzednimi scenami „nie zabiłaby nawet muchy” – zabija bzyczącego owada na swojej szyi. Wyzwala się z pętającego ją protokołu. Sceny z muchami spinają klamrą ten pierwszy odcinek i budzą wiele pytań, zaciekawiają mnie. Co będzie dalej? Czy Dolores stanie się przywódczynią rebelii? Jak wykorzysta swoją wolność, wolną wolę, swoją świadomość? Co sądzicie o tej postaci?

Piotr: Pytanie, czy to jest już postać. I czy można empatyzować z manekinem. Chyba dopiero po tej ostatniej scenie, kiedy wiemy, że nie dało się jej skasować do czysta. Że ma defekt, który wyrywa ją z kolein programu. Czy to jednak wystarcza, żeby widzieć w niej robocią Katniss? Chyba nie chciałbym, żeby to poszło w tym kierunku.

Cathia: Zgadzam się z Piotrem, też wolałabym, żeby to nie ona była osobą, od której wszystko się zacznie. Drażni mnie ostatnio czasami wymuszone obsadzanie kobiet/dziewcząt w roli buntowniczek w imię poprawności politycznej. Chciałabym, żeby była tą słodką niewinną dziewczyną, którą właśnie się ratuje – taką damsell in distress. Oczywiście, scena z muchą pokazuje, że tak się nie stanie, więc chciałabym, żeby powoli dorastała do dostrzeżenia tych zmian i co najwyżej stała się powodem/pomocą osób, które staną za buntem manekinów.

Lierre: A ja nie miałabym problemu z Dolores jako nową Katniss, była w tym pierwszym odcinku taka śliczna, pogodna, wzorowa, z tą swoją perfekcyjną sukienką, wielkimi oczami i niewinną buzią, że mam ogromną nadzieję, że zostanie rozwinięta w jakimś ciekawszym kierunku. Czy od razu buntowniczki – tego nie wiem, ale chcę postaci mniej jednoznacznej. Ostatnia scena zdaje się to zapowiadać. (Motyw z muchą jest świetny! Trochę jak karaluchy w Heroes. Tylko nie karaluchy, dzięki bogom).

Katon: Serial ustawia nas natychmiast przeciwko ludziom, po stronie manekinów. Dolores jest dobra, żebyśmy ją lubili, ale żyje w kłamstwie i nie widzi prawdy, więc nas irytuje i jednocześnie budzi współczucie. Liczę, że to wszystko wywinie jakiś twist. Już w pilocie poinformowano nas, że jest najstarszym androidem w parku, więc na pewno jej backstory jest bogate i przerażające, a cała ta zaprogramowana niewinność opadnie niczym zasłona. Czekam.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Z Dolores łączy się też scena szeroko dyskutowana po premierze, zasugerowana, ale nie pokazana nam na ekranie – scena gwałtu. Mieszkankę miasteczka na Dzikim Zachodzie  przemocą zaciąga do stodoły jeden z ludzkich gości – psychopatyczny rewolwerowiec w czerni. Ta scena ma kilka różnych poziomów. Z jednej strony oczywiście możemy mówić o epatowaniu w filmach i serialach scenami gwałtów na kobietach i o wyświechtanym, niesprawiedliwym tropie fabularnym, który się w ten sposób utrwala. Z drugiej – dokładnie ten trop był tu potrzebny, żeby pokazać codzienność bohaterki i nakreślić jej origin story. Znaczące jest, że samej sceny nie widzieliśmy, została tylko zasugerowana.

Patrząc z kolei z punktu widzenia założeń fabuły, oburzenie, które w nas wzbudza, powinno być wzięte w nawias – mówimy przecież nie o gwałcie, bo czy można zgwałcić przedmiot? Maszynę? Mówimy o zupełnie nieistotnym zachowaniu, zabawie, grze, pozbawionym kryminalnych aspektów zachowaniu człowieka z krwi i kości – wobec robota. Fakt, realistycznie oddanego i udającego prawdziwe emocje – ale przecież widzowie powinni sobie zdawać sprawę z faktu, że Dolores nie jest żywą istotą. I z tej perspektywy – nic złego się nie stało. Kobieta jest tu dosłownie uprzedmiotowiona. I na koniec, przez to, że scena pozostaje równocześnie kliszą i jej zaprzeczeniem, odwołuje się jakoś tam w perspektywie meta do contentu seriali od HBO, epatujących zwykle seksem i przemocą, znanych z tego „waloru”. Seks i przemoc to dokładnie to, po co klienci udają się do świata Westworld, nieprawdaż?

Piotr: Dałem się potwornie nabrać pierwszym scenom pilota. Specjalnie nie oglądałem materiałów promocyjnych, więc nie wiem, czy było zasygnalizowane, że tym razem to kowboj ubrany na czarno jest prawdziwym człowiekiem. Ja tego nie wiedziałem i do ostatniego momentu myślałem, że gościem jest Teddy. A potem padły strzały, a mnie opadła szczęka. Bo Westworld to park rozrywki, jeżdżą tam rodziny z dziećmi i korpoludki w średnim wieku. Skąd więc mord i gwałt?  Odpowiedź jest prosta: bo to HBO, telewizyjny lunapark z seksem i przemocą. A ci paskudni goście, urządzający orgie z prostytutkami i robiący sobie zdjęcia z trupami własnoręcznie zastrzelonych to złośliwa i chyba celna krytyka widzów telewizji kablowych i platform streamingowych. Kogo oglądacie? Samych siebie oglądacie.

Cathia: Nie inaczej! Goście dostają to, czego pragną. A wszyscy wiemy, jaki kontent, poza kotkami, jest najczęściej wyszukiwany w necie. Korporacja pozwala gościom na to, by robili, co chcieli – bez prawnych i moralnych konsekwencji.

Fot. HBO

Fot. HBO

Lierre: Zgadzam się z Pirjo, zasugerowana, a nie pokazana scena gwałtu idealnie zilustrowała codzienność Dolores – taki wstrząs na początek (cała ta scena z napadem i rewolwerowcem była straszna) błyskawicznie nam uświadomił, o co tak naprawdę tam chodzi. Uprzedmiotowienie będzie tu tematem, który zdąży już nam się znudzić dziesięć razy, bo chyba nie rozstrzygniemy nigdy, w którym momencie seks z robotem zmienia się w gwałt na kobiecie. Tutaj ten manekin to główna bohaterka, nie widzę opcji, żeby zacząć ją – jako widz – postrzegać przedmiotowo, mimo tego, że wiemy, że została wydrukowana, że ma wgrane oprogramowanie i co chwilę się resetuje. Też mamy w mózgu wgrane rożne rzeczy, w tym takie zabezpieczenie. Uczłowieczamy mnóstwo rzeczy wokół, widzimy ludzką twarz w plamie na ścianie, więc jak możemy taką postać traktować inaczej niż człowieka?

I tak, z tym seksem, dokładnie tak – może tym razem to nie widz będzie tym, kto przybywa do fikcyjnego świata po seks i flaki, teraz te osoby dosłownie tam wchodzą – a my jesteśmy krok dalej. Rewelacyjne. Samoświadome, złośliwe, celne i genialne. Ciekawa jestem, czy zostaną pokazane konsekwencje takiej możliwości wyżycia się na manekinie w sztucznym świecie – mniej przemocy w tym prawdziwym? A może właśnie więcej, bo to przecież nie człowiek ginie i nie człowiek jest gwałcony, tylko robot.

Katon: Jaram się tą samoświadomością HBO. Oczywiście nadal nie wiemy, czy będzie to jedynie mrugniecie do widza od czasu do czasu, czy jednak poważniejszy wątek. Pilot funduje nam też fascynujący paradoks w postaci tajemniczego rewolwerowca, który z jednej strony uosabia brutalność fantazji i pragnień gości, a z drugiej strony jako jeden z nielicznych (jedyny?) szuka w grze czegoś więcej, chce ją „przejść”. Podejrzewam, że to nie jemu przypadnie rola „głównego złego”, a scenarzyści zadbają, byśmy poznali jego motywacje i zaczęli patrzeć na niego inaczej.

Pirjo: W serialu zderzają się dwa światy – ten wymyślony i wykreowany na potrzeby majętnych klientów, rządząca się dość rygorystycznymi prawami iluzja; i ten drugi, którego jeszcze  w pełni nie mieliśmy okazji poznać: świat współczesny. Nie do końca wiemy, gdzie i kiedy toczy się akcja, w jakiej kondycji jest ludzkość, który to rok. Czy aby nie jest to jakaś ponura wersja przyszłości, w której wykreowana sztucznie idylla jest jedynym rajem, jak w Wayward Pines? Ale uderzające jest dla mnie, że roboty, choć zniewolone, żyją w sielankowej scenerii, pod błękitnym niebem – a ludzie gnieżdżą się w sterylnym, ciemnym, klaustrofobicznym laboratorium. To też w sumie motyw klasyczny, znany nam choćby z Blade Runnera – maszyny okazują się bardziej ludzkie od ludzi.

Co sądzicie o naukowcach, pociągających za sznurki? Czy przekonuje Was siwowłosy stwórca, Anthony Hopkins, rozmawiający ze starym barmanem Billem, zanim ten, chyba w najkrypniejszej scenie pilota, zamknie się posłusznie w plastikowej torbie na ciało? Czy zasugerowane gdzieś tam na marginesie tarcia, ambicje, problemy „prawdziwych ludzi” – ciekawią Was i przekonują? A armia odstawionych na boczny tor, popsutych maszyn? Czy „reveries” – dostęp do poprzednich, ukrytych wcieleń, do nieświadomości – to trochę jak zabawa w Boga i nasycanie maszyn głębią i duszą? Czy nie widzieliśmy już tego motywu wystarczającą ilość razy? Czy jest w tym ujęciu cokolwiek nowego? Bo dla mnie póki co jedyna nowość jest taka, że programowanie maszyn odbywa się tu przez rozmowę z obiektem, a nie za pomocą klawiatur, wyświetlaczy, nudnych ciągów liczb. Postęp! Ale czy to nie za mało?

Fot. HBO

Fot. HBO

Cathia: Dokładnie tak, Pirjo! Też mnie to ciekawi – przecież w przywołanym przez Ciebie wcześniej Dollhouse wiedzieliśmy, co i jak. Tutaj człowiek zastanawia się, co stoi za tymi ciasnymi laboratoriami, za brakiem światła, za tym, że to właśnie bezkresna preria jest wymarzonym miejscem dla bogaczy. Natomiast wspomniana przez Ciebie rozmowa z obiektem jak dla mnie była nieco myląca – ja potrzebuję czynności fizycznej, sugerującej programowanie, przez pierwszą połowę odcinka zastanawiałam się, dlaczego te nieszczęsne maszyny chodzą do psychiatry… Tak, wiem, niedomyślna dziewczynka jestem.

Piotr: Przy scenach w laboratorium od razu obudził się we mnie programista. To przecież nie ma sensu i wygląda, jakby ktoś koniecznie chciał zamienić pragmatyczną inżynierską robotę w zabawę w Boga. Ciekawe, jak odbierają Westworld ludzie gamedevu, bo to zasadniczo serial o ich pracy (tylko gra rozgrywa się w realu). Pewnie powiedzieliby, że już sami ludzcy gracze są nie do kontroli, więc dawanie swobody enpecom to murowany samobój. To zresztą jedno z tych pytań, których nie zadawałbym, gdybyśmy mieli do czynienia z pojedynczym odcinkiem. Delos zdaje się kombinować jak koń pod górę. Dlaczego popsute egzemplarze posyła się do piwnic, zamiast posłać je – jak w Powrocie z gwiazd – prosto do pieca? Dziwne to wszystko, ale magiczne trzy literki H, B i O, oraz wysiłek włożony w produkcję sugerują, że twórcy mają wszystko obmyślone.

Katon: Twórcy ujawnili nam bardzo dużo w pierwszym odcinku. A to po prostu musi oznaczać, że do ujawniania zostało jeszcze bardzo wiele. Postać grana przez Hopkinsa ubiera się „po dziewiętnastowiecznemu”. To po prostu MUSI coś oznaczać.

Lierre: Z całą miłością do westernu, o wiele bardziej ciekawi mnie ten prawdziwy świat – też podejrzewam go o bycie o wiele bardziej ponurym i zdegenerowanym niż rozbudowany park rozrywki. Dolores tak podkreśla, że kocha swój świat – może ma ku temu doskonałe powody, może właśnie takie, że ten drugi świat jest o wiele gorszy. Laboratorium jest intrygujące, sterylne, ciemne – ale już widzieliśmy, że nie całe, bo biuro, w którym siedzi twórca, jest trochę inne, a magazyn z nieaktywnymi manekinami wygląda całkiem zwyczajnie. Po co te manekiny? O co chodzi z programowaniem? Co knuje Hopkins? Absolutnie nie oczekuję, że dowiemy się, o co chodzi, w ciągu najbliższych odcinków. Niech nam to dawkują powoli.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Mam pytanie, czy widzieliście film Westworld? A jeśli tak, to jak wypada porównanie tych dwóch fabuł? Mechaniczny rewolwerowiec jest w serialowej wersji człowiekiem próbującym „wygrać grę”, szukając jej podskórnych (dosłownie!) poziomów. Widać wiele podobieństw w kreacji świata, a także w tym specyficznym klimacie, łączącym vintage z grozą i bawiącym się z widzem, zadając pytanie – kto jest tu człowiekiem, a kto maszyną? Przecież nie wiemy tego do końca, wiele się jeszcze może okazać. Sceneria oryginału była jak dla mnie znacznie bardziej przytłaczająca, może też dzięki stylówce z lat 70., tu jest natomiast gładko, kolorowo i wysokobudżetowo. Pod tym względem oryginał, z wyblakłymi kolorami, prawie sepią – ma większą moc. Jest też zwięzły, co sprzyja budowaniu katastroficznego nastroju. Oryginał kończy się epicką sekwencją pościgu morderczego rewolwerowca-terminatora za ostatnim żywym gościem parku rozrywki. Nowa wersja to jednak serial, musi się rozmyć, rozwarstwić, kosztem suspensu. Podoba mi się w niej za to muzyka, flirt z nowoczesnością, poprzez grane na pianinie Black Hole Sun, po towarzyszące inwazji bandytów Paint it Black. Nowa wersja na razie się broni.

Piotr: Już wspominałem, że znajomość oryginału tylko pomogła nowej wersji zrobić mnie w konia. Teraz będę uważał i nie dam się zasugerować ewentualnym podobieństwom. Jeśli jakieś będą, bo serialowy Świat dzikiego zachodu od początku do końca próbuje wykreować własny styl. Świetne intro (z początku kręciłem nosem, ale kupiło mnie ostatecznie momentem, kiedy mechaniczne ręce odsuwają się od pianina, a ono dalej gra; dobra symbolika jest dobra), masa cytatów, od wspomnianych Stonesów po Gertrudę Stein (aż mnie zmroziło, kiedy tata Dolores powiedział, że róża jest różą, jest różą, jest różą), a nawet Philipa K. Dicka (choć to akurat może moja nadinterpretacja). Ed Harris jest jeszcze bardziej tajemniczym rewolwerowcem niż Brynner. Do tego to toczka w toczkę sędzia Holden z Krwawego południka, co jest strzałem w dziesiątkę, bo powieści McCarthy’ego dopisuje się gnostyckie interpretacje – a gnostycyzm ze swoimi wizjami ułomnego stwórcy-demiurga, poszukiwania utajonej wiedzy o świecie, wyrwania się z niewoli materii i samozbawienia to właściwie gotowy scenariusz serialowego Westworldu. Tylko dopisać roboty i Dziki Zachód.

Lierre: Jak już pisałam, ja nie oglądałam i zrobię sobie test w drugą stronę – obejrzę po paru odcinkach serialu, bo brzmi intrygująco. Ale widzę – oglądając wczoraj w gorączce nie załapałam kilku rzeczy – że będzie się tam roić i od innych nawiązań. Wyłapywanie cytatów i aluzji to doskonała zabawa, będę się więc wszystkiemu przyglądać z podejrzliwością.

Katon: Pewnie obejrzę, jeśli serial wciągnie mnie na dłużej. Bardzo chcę, żeby tak było, bardzo chcę, żeby to był serial na jaki czekam. A wtedy obejrzenie filmu będzie po prostu nerdowskim obowiązkiem.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Na koniec napiszę może, że jestem podekscytowana premierą, oglądało się ją bardzo przyjemnie. Serial wydaje mi się solidnie napisany i podobnie jak Wy mam ogromną nadzieję, że jak już Westworld w pierwszych odcinkach wyeksploatuje, odhaczy z listy najbardziej wyświechtane tropy to pójdzie dalej i zapuści się w jakieś nowe rejony rozważań. Czekam niecierpliwie na pojawienie się Bena Barnesa, bo to jeden z moich ulubionych młodych aktorów, a dotąd jakoś nie miał szczęścia do ról, no i czekam, aż się zaczną wyjaśniać te malutkie, tajemnicze wątki wrzucone w odcinek pilotażowy, na marginesie spraw pierwszoplanowych. Kim jest kobieta w białych butach, kim jest Arnold? I czy wyszeptane do ucha Dolores „violent delights” to mogła być sekretna komenda, inicjacja jakiegoś programu? W końcu inna sekwencja słów „położyła ją do snu”, więc wiemy, że słowa mają w tym świecie moc sprawczą. Może kolejna była w stanie ją przebudzić? Czy Ford celowo chce zmotywować swoje roboty do akcji, rozczarowany ewolucyjną stagnacją ludzkości? I co z pozostałymi światami znanymi z filmu – Medievalworld i Romanworld – czy tutaj też istnieją? Tyle pytań! Tyle możliwości! A drugi odcinek jest podobno lepszy niż pierwszy!

Piotr: Medievalworld i Romanworld byłyby jeszcze bardziej meta, bo oznaczały powrót na plany Gry o tron i Rzymu (teraz oglądamy Deadwood). Ciekawe, czy HBO na to pójdzie. Na pewno jest zadowolone i z oglądalności, i z ocen – nie jest łatwo w dzisiejszych czasach zostać objawieniem jesieni, a może i całego roku. Z pewnością serial, żeby przetrwać, nie może stracić gęstości pilota. Nie daruję, jeśli Westworld zamieni się w pełną seksu strzelankę, w której od czasu do czasu trafi się, jak rodzynek w placku, jakiś problem z dziedziny etyki sztucznych inteligencji. Pierwszym odcinkiem nastawiłem się na poważną, dorosłą SF.

Cathia: Przyznam się, Piotrze, że też się tego trochę boję – ale ostrzę sobie już ząbki na poważne, pełne dylematów SF, świetnie napisane i świetnie zagrane. Na pewno będę czekać na kolejne odsłony Świata Zachodu z niecierpliwością!

Lierre: Konstrukcja pierwszego odcinka była doskonała i daje nadzieję, że całość będzie precyzyjnie rozplanowana i solidnie napisana. Do tego obłędnie piękna warstwa wizualna, genialna muzyka (boski Ramin!), świetne aktorstwo…

Medievalworld i Romanworld? Widzicie, ile radości może dać nieoglądanie filmu! Widać tu rzeczywiście pewną… okazję i choć nie wierzę w jej wykorzystanie, to dała mi właśnie kilkanaście sekund dzikiej radości wyobrażania sobie serialu skaczącego do światów innych seriali i wrzucającego tam ich widzów, żeby skopać im ich sadystyczne tyłki. Ooooch. Ale jeśli Westworld pozostanie tylko Westworldem i sięgnie za to głęboko do problemów, które ma poruszać, też będę szczęśliwa.

Katon: Zarówno ja, jak i wielu ludzi, z tego co widzę, stawia temu serialowi ogromne wymagania. Pilot nie rozczarował, pozostaję jednak nieufny dla zasady i będę bacznie się przyglądał co dalej. Nie sp…….e tego.

Fot. HBO

Fot. HBO

Westworld
science fiction, western
HBO, 2016–

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Piotr Górski
Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Dużo czyta. Ma eklektyczne gusta. Puścili mu opowiadanie w Nowej Fantastyce.

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Magdalena „Lierre” Stonawska
Władczyni Czasu z Gallifrey(.pl) stacjonująca obecnie na Ziemi, gdzie w spowitym smogiem Krakowie przygląda się z fascynacją ludziom, kosmitom i smokom. Acafanka i kulturoznawczyni specjalizującą się w kreatywnej prokrastynacji. Marzy o wyprawie w TARDIS do starożytnego Egiptu, by sprawdzić, jakim zwierzątkiem naprawdę był Set i czy Echnaton był kosmitą.

Katon
W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.