Mniej akcji, więcej psychodramy (Mr. Robot, S02)

Mniej akcji, więcej psychodramy (Mr. Robot, S02)

Artykuł prawie nie zawiera spoilerów.

Pirjo: Pierwszy sezon Mr. Robot wstrząsnął i zamieszał, i w wielu zestawieniach, w tym na Pulpozaurze, królował jako „najlepszy serial 2015”. Serial docenili też krytycy, przyznając sporo prestiżowych nagród. Tak, w ubiegłym roku dużo się o tym tytule mówiło. Czy drugi sezon to zwyżka, utrzymanie tego samego, czy może spadek poziomu? Jak to oceniacie?

Ginny: Moim zdaniem serial mniej więcej utrzymuje poziom. Tak jednak jak końcówka pierwszego sezonu mogła rozczarowywać nazbyt anarchistycznym wydźwiękiem, tak w sezonie drugim podobało mi się, że tym razem główny bohater ma ogrom wątpliwości, jeśli chodzi o słuszność swojego własnego działania. A jednak kibicujemy tym jego planom. Wyszła tu bardzo ładna dychotomia. Ogólnie, każdy pewnie oceni rozłożenie akcentów w poszczególnych seriach inaczej; jedni na korzyść pierwszej serii, inni na korzyść serii drugiej. Ja akurat nie potrafię wskazać tu własnego faworyta, co nie znaczy jednak, że któraś z tych serii lepsza od drugiej nie jest.

Słoń: Zawsze z lekkim sceptycyzmem podchodzę do produkcji, które są wychwalane pod niebiosa i okupują notowania na najlepsze produkcje roku. Nie tylko na Pulpozaurze, przypomnijmy, że Mr. Robot zdobył Złote Globy za najlepszy serial, Slater był najlepszym aktorem drugoplanowym, a rewelacyjny Malik został z nominacją dla roli pierwszoplanowej (odbije sobie grając Freddiego Mercurego;)! Niemniej od pierwszej sceny pierwszego odcinka, do apokaliptycznej końcówki czuć było, że ten miks dramatu psychologicznego, kapitalistycznej dystopii i informatycznego thrillera dał rewelacyjny rezultat. Sezon drugi ma inaczej rozłożone akcenty, mniej akcji, więcej psychodramy. Spodziewałem się czegoś innego, a tutaj niespodzianka.

Fot. USA Network

Fot. USA Network

Pirjo: Z pierwszego sezonu najbardziej zapamiętałam twist, czyli moment gdy okazało się, że część tego, co oglądaliśmy na ekranie nie jest prawdziwe; że to tylko halucynacje w głowie bohatera, a jego rodzinna historia jest skomplikowana. „Zawieszenie niewiary” zostało zupełnie zdruzgotane. Czy drugi sezon zaserwował nam podobne zaskoczenia, niespodziewane zwroty akcji? Które wątki i momenty zrobiły na Was największe wrażenie? I które postacie? Elliot? A może jednak Tyrell? Albo Angela? No właśnie, co sądzicie o relacjach między tą trójką bohaterów?

Ginny: Jeśli chodzi o twist, to w tej serii dajemy nabrać się po raz drugi na tę samą sztuczkę. A w każdym razie, ja dałam się nabrać bardzo łatwo. Niemniej trzeba Samowi Esamailowi przyznać, że w drugiej serii działa to dlatego, że skoro już wiemy, że Elliot miewa halucynacje, to nie zostaniemy na tak długo wrzuceni… nawet nie tyle w jedną z nich, co w pewne kłamstwo, jakie tworzy dla nas Elliot. Tu i tu mamy halucynacje, które zostają o wiele szybciej zdemaskowane, jak i odcinek, który od pierwszych scen jest zdemaskowany jako halucynacja Elliota. Ogólnie jednak ta największa maska, jaką odkrywa się przed nami mniej więcej w połowie sezonu, każe mi zadać pytanie o sensowność i prawdopodobieństwo tego, co w ramach tejże maski widzieliśmy. Co – po odarciu z kłamstwa – wydarzyło się naprawdę, a co niekoniecznie?

Słoń: Faktycznie, końcówka pierwszej serii dała nam mindfuck po całości i trochę już ustawia kontynuację. Drugi sezon pada chyba trochę ofiarą pierwszego – skoro główny bohater przez cały sezon nie pamięta co się stało z jego ojcem, to w drugi wchodzimy ze świadomością, że wszystko się może zdarzyć. Odlot Elliota jest tutaj bezbrzeżny, czego najlepszym przykładem jest wspomniany już przez Ginny odcinek stylizowany na sitcom z lat 80. będący jego halucynacjami. Jeśli chodzi o bohaterów, to trójkąt Elliot-Tyrell-Angela ulega rozluźnieniu. Po pierwsze znika charyzmatyczny Tyrell i do samego końca nie za bardzo wiemy co się z nim stało. Uciekł? Został zamordowany? Więcej tutaj jego przybotoksowanej, demonicznej żony, próbującej odnaleźć małżonka.  Angela z kolei wpada w tryby korpo-życia próbując zrealizować swoją prywatną wendettę, a Elliot dramatycznie walczy o zdrowie psychiczne. Po drugie, wprowadzona zostaje bardzo wyrazista postać Dominique Di Pietro, agentki FBI dochodzącej do prawdy o kataklizmie z końca pierwszej serii. To ona depcze po piętach liderce grupy f-society Darlene, spotyka się z ministrem Zhengiem. Dużą rolę odgrywa też sama Darlene. To wszystko powoduje, że tercet, który nakręcał dynamikę pierwszego sezonu tutaj trochę schodzi na dalszy plan.

Fot. USA Network

Fot. USA Network

Ginny: Tak, przy postaciach dostajemy przesunięcie akcentów i to on odpowiada za przesunięcie nacisku na te a nie inne wątki poruszane w sezonie. Choć pod koniec dostajemy zapowiedź powrotu tria Elliot-Tyrell-Angela, tym razem z jeszcze inną dynamiką. Poza tym, o czym wspomina Słoń, dostajemy tu też większy wgląd w “wielki plan” i ścieranie się szefa Angeli z Whiterose, a pozycji żadnego z nich względem Mr. Robota także nie możemy być do końca pewni. To tworzy inną ciekawą relację.

Pirjo: Tematem serialu jest do pewnego stopnia współczesność, współczesny człowiek, współczesne media, miasto, alienacja, przebodźcowanie, niebezpieczeństwa, cyberterroryzm, bezduszne korporacje. Czy drugi sezon dodał coś nowego do dyskusji na temat naszego świata? A może był o czymś zupełnie innym? Jakie pytania zadaje?

Słoń: Można się spytać, co nie jest tematem tego serialu. Ale odkładając żarty na bok – w Mr. Robot jest doskonale ukazany paradoks naszych czasów: z jednej strony sieciowość, nieograniczone wręcz możliwości komunikacyjne i decentralizacja, przy jednoczesnej niespotykanej koncentracji kapitału i władzy. Trzy firmy produkujące nasiona kontrolują ponad 50 proc. światowego rynku, a jednocześnie upadają arabskie dyktatury, bo podpalił się jeden sfrustrowany sprzedawca owoców w Egipcie. Jak to opisał Nassim Taleb w Czarnym Łabędziu – ekstremistan, stan, kiedy nie możemy być prawie niczego pewni. A do tego wszystkiego mamy media, które na przemian kreują obraz świata na skraju trzeciej wojny światowej, a potem serwują zdjęcia nowonarodzonych tapirów w zoo w Szanghaju. Jak tu nie zwariować? Przesłanie Mr. Robota, jeśli się trzymać tej interpretacji, jest jasne – wszystko pier…nie, a my dostaniemy szajby. I uratować nas/Amerykę mogą tylko Chińczycy. Prowokujące, kontrowersyjne, ale może nie aż tak głupie?

Ginny: I tylko pozostaje pytanie, czy ci (serialowi) Chińczycy naprawdę chcą nas ratować, czy też ich motywy są mniej altruistyczne? Na pewno dążą do osiągnięcia jakichś korzyści – a jakich, to być może dopiero zobaczymy. Ci z prawdziwego świata zapewne przy jakimkolwiek ratowaniu Zachodu altruistycznych pobudek nie mieliby w ogóle. Niemniej tak, sezon drugi jeszcze dobitniej pokazuje ten chaos, to szaleństwo naszego świata, które tak wyraźnie prowadzi do ogromnej katastrofy – zderzenia ze ścianą, do którego Elliot próbuje nie dopuścić poprzez wykolejenie pociągu. I to, że marzenie o utopii tylko głębiej wpycha go w chorobę z pewnością ma miejsce nie bez przyczyny.

Fot. USA Network

Fot. USA Network

Pirjo: Pomówmy o zakończeniu sezonu – czy było satysfakcjonujące i czy zrobiło na Was wrażenie? Czy pytania postawione w tym sezonie, czy przedstawione wątki doczekały się rozwiązania – jak obiecywał twórca serialu?

Słoń: Końcówka — umówmy się – drugiej serii, jest niczym w porównaniu z tym, jak kończyła się pierwsza odsłona. Fajnie, że twórcy nie poszli w powtórkę rozrywki i nie zaserwowali kolejnego końca świata. Drugi sezon jest znacznie bardziej introwertyczny, psychologiczny, skoncentrowany na chorobie Elliota, choć z wyraźnymi odniesieniami do globalnej polityki. Do końca został doprowadzony wątek ostatecznego celu ataku informatycznego, a i rozwój relacji chińsko-amerykańskich, z Pekinem jako hojnym sponsorem upadającej gospodarki amerykańskiej, rozjaśnia dużo.

Ginny: Ale też taka psychologiczna końcówka bardzo pasuje do tonu całej drugiej serii. Widać wyraźnie, że jest konsekwentną częścią całości. A tak, jak po pierwszym sezonie zostałam z poczuciem, że nie do końca mnie to przekonało, tak teraz z niecierpliwością czekam na sezon trzeci, by dowiedzieć się, co stanie się dalej. Chyba faktycznie ten introwertyzm sezonu bardzo do mnie przemawia. Bo jeśli chodzi o globalny cel… znów mam wątpliwości, znów zostaję z pytaniem: po co?

Pirjo: No właśnie, na koniec wypada zapytać – co dalej z Mr. Robot? Czy w serialu jest jeszcze potencjał na kolejne mocne, dobre sezony? Czy Sam Esmail i tym razem dał radę, tworząc coś unikatowego? Czy to jest nadal ten pierwszoligowy serial, serial roku?

Słoń: Mr. Robot wyraźnie ewoluował: od sensacyjnego pierwszego sezonu, do znacznie bardziej psychodelicznego drugiego. Otrzymaliśmy Matrix naszych czasów, dla generacji Facebooka, oglądającej w telewizji upadek Iraku oraz możliwość wygrania wyborów przez Donalda Trumpa. Doskonały, acz przerysowany obraz naszej paranoi. Pytanie, jak by to miało wyglądać dalej? W serialu mamy przecież galerię charyzmatycznych i intrygujących postaci, walczących o swoje interesy. Każda może podźwignąć fabułę kolejnego sezonu. Intrygi transseksualnego Ministra Zhanga, wpływ na politykę CEO Philippa Price’a, upierdliwość i inteligencja agentki Dominique – na to czekałbym. Mr. Robot jest cholernie mocny właśnie tymi drugoplanowymi postaciami. Nie wiem czy nie byłbym zmęczony dalszym psycho-popem Elliota i wiecznie straumatyzowaną Angelą, ale czekam na więcej. W końcu zakończenie drugiego sezonu jest dosyć otwarte. Czekamy na ciąg dalszy!

Ginny: Zdecydowanie otwarte zakończenie pokazuje, że Sam Esmail ma jakiś pomysł na dalszą fabułę. I faktycznie, jest tu galeria postaci, których wątki mogą zostać bardzo interesująco rozwinięte. Mnie też akurat psycho-pop Elliota, czy trauma Angeli nie przeszkadzają (choć Angela zdaje się, wyrosła nam pod koniec sezonu na zupełnie inną, wcale nie aż tak straumatyzowaną, postać), także i dla nich chętnie po trzeci sezon sięgnę. Ale przede wszystkim oczekuję tu na dalszy ciąg precyzyjnie skonstruowanej (nawet jeśli faktycznie przerysowanej) historii i na wyjaśnienie nam o co w tym wszystkim chodzi, w sensownej liczbie sezonów. A to dlatego, że dla mnie Mr. Robot tak długo pozostaje dobrym serialem, jak długo mam poczucie, że Sam Esmail ma dokładną wizję historii, którą chce opowiedzieć. Gdyby to poczucie się załamało: zostaniemy z psychodelicznym chaosem, bez ładu i składu. Póki co jednak trudno jest ocenić jaki ostatecznie okaże się cały serial – po prostu jest na to za wcześnie.

Fot. USA Network

Fot. USA Network

Mr. Robot
cyber thriller
USA Network, 2015–

Paweł Słoń
Politolog z wykształcenia i powołania. Jako Współautor tworzy wraz z Karoliną Rybicką połowę duetu bloga DobryFilmZłyFilm. Publikował m.in. w „Znaku” i „Vice Polska”. Strefę komfortu opuszcza rysując komiksy, spisując wspomnienia z Malezji i bawiąc się w DJ-a.

Ginny358
Istota żywiąca się absurdem, fantastyką, serialami i muzyką alternatywną. Uwielbia książki w każdej postaci. Korektorzy z zamiłowaniem, choć przecinki czasem odmawiają jej współpracy. Pisze m.in. dla Gallifrey.pl, na blogu ziemniak i Dinozarły i współtworzonych z koleżanką (Ułomnych) recenzjach ziemniaka.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.