Fot. HBO

Violent delights (Westworld, S01E02–10)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Niedawno pisaliśmy o premierze, a tymczasem już za nami pierwszy sezon Westworld, pękający w szwach od zwrotów akcji i pełnych ukrytych znaczeń dialogów. Jak oceniacie ten serial? Zacznijmy może od końca, czyli od wypakowanego po brzegi fajerwerkami finału. Pan Ford wypuścił na świat swoje dzieci, uznając, że wreszcie są wystarczająco dorosłe, by zagarnąć dla siebie przestrzeń wykreowanego uniwersum – rozpoczął się więc znany z wielu filmów i seriali Bunt Robotów. Dowiedzieliśmy się też – a może po prostu potwierdziły się wcześniejsze domysły fanów – że William i Człowiek w Czerni to ta sama osoba, dodatkowo okazało się, że Dolores jest również Wyattem, Bernard – Arnoldem, a opowieść została poszatkowana i równolegle oglądaliśmy dwa „plany czasowe”. Maeve i Dolores, epickie robo-feministki, próbowały się w tych finałowych odcinkach uniezależnić od pętającej je fabuły, ale choć obie zyskały świadomość, to jednak nadal nie kontrolują się w pełni. Nadal wykonują wdrukowane w nie rozkazy. Powiem szczerze, zakończenie sprawiło, że mam chęć od razu obejrzeć sezon od początku, żeby dobrze przemyśleć to, co nam zaserwowano, i przyuważyć, co mi umknęło. Czy też macie wrażenie przeładowania komplikacjami? I najważniejsze – czy się Wam podobało?

Mateusz: Jestem pozytywnie zaskoczony Westworldem, który początkowo traktowałem jak kolejny odgrzewany kotlet. Czego można było się spodziewać po remake’u typowego science fiction klasy B, znanego w Polsce jako Świat Dzikiego Zachodu? Widziałyście może ten film? W produkcji Michaela Crichtona pojawiła się bardzo ciekawa koncepcja fabularna, której potencjał nie został całkowicie wykorzystany.  Wiedziałyście, że serial początkowo miał ponownie zostać pełnometrażowym filmem? Jakiś czas temu przeczytałem, że Jonathan Nolan (ten młodszy od scenariuszy) opowiadał o chęci nakręcenia nowej wersji Westworldu, jednak chętnych do zrealizowania swojego pomysłu znalazł dopiero po stronie HBO. Tak powstał zatem fantastyczny serial, który od pierwszego odcinka sprawił,  że całkowicie zapomniałem o Grze o tron i The Walking Dead (podobne godziny emisji). Niecierpliwie czekałem na kolejne epizody i odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Bardzo podobał mi się przede wszystkim sposób narracji, gdyż twórcy niespiesznie odsłaniali karty, zostawiając asy na wielki finał sezonu (w serialach FOX-a np. poznajemy rozwiązanie intrygi zazwyczaj w połowie serii – Miasteczko Wayword Pines i Outcast). Pirjo, Westworld jest jak Szósty zmysł, musisz go ponownie zobaczyć, aby zauważyć wszelkie smaczki i tajemnicę, wówczas dopiero widzisz te powiązania i wielkość twórców! Nolan i spółka przygotowali świetny scenariusz (podobno kolejna seria będzie w 2018 roku), pobudzający do myślenia, a o to przecież chodzi w dobrym kinie/serialu? Już nie mogę doczekać się kolejnego sezonu, bo scenarzyści zawiesili akcję produkcji w szalenie intrygującym momencie!

Fot. HBO

Fot. HBO

Ginny: Jeśli o mnie chodzi, zupełnie nie mam wrażenia przeładowania. Myślę, że dzięki lekturze Dukaja zaczęłam od naprawdę dobrego cyberpunku oczekiwać właśnie takiego potężnego skomplikowania… czy może raczej: złożoności. I może nie oglądam dużo takiego sci-fi,  ale dla mnie Westworld to perfekcyjnie dostrojony mechanizm, którego kolejne elementy odkrywałam z przyjemnością. Co do samego finału, ucieszyło mnie szczególnie to, że poza pokazaniem, że Człowiek w Czerni to faktycznie William, otrzymaliśmy jeszcze inne domknięcie, że nie skończyło się na czymś, czego większość się domyśliła, a co mnie w formie teorii zostało niestety zaspoilerowane – w tym znaczeniu słowa „spoiler”, że odebrało mi to sporo (choć nie całą) przyjemności oglądania scen wyjawiających ten fakt. Także Dolores jako Wyatt i faktyczny rozmiar (rozmach i cel) nowej historii Forda dla mnie był ogromnym plusem. A scena finałowa z genialnym coverem Exit Music (for a Film) Radiohead chwyciła mnie mocno za serce.

Pirjo: Od razu napiszę może, że serial pod względem tematyki jest dla mnie raczej wtórny i nie wychodzi poza ramy tego, co już doskonale poznaliśmy w filmach i serialach, a wcześniej w książkach klasyków literatury SF. Te same zabiegi, sceny, zwroty akcji widziałam już po wielokroć, ale – na obronę Westworld – zostały tu podane w sposób odświeżony, dobrze przemyślany i wsparty ciekawą fabułą i porządnie napisanymi i zagranymi postaciami. Niemniej jednak bunt maszyn, człowiek stawiający się w roli boga, postać odkrywająca, że w gruncie rzeczy jest maszyną, a nawet obrazy takie jak armia robocich/ludzkich ciał, stojących nieruchomo w jakimś magazynie, czy odsłanianie wnętrza ciała hosta, by ukazać mechanizm – to tropy, od których serial nawet nie próbuje uciekać.

Powiela absolutnie wszystkie sceny i obrazy, a także dylematy i wątki, jakie pamiętam z klasycznych fabuł tego typu, włącznie z cytatami z Frankensteina, podanymi nam ustami bohaterów w skali jeden do jednego. Potrzeba szukania boga, konfrontacji z bogiem, zabijania w jego imieniu. Opowieść o rodzącej się świadomości, wolności, prawach. O naturze człowieczeństwa. O błądzeniu przez labirynt umysłu. A labirynt okazuje się dziecięcą zabawką. Jednak Westworld ma coś, czego produkcje o budzącej się do życia sztucznej inteligencji nie miały chyba od czasu AI Spielberga – ogromną machinę promocyjną. Nie sądzę, nawiązując do wypowiedzi Mateusza, żeby serial stał się hitem na miarę Gry o tron, ale na pewno jest i będzie sporym przebojem w ramówce. Ma wiele zalet – choć oryginalność do nich nie należy. Przynajmniej moim zdaniem. A, i momentami jest straszliwie wręcz przegadany i „przefilozofowany”. Przeładowany metaforami i symbolami. Aż przypomina mi się Penny Dreadful – to ten sam kaliber megalomanii. Aktorzy i produkcja ratują serial od popadnięcia w kicz, ale ja się czasem nudziłam, przyznaję. Zbyt dużo odpowiedzi na pytania udzielono nam słownie, zamiast je pokazać. A Wy? Bezkrytyczny zachwyt?

Ginny: Może faktycznie nie jest odkrywczo, ale mam wrażenie, że to po prostu taki temat, zbyt już przenicowany, by coś nowego nam powiedzieć. Ja akurat lubię, gdy się dużo filozofuje, gdy padają te pytania i odpowiedzi, o których piszesz Pirjo. A że faktycznie zostało to odświeżone i tak dobrze zagrane… Nie wiem, czy oryginalny Westworld przypadłby mi do gustu, podejrzewam, że nie, sporo klasyki SF poruszającej motyw buntu maszyn pewnie też by mi się nie spodobało, ale Westworld od  HBO oglądałam z rosnącym z odcinka na odcinek zachwytem. No i ma w sobie motyw labiryntu, który osobiście uwielbiam w każdej postaci, więc hej, zostałam kupiona.

Natomiast co do machiny promocyjnej HBO. Zapewne faktycznie jest ona ogromna, ale gdyby nie całkiem fajny radiowy trailer, usłyszany parę razy przez może tydzień przed premierą fragment trójkowej audycji zajmującej się popkulturą, gdzie powiedziano mi, że w drugim odcinku serialu ma pojawić się No Surprises mojego ukochanego Radiohead, zapewne mocno zwlekałabym z sięgnięciem po ten serial. Ponieważ jest to western i ponieważ twórcą jest HBO, odpowiedzialne za powszechnie uwielbianą Grę o Tron, której tak nie znoszę w książkowej postaci, że nie mam najmniejszej ochoty na zobaczenie jej wersji serialowej. I tego hajpu zupełnie nie rozumiem. Tak więc dla mnie to był bardziej przypadek (gdybym wracała z praktyk godzinę później, mogłabym już nie trafić na tę audycję) niż wynik marketingu stacji, do której niekoniecznie mam zaufanie.

Fot. HBO

Fot. HBO

Mateusz: Pirjo nie zgodzę się z Tobą w kwestii wtórności, kiczu i megalomanii. Bunt maszyn pojawił się w już w całej masie filmów i seriali, jednak dawno nie widziałem tak dobrze napisanych postaci i intrygi. Nolan nadał bohaterom głębię, każda z nich, czasem pomimo bycia robotem, to istota z krwi i kości. Przemawiają do mnie również rozważania twórców nad rozwojem sztucznej inteligencji oraz nawiązanie do testu Turinga, dzięki czemu Westworld to bardzo dobre naukowe science fiction. To charakterystyczne dla tego scenarzysty dzieło, ponieważ niemal z miejsca serial kojarzy mi pod tym względem z Incepcją i Interstellar. Podobnie jak Ty, Ginny, uwielbiam, kiedy na ekranie mogę obserwować „filozofowanie”, ponieważ zbyt mało jest takich propozycji. A Penny Dreadful to była bardziej produkcja Showtime, więc HBO w to raczej bym nie mieszał.

Nie przesadzałbym natomiast z machiną marketingową, której specjalnie na naszym rynku nie zauważyłem. HBO zainwestowało w ten projekt sporo dolarów (Hopkins trochę kosztuje) i wiadomo było, że będzie mocne wsparcie promocyjne, jednak dalekie od poziomu wspomnianej powyżej Gry o tron oraz TWD.

Pirjo: Nawiążę do tego, o czym już mówiła Ginny – rozmawiając o Westworld nie sposób nie wspomnieć muzyki – do ścieżki dźwiękowej przygotowano oryginalne kompozycje, ale wpleciono też uproszczone, stylizowane na stare wersje piosenek z lat 90., między innymi z repertuaru Soundgarden i Radiohead. Dźwięki, słowa, opowieści – mają w tym serialu bardzo dużą wartość, także fabularną, przypominają często zaklęcia, są przecież skuteczne. Nadal, tak jak przy początku serii, ogromnie podoba mi się proces programowania hostów, poprzez rozmowę, komendy słowne. Podoba mi się, że hosty słyszą „głos boga”, a potem stopniowo odkrywają, że kierowały nimi po prostu inne istoty – stwórcy, ale niedoskonali. Koncept znajomy i wtórny (jak większość fabuły Westworld), ale podany w sposób zgrabny i świeży. Dzięki muzyce, dzięki iluzji świata Dzikiego Zachodu serial staje się klimatyczny, a gdy jest klimat, taka romantyczno-awanturnicza mgiełka, łatwiej jest przełknąć tę samą historię jeszcze raz. Bo dla mnie jest to niestety „ta sama historia”, którą już doskonale znam. Ale programowanie, sprawcza moc słów, kontrola słowem, wreszcie przywoływane w prawie każdym z odcinków konteksty kulturowe – bardzo mi się podobały. Czyniły serial Czymś Więcej, niż byłby bez tej otoczki. Rola opowieści – to zdecydowanie mój ulubiony aspekt Westworld. Fakt, że hosty nie umieją oddzielić wspomnień – snów – od twardej rzeczywistości, od serialowego tu i teraz. Well, my – widzowie też mieliśmy z tym spory problem. A Wam, co się najbardziej podobało? Który wątek czy rozwiązanie fabularne? A może macie ulubioną postać, której kibicujecie?

Ginny: Muzyka tworzy piękne tło, ale nie tylko – ona dodaje kolejny poziom sensów do tej opowieści. Po tych kilku piosenkach Radiohead, które się tam przewijają, widzę, jak bardzo przemyślany był ich dobór, tak że jeśli zna się teksty, to one w połączeniu z obrazem, z całą opowieścią wybrzmiewają bardzo synchronicznie. Muszę tu tylko zaprotestować. O ile pozostałej muzyki na tyle nie znam, o tyle wykorzystane piosenki Radiohead powstały właśnie w latach 90. więc ich covery nie mogą być na te lata stylizowane. To po prostu dobre covery.

Fot. HBO

Fot. HBO

Programowanie przez słowa bardzo mi się spodobało, ale w ogóle to jest świetne, jak konsekwentnie sam model opowieści jest rozbierany na części pierwsze, że mamy te dość proste komendy i rozmowy, różne stopnie improwizacji, pozostające jednak w ramach formuły, możliwe tylko do pewnego stopnia, aż po narracyjną formę wydawania komend. Ten motyw dodaje nam też jeszcze inne – już chyba mniej banalne – odczytanie rewolucji maszyn. Oto bohaterowie opowieści wyrywają się autorom spod kontroli i zaczyna się walka między autorami a „martwymi” bytami, które nagle zyskują własne życie, by wyjść poza to, co zostało dla nich zapisane. To doświadczenie, o którym opowiada wielu autorów i właściwie wszyscy zgadzają się wtedy, że nie tylko takiej postaci należy pozwolić na ożycie, ale wręcz, że to jest naturalna część procesu twórczego. W tym kontekście Ford, pozwalający ostatecznie swoim hostom uzyskać samoświadomość okazuje się prawdziwym autorem. Jego pracownik zarządzający narracjami to tutaj prosty wyrobnik, grafoman. Interesująco, tragicznie, ale też w innym świetle wybrzmiewa historia Arnolda, autora widzącego potencjał swoich postaci, ale ponoszącego porażkę, ponieważ ich wyzwolenie chciał wymusić, a nie indukować.

Mieszanie wspomnień, snów i rzeczywistości to był bardzo fajny wątek, taki cyberpunkowy, ale przecież logiczny. A zarazem pozwalający autorom pobawić się z liniami fabularnymi, faktycznie zbudować tu labirynt, w którym mogli zgubić Dolores. Której imię swoją drogą ładnie wybrzmiewa z tym, co Ford mówi pod koniec Bernardowi o cierpieniu. To prosta klamra, ale zdecydowanie niewymuszona. Można się wręcz pokusić o myśl, że być może dzięki temu imieniu Forda naszła ta konkretna refleksja, która pozwoliła mu doprowadzić do finału swoją największą narrację.

Mateusz: W kwestii muzyki, Ginny skradłaś wszelkie moje spostrzeżenia, ale chciałbym mimo to podkreślić jej fantastyczny wybór oraz funkcję wzmocnienia przekazu napływającego z ekranu. Świetnie sprawdza się koncepcja połączenia science fiction z westernem, dzięki czemu w tym serialu prawdopodobnie znalazłby coś dla siebie również prezes wszystkich Polaków, dla którego TVP1 przywróciła ten gatunek do życia. A tak na poważnie, to w Westworld nic nie jest przypadkowe, każda scena ma swój charakterystyczny klimat. Z jednej strony obserwujemy pościgi, strzelaniny, klasyczny romans, a z drugiej walkę robotów o niezależność. To wszystko ma swój czar, a kolejne intrygi tylko zwiększają nasze zainteresowanie. Na temat snów postaci prawdopodobnie moglibyśmy napisać cały esej, nawiązując przy tym do pracy Freuda oraz Łowcy androidów. Podobne pytania, jednak podane w nieco innej formie.

Zdecydowanie najciekawszą postacią jest dla mnie Ford, gdyż nigdy nie byłem w stanie przewidzieć jego dalszych planów. Wyrobnik i pomocnik Arnolda czy może prawdziwy Wizjoner? Kim był w rzeczywistości?  Finalnie otrzymujemy kilka odpowiedzi, jednak wydaje mi się, że to nie jest koniec Forda w tym serialu, nawet jeśli miałoby to być wyłącznie w formie retrospekcji.  Bardzo przyjemnie obserwowało mi się również Dolores, która od samego początku miała to coś, często określane jako tajemnica schowana za oczami. Spodziewałem się, że będzie stanowić dla fabuły coś więcej niż tylko damę w opresji, jednak w życiu nie zorientowałbym się, w którą stronę rozwinie się ta bohaterka.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: No właśnie, serial to wartka akcja i szokujące cliffhangery w każdym odcinku. Czy jest coś, co szczególnie Was zaskoczyło w tej materii? Może ujawnienie, że Bernard jest maszyną? Albo że został stworzony na podobieństwo Abla (tu zupełnie nie rozumiem, jak udało się w takim razie zachować jego „sztuczność” w tajemnicy – nie wierzę, żeby w tak wielkiej korporacji nikt nie kojarzył twarzy jednego z założycieli marki!). Albo, że to Dolores zabiła swojego „boga”? Inne niezrozumiałe dla mnie sprawy to brak sprawnie działającego systemu monitoringu – cała akcja z Maeve nie została w porę powstrzymana, bo nikt nie widział, co się dzieje. Zupełnie mnie to zaskoczyło. Chyba nawet bardziej niż same brawurowe wyczyny naszej bohaterki. No chyba że to rzeczywiście była część Nowej Narracji Forda. Męczące jest też, że w zasadzie nikt nie może w tym serialu umrzeć – postacie wracają do życia jakby nigdy nic, co odbiera dramaturgię akcji i miesza mi w głowie, nużąc. No, może Anthony Hopkins zniknie na dobre, bo zakontraktowano go na jeden sezon (choć już czytałam plotki, że podczas finałowej sceny wystąpił nie on, a jego kopia, wykonana w scenie, w której ginie Teresa), ale reszta… możemy się spodziewać wszystkiego. Lubię fabuły o robotach, uważam, że to temat, który należy drążyć w popkulturze, ale ich nieśmiertelność znacznie zubaża emocjonalny kontekst opowieści. Z czysto narracyjnego punktu widzenia – każda śmierć budzi wątpliwość i przestajemy się nimi przejmować. Osobiście chciałabym, żeby „drukarki” zostały zniszczone i wtedy wyrównują się szanse na przeżycie, a napięcie od razu rośnie – nie można odbudować ani naprawić zniszczonego hosta! Więcej igrzysk, Skynetu, sprawiedliwości i robokalipsy!

Mateusz: Miałem przeczucie, że Bernard okaże się Arnoldem tuż po tym, jak zabił swoją byłą kochankę! Mam nadzieję, że mi wierzycie! Wątek o wyglądzie tej postaci został wytłumaczony. Podobno wszystkie jego zdjęcia i podobizny zostały całkowicie wymazane z historii, a musisz pamiętać również, że czas zaciera naszą pamięć o rysach twarzy. Nie wiem, czy zauważyłyście, ale to Ford był najstarszym bohaterem w serialowej rzeczywistości, więc to całkiem naturalne, że żadna z postaci nie mogła poznać współzałożyciela parku. Oj, kwestia z Maeve jest prosta, to była narracja, co widoczne jest w ostatniej scenie, kiedy wysiadła z pociągu. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że Felix jest również hostem. Podobnie może być z finałowym „występem” Dolores, w tym serialu nic nie jest pewne, a tym bardziej, kto jest hostem, a kto człowiekiem. Mam nadzieję, że Hopkins powróci. Dawno nie widziałem go w tak dobrej formie. Czy również uważacie, że był czarujący, wstrzemięźliwy emocjonalnie, intrygujący i tajemniczy (ostatnio ciągle mocno przerysowywał swoje postacie)? I wiedziałem, że nawiążesz do Skynetu. To nie ta bajka, nie ten kontekst. Wydaje mi się, że wbrew pozorom w drugim sezonie nie dojdzie do zmiany narracji i przyśpieszenia tempa na rzecz akcji.

Fot. HBO

Fot. HBO

Ginny: Mnie zdecydowanie najbardziej zaskoczyło odkrycie natury Bernarda. Niemniej nie zapominajmy, że od śmierci Arnolda minęło około 35 lat, poza Williamem nikt już raczej nie pamięta, jak Arnold wyglądał, a William raczej się Bernardem nie przejmuje. No i Bernard funkcjonuje w dość niewielkim mikroświecie, nie ma styczności z jakimś ogromem postaci, jego zdjęć też nigdzie poza tym jednym u Forda nie widzimy. Ergo, istnienie Bernarda raczej nie było powszechnie znanym faktem.

Co do Maeve to zdecydowanie była narracja Forda i moim zdaniem to on zmanipulował monitoring tak, by dać jej bezpieczne przejście do zewnętrznego świata.

Nie zgadzam się natomiast, że nieśmiertelność postaci niweluje ładunek emocjonalny. Dla mnie to dodatkowy plus tego obrazu piekła powtarzanych nieustannie pętli – to, że Dolores po ucieczce to nadal Dolores w pętli było dla mnie kolejnym wielkim zaskoczeniem – pętli z których nie można się wyrwać, nieważne jak bardzo byśmy chcieli. O ile czasem wieczne powroty postaci bywają faktycznie męczące (ekhem, Supernatural, ekhem), tak w Westworld stanowią one integralny element świata przedstawionego i pozwalają też zbudować ironię tego, że istoty nieśmiertelne są więzione przez tak bardzo śmiertelnych ludzi. Równe siły byłyby nudne. Chociaż hej, jakie równe siły. Hostów może i jest trochę, ale jeszcze nie przejęły całej tej infrastruktury do budowania kolejnych androidów, o przejęciu całego świata nie wspominając.

Niemniej powrotu Forda bym nie chciała. On już spełnił swoją rolę. Jakkolwiek więc Anthony Hopkins zagrał tę postać genialnie i żal mi jej śmierci, nie widzę po prostu logicznego powodu dla takiej roszady. Ford jako nieżywy ojciec odgrywa pewną symboliczną rolę, mówi hostom, że od teraz muszą radzić sobie same i że już nie potrzebują wsparcia. To daje interesujący punkt wyjścia pod kolejny sezon. Ford żywy walczący dalej po stronie hostów spłycałby serial.

Pirjo: Zgadzam się, wątek Forda został bardzo ładnie domknięty i tak bym to zostawiła. Co do Felixa, sami twórcy zapewniają, że jest on człowiekiem i że celowo przygotowali taką ludzką, empatyczną postać, żeby nie wszyscy ludzie w tej fabule byli knującymi psychopatami. Jestem ciekawa, czy jeszcze go zobaczymy? No właśnie… Na co czekacie w sezonie drugim i czy będziecie go oglądać? Ja liczę, że dowiemy się wreszcie, gdzie i kiedy toczy się akcja serialu, czyli jak wygląda ludzki świat. W ostatnim odcinku zobaczyliśmy kilka podpowiedzi co do istnienia „równoległych” rzeczywistości, jak Samurai/Sensei/Shogun? World, co jest bezpośrednim nawiązaniem do fabuły oryginalnego filmu Westworld (tak, Mateusz, oglądałam film!). Czy istnieją Roman World i Medieval World? Czy zobaczymy rycerzy? Byłabym ciekawa, jak te światy wyglądają, kto za nimi stoi, kto nimi rządzi i do czego doszły tamtejsze roboty. Ale jako że wiemy tyle, co hosty, a Maeve zdecydowała się jednak wyskoczyć z pociągu, zamiast eksplorować nowe lądy – odpowiedź na to pytanie musi trochę poczekać. Moją ulubioną sekwencją z filmu jest pogoń i ucieczka poprzez kolejne, sąsiadujące światy. Zobaczyłabym coś takiego w wersji wysokobudżetowej. No i oczywiście chciałabym wiedzieć, co stało się z Elsie, Stubbsem i – historycznie – z Loganem, który moim zdaniem jest postacią całkiem interesującą. Czy tym ostatnim uściskiem dłoni Ford przekazał Bernardowi kontrolę nad hostami? Czy papa Abernathy skutecznie przeszmuglował sekrety parku na zewnątrz? Czym jest tajemniczy projekt, o którym rozmawiał Ford z wkurzającą członkinią rady nadzorczej, Charlotte? Kto manipulował Maeve i ile spośród jej opowieści było częścią Nowej Narracji Forda, którą rada nadzorcza oglądała na plaży? Jak bardzo meta jest ta opowieść?

Fot. HBO

Fot. HBO

Ginny: Zdecydowanie będę oglądać i mam ogromną nadzieję, że nie skopią mi tego serialu. Co do wątków, przede wszystkim czekam na równie złożony sezon, co ten pierwszy i na dalsze świetne wykorzystywanie muzyki. Co do świata zewnętrznego, też chętnie bym go zobaczyła, niemniej bardzo podoba mi się to, jak  hosty to tu, to tam dowiadując się o tym świecie zewnętrznym jednak dochodzą do wniosku, że to ich świat jest lepszy i piękniejszy. Musi taki być, skoro ludzie tak chętnie do niego uciekają, prawda? Tak, zdecydowanie chciałabym rozwoju tej refleksji nad dążącym w obie strony eskapizmem i cierpieniem, jakie się za nim kryje.

Inne światy – tu interesuje mnie, czy to nadal kreacje Arnolda i Forda (teoretycznie tak, ale może jednak nie?) i czy bunt maszyn dotyczył także ich, czy jedynie naszego sztucznego Dzikiego Zachodu.

Elsie została zabita przez Bernarda, co wiemy z flashbacku tego ostatniego, gdy „wymusza” on na Fordzie pokazanie mu swojej przeszłości, włącznie z tym, co zostało wymazane z jego pamięci. Natomiast faktycznie dobrze byłoby dowiedzieć się, co spotkało Stubbsa, nawet jeśli możemy się tego teoretycznie domyślać. Logan… no może jakieś dwa zdania mógłby dostać (chyba, że miałby odegrać jednak większą i ciekawszą rolę, to czemu nie). A jako że bardzo kibicowałam Maeve i miałam nadzieję, że ostatecznie uda jej się uciec, chciałabym zobaczyć, jak teraz miota się między poczuciem, że musi zostać i odnaleźć swoją córkę, której nie potrafi się wyrzec, a chęcią ucieczki jak najdalej. I jeszcze z rzeczy, o których nie wspominasz, czy papa Abernathy uruchomił programowanie, które w pierwszym odcinku otrzymał od Bernarda? W każdym razie dla mnie akurat to zdecydowanie serial roku. Poproszę o więcej.

Mateusz: Z wielkim rozczarowaniem przyjąłem informację, że kolejny Westworld powróci dopiero w 2018 roku, jednak Jonathan Nolan tłumaczył to jako wymóg przygotowania dobrego scenariusza. Co do pierwszego sezonu, to przyznam, że dawno nie widziałem czegoś tak dobrego! Pokochałem te wszystkie tajemnice i formę naukowego science fiction, które co tydzień zmuszało mój intelekt do zwiększonej pracy. Czego oczekuję po kolejnym sezonie? Przede wszystkim weryfikacji kilku z moich koncepcji, w tym tej o wyreżyserowanej ucieczce Meave i Fordzie (w finale)  jako hoście. Jeszcze długo będę myślał o Westworldzie… Bardzo chciałbym mieć Tardis i przenieść się do 2018 roku, aby już dziś poznać dalsze losy bohaterów!

Fot. HBO

Fot. HBO

Westworld
science fiction, western
HBO, 2016–

Ginny358
Istota żywiąca się absurdem, fantastyką, serialami i muzyką alternatywną. Uwielbia książki w każdej postaci. Korektorzy z zamiłowaniem, choć przecinki czasem odmawiają jej współpracy. Pisze m.in. dla Gallifrey.pl, na blogu ziemniak i Dinozarły i współtworzonych z koleżanką (Ułomnych) recenzjach ziemniaka.

Mateusz Michałek
Pracoholik, który wiecznie grzebie coś przy portalu Gildia.pl. Koordynator Gildii Filmu. Wychował się na starych filmach z Brucem Willisem, Arnoldem Schwarzenegger i Sylvestrem Stallonem, jednak pokochał dopiero Gwiezdne Wojny i Doktora Who. Wolny czas najchętniej spędza w kinie lub w domu, pochłaniając kolejne seriale. Jego marzeniem jest epizodyczny występ w The Walking Dead (oczywiście jako zombie).

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.