Fot. Canal Plus

Do trzech razy… (Tutankhamun, Divorce, Mary + Jane, The Young Pope)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery z pierwszych odcinków omawianych seriali.

Czas na trzecią porcję nowości (pierwsza TU, a druga TU). No dobra, może trochę randomowo testuję seriale, ale jak inaczej trafić na coś naprawdę dobrego a nietypowego? Czasem trzeba spróbować wszystkiego, żeby się przekonać, co ci smakuje, a co nie, prawda? A że czasem ceną za brawurę jest niestrawność…

Tutankhamun to nie kto inny a Tutenchamon, sławny (w niektórych kręgach :D) faraon. Czteroodcinkowy miniserial ITV oparty został o historyczne wydarzenia z czasów, kiedy grzebanie w pyle i piachu egipskiej pustyni oraz wyszukiwanie grobowców zmarłych władców było narodową rozrywką Brytyjczyków i nieustanną osią rywalizacji choćby z Francuzami. Miało w sobie coś z poetyki Dzikiego Zachodu, a bardzo dużo z jeszcze mocno się trzymającego, nawet w przededniu pierwszej wojny światowej, kolonializmu. Romantyczne cytaty w rodzaju „Tutenchamon czekał na nas tyle setek lat, poczeka jeszcze kilka….” są na porządku dziennym. Czyli, wiecie, nie rabowanie grobów, ale odkrywanie skarbów, które tego odkrycia się wręcz domagają. Faraonowie niecierpliwiący się pod ziemią, marzący o wyprawie do Muzeum Brytyjskiego i sławie w Zachodnim świecie… Kontekst jest bardzo ciekawy, serial konwencjonalny, ale to akurat przy tym temacie nie razi.

Fot. ITV

Fot. ITV

Nie ma się także co spodziewać wysokobudżetowych efektów specjalnych i zapierających dech widoków – najwyżej zobaczymy wykreowany komputerowo widok na piramidy z perspektywy Muzeum w Kairze. Ale postacie są sympatyczne, główną rolę odkrywcy tytułowego grobowca, Howarda Cartera, gra Max Irons, syn swojego sławnego ojca, Jeremy’ego. Ostatnio widziałam go chyba w The White Queen (przynajmniej jeśli chodzi o role pierwszoplanowe) i nie był tam zbyt przekonujący. Tu jest niezły, idealista bliski fanatyzmu, pochłonięty swoją pasją i kierujący się przeczuciami, niewidzący świata poza archeologią. Partneruje mu jak zawsze wspaniały Sam Neill (Sam Neill czyni wszystko lepszym!) w roli znudzonego arystokraty szukającego nowych podniet. Trzeci wierzchołek dynamicznego trójkąta stanowi rudowłosa córeczka bogacza, którą poznajemy jako dziewczynkę, a szybko stanie się panną z awanturniczą żyłką. To taka postać  i taka historia bardzo „w konwencji” – podlotek staje się pannicą, ale nadal zapatrzoną w starszego od niej archeologa, więc mimo przeciwności losu rzecz musi się skończyć romansem. W końcu oboje są arystokratami i mimo pustynnego anturażu nie można zapominać, że oglądamy tu zabawy i przyjemności bogatych i utytułowanych. Serial ma zaledwie cztery odcinki, nie można mu odmówić walorów edukacyjnych, aktorstwo niczego sobie, warto obejrzeć. Na przykład w sobotnie popołudnie, z rodziną.

Fot. HBO

Fot. HBO

Divorce. Hmm… Nie czuję się odpowiednią osobą do oceniania tego serialu, bo przede wszystkim odwołuje się on do jakiejś wizji kobiecości, która jest mi obca. Ponadto nigdy nie oglądałam słynnego serialu Seks w Wielkim Mieście, w którym grała równie słynna Sarah Jessica Parker – gwiazda Divorce – bo gdy próbowałam go oglądać to odstręczał mnie jako nudny i głupi. W ogóle nie dla mnie. Dwa odcinki Divorce obejrzałam więc bez sentymentu dla SJP. Powiem tyle, w kategorii babskie seriale o kobietach w średnim wieku wygrywa dla mnie Girlfriends Guide to Divorce, który oglądam z miłości do doskonałych dialogów i świetnie napisanych scen (choć tamten serial też tematycznie jest zupełnie nie dla mnie). Tutaj dialogi też są dobre, ale nie aż tak. Dlatego Divorce oglądać raczej nie będę, szkoda mi czasu na dwa podobne seriale.

Ale jeśli to Twój styl, jeśli lubisz produkcje o kobietach i dla kobiet, o meandrach „babskości”, o grupie przyjaciółek, które nic tylko ze sobą rozmawiają, siedzą w kuchni albo w knajpie, piją alkohol, mają wielkie dekolty, przeklinają, rozmawiają o facetach, rozmawiają z facetami, rozmawiają o związkach, spędzają masę czasu przed lustrem w łazience i przed pełną ubrań szafą, bo to jest takie ważne, ważne, emocjonalna magma i rozterki życia na przedmieściach, upper middle class  – to obejrzeć pewnie warto.  Jakość jest wysoka. Problemy pierwszego świata. Bogaci ludzie i ich toksyczne związki i tak dalej. Całe to napięcie i te kłopotliwe, żenujące, żałosne sytuacje pokazywane z lubością. Takie, że się je ogląda cierpnąc z dyskomfortu. Czyli pokazywane dobrze, prawdziwie. Główna bohaterka orientuje się, że nie kocha już swojego męża i chce „ratować swoje życie, póki jeszcze jej na tym zależy” – no i proponuje rozwód. A potem zmienia zdanie, ale mąż już też chce rozwodu, bo się w międzyczasie dowiedział, że go zdradzała. Przykro mi, ale jej problemy są dla mnie tak wydumane i z kosmosu, i tak bardzo wiem, że nie miałabym o czym z taką osobą rozmawiać i uznałabym ją za płytką i banalną… No po prostu od początku jej nie lubię i nie rozumiem. Muszę jednak mocno pochwalić stronę wizualną. Bo w ogóle to najlepszy w całym serialu jest śnieeeeeg! Tęsknię za białym, puszystym śniegiem. Myślenie o śniegu zdominowało seans. Zdecydowanie nie jestem targetem tego tytułu, oj zdecydowanie, więc wybaczcie złośliwości. Ach, i może jeszcze zwróciłam uwagę na piękne kolory, piękne, malarskie odcienie. Czasem łagodne i pudrowe, a czasem intensywne i głębokie. Piękne są ubrania, szczególnie SJP i jej serialowych dzieci, piękne barwy obrazów na ścianach, nawet siedzeń w autobusie, czy doskonały wystrój wnętrz. Chciałabym mieszkać w tych wszystkich mieszkaniach, spacerować tymi ulicami i nosić te błękitne płaszczyki. Nie pogardziłabym sukienkami czy idealną fryzurą. Ale nie zamieniłabym się z żadną z bohaterek miejscami, za żadne skarby. Śmierć z nudów albo śmierć ze stresu nie są moim ideałem śmierci.

Fot. MTV

Fot. MTV

Co prowadzi mnie do Mary + Jane. To prosty, niewybredny sitcom o dwóch dziewczynach w wielkim, modnym mieście. Główne źródła żartów stanowią tutaj hipsterzy, celebryci, nowe dziwne aplikacje na smartfona i nowe dziwne knajpki. Trzymanie ręki na pulsie i bycie zawsze ahead of the curve. Bohaterki otwierają biznes sprzedawania „leczniczej” marihuany i muszą rywalizować z wieloma innymi, próbującymi się wyróżnić na zapchanym rynku dostawcami dóbr. Liczy się inwencja, marketing szeptany, odsłony w social mediach, dzięki którym możesz sprzedać cokolwiek tylko chcesz. Serial jest niezbyt odkrywczy, ale można go obejrzeć, niektóre żarty są śmieszne. Niestety troszkę odstręcza mnie kontrast między na siłę współczesną stylówką a staroświeckimi w gruncie rzeczy i zgranymi pomysłami na odcinek. A to bohaterka spotyka koleżankę z dawnych lat, taką która od przedszkola kopiowała jej wszystkie pomysły – tylko po to, by się przekonać, że dawna archnemesis chciała się po prostu zaprzyjaźnić. A to w bohaterce zakochuje się zawodowy gamer, którego – licząc że będzie promował jej markę – oderwała od komputera i zabrała na plażę. A to dziewczęta zostają omyłkowo uznane za pacjentki przypominającej SPA placówki rehabilitacyjnej, ale gdy przychodzi do płacenia za usługi  – muszą salwować się ucieczką. Widziałam te scenariusze wiele razy i nawet nostalgia za latami 80. czy 90. ich nie usprawiedliwia. Jeśli mam oglądać serial o eterycznej, rozedrganej, ambitnej blondynce i zżulałej, nieco chamskiej brunetce, rozkręcających wspólny biznes to obejrzę 2 Broke Girls. Tam jest więcej „mięsa”, oryginalności i więcej śmiechu! Tam jest mocniejsze serialowe ID.

I na koniec defaultowo kontrowersyjny serial o fikcyjnym papieżu-skandaliście, z główną rolą Jude’a Law i w reżyserii Paolo Sorrentino. Odnoszę wrażenie, że ten serial jest taki nieco za bardzo wykalkulowany, ale ogląda się go świetnie i w wielu miejscach zaskakuje, a w wielu dostarcza artystycznych i intelektualnych podniet. Ma być troszkę in your face europejski, filmowany jest bardziej jak „kino niezależne” niż zgodnie z amerykańskim stylem telewizji, w obsadzie wielu aktorów z krajów nieanglosaskich, sporo scen po włosku. Równocześnie trudno nie zauważyć, że watykański światek, hierarchie i intrygi, tąpnięcie spowodowane wyborem nowego papieża to pretekst dla twórców serialu do stworzenia czegoś w rodzaju odpowiedzi na seriale polityczne, o strefach wpływów, o „dworskich intrygach”, podszytych skandalami, PRem, ogromnymi pieniędzmi. Takie troszkę House of Cards albo taka Gra o tron. Nihil novi. Po drugiej stronie mamy wątek „duchowości” Piusa XIII, wizualizujący się jako dramatyczne lub oniryczne sceny modlitw. Najkrócej mówiąc, nowy papież to drama queen, lubi szokować, ma pokerową twarz i nigdy nie wiadomo, jak się zachowa, co zyska jego aprobatę, a kiedy z kolei zmiesza kogoś z błotem, prochem i pyłem.

Fot. Canal Plus

Fot. Canal Plus

Serial zyskuje na skandaliczności przez to, że zamiast odwoływać się do postaci przykurzonej historią pokazuje nam czasy współczesne – nowe media, dzisiejszy świat – tylko papież jest wymyślony. Kulisy współczesnego Watykanu, ze skrywanymi nieprawidłowościami, z homoseksualizmem księży, z nieprzestrzeganiem celibatu – wpisują się w trwającą od pewnego czasu dyskusję nad reakcją Kościoła na problemy nowoczesności, podsyconą jeszcze przez sukces filmu Spotlight. Papież Jude’a Law ostentacyjnie pali papierosy, przeklina, bywa okrutny, kapryśny, niesprawiedliwy. Jego zaufaną prawą ręką jest zakonnica, która go wychowała (świetna Diane Keaton!), ale do niej też „Lenny” odnosi się grubiańsko. Tak, w serialu stworzono centralną postać jako kolejnego antypatycznego, ale potencjalnie fascynującego antybohatera. I troszkę mnie to, powiem, razi. Ociupinkę. Wydaje mi się takie wykalkulowane. A jednak temat jest ciekawy, aktorzy świetni, igranie z współczesnym obrazem katolicyzmu to coś, czego jeszcze w serialach na taką skalę nie było – więc ten serial polecam najbardziej ze wszystkich dziś omówionych. Jest inny niż reszta!

 

Tutankhamun
adventure, drama
ITV, 2016

Divorce
comedy
HBO, 2016–

Mary + Jane
comedy
MTV, 2016–

Young Pope
drama
HBO, 2016–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Latest posts by Pirjo Lehtinen (see all)