Fot. The CW

Twin Peaks High (Riverdale, S01E01)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Porozmawiamy sobie dziś o pierwszym odcinku serialu, który wpisuje się dla mnie w kategorię “nawet nie wiedziałam, że na to czekam”. Ale najwyraźniej czekałam, bo teraz jestem zachwycona i pełna nadziei na przyszłość. A może jestem zachwycona, bo nie miałam żadnych oczekiwań? Kto wie! Po seansie pilota Riverdale nasunęło mi się przemyślenie, nie tak oryginalne, bo potem odkryłam je w wielu miejscach sieci: Riverdale to „skrzyżowanie Twin Peaks i Gossip Girl”. Czyli trochę tajemnic małego miasteczka, a trochę opery mydlanej, teen dramy z udziałem pięknych-i-obrzydliwie-bogatych. Dla osób, którym ten tytuł nic nie mówi warto wyjaśnić, że mamy do czynienia z adaptacją kultowego, amerykańskiego komiksu – tak zwanej serii Archie Comics – i że w przeciwieństwie do serialowych adaptacji, do których się w ostatnich latach przyzwyczailiśmy, Riverdale (przynajmniej w swojej bardziej „podstawowej” wersji) nie ma nic wspólnego ze zjawiskami nadnaturalnymi czy superbohaterami. Zanim się wgryziemy w szczegółowe zagadnienia, napisz proszę, jakie były Twoje pierwsze wrażenia, i czy podzielasz mój entuzjazm?

Fot. The CW

Fot. The CW

Maciek: Przyznaję Twin Peaks to było moje pierwsze skojarzenie już po paru minutach. Kiedy na ekranie pojawiła się tablica z wielkim napisem „Welcome to Riverdale” inaczej być nie mogło. Leśny klimat prowincjonalnego miasteczka również zrobił swoje. Makijaż Cheryl Blossom – to ty Josie Packard? Nie wspomnę już o mojej ukochanej Shelly (Madchen Amick). Więc tak, byłem zaintrygowany. Później jednak nadszedł wątek Gossip Girl… (to be continued!) O istnieniu serialu dowiedziałem się dość przypadkiem, bo z twittera Amick i również nie miałem wobec niego kompletnie żadnych oczekiwań. Nie jestem jednak do końca pewny, że porwał mnie tak samo jak Ciebie…

Pirjo: Po obejrzeniu pilota wydaje mi się, że serial ma szansę się spodobać zarówno osobom zaznajomionym z komiksem, jak i zupełnym „ignorantom”. Ci pierwsi znajdą już w fabule pilota mnóstwo ciekawych nawiązań i detali. Tym co mi się najbardziej podoba, jest klimat vintage’owego bezczasu, korespondujący z komiksową spuścizną tego tytułu, obejmującego przecież przygody z wielu dekad, a także ogólnie z logiką komiksów, jako medium igrającego z czasem narracji, z jego przystawaniem do bieżącej rzeczywistości realnego świata. Gdy na ekranie pojawiają się postacie z telefonami komórkowymi w ręce czuję się dość dziwnie, bo wydawało mi się, że poruszamy się w jakimś znacznie dawniejszym świecie. O umowności czasu biegnącego sobie niezbyt wartko i bez przekonania w małym, amerykańskim miasteczku przypomina też głos narratora, już od samego początku, i dialogi, na przykład wzmianka o tym, że cheerleaderki nigdy nie wychodzą z mody. Podoba mi się też „amerykańskość”, ze szkołą, przedmieściami, amerykańskim dinnerem, potańcówkami. Jest typowa, ale stylowo pokazana, trochę inaczej niż zwykle. Serial jest bardzo, bardzo ładnie zrobiony. Skierowany jest jednak bardziej do młodego widza, niż do osób dorosłych, w średnim lub starszym wieku, wychowanych na komiksach. A Ty, co sądzisz o settingu, o klimacie, sposobie filmowania? I jak się ma serial do komiksów, tak na pierwszy rzut oka?

Fot. The CW

Fot. The CW

Maciek: Tu się muszę całkowicie z Tobą zgodzić. Samo miasteczko to była jedna z pierwszych rzeczy, która rzuciła mi się w oko. Tego typu rozwiązanie przywodzi mi na myśl takie seriale jak Bates Motel, czy Gotham, gdzie do końca nie wiemy czy oglądamy teraźniejszość, współczesność, świat alternatywny, czy może połączenie wszystkich na raz. Sprawia to, że wizerunek Riverdale staje się jakby ze snów, gdzie wyobraźnia nie zna granic, łącząc ze sobą różnego rodzaju estetyki, stroniąc jednocześnie od wątków nadprzyrodzonych. W końcu na dobrą sprawę nie wiemy „kiedy” dzieje się akcja filmu, poza szczątkową informacją o końcu wakacji. Mimo tego, że Gotham w swoim troszkę groteskowej wizji miasta znakomicie wykorzystuje ten „bezczas”, to jednak małe miasteczko wydaje się w przypadku Riverdale strzałem w dziesiątkę. I po raz kolejny wypada przywołać Twin Peaks, które mimo to, że dziejące się pod koniec lat 80., mogłoby się odbywać i dzisiaj. Sama bezczasowość jest jednak tylko elementem niezwykle estetycznej całości, na którą faktycznie składa się hiperrzeczywista Ameryka z idealną szkołą, ale też idealnymi cheerleaderkami (i ich idealną wredną liderką), idealną matką z kompleksami, idealną nauczycielką, idealnymi wakacjami z romansem w tle, idealnym chłopakiem typu słodki badboy, idealnym zespołem licealnym (szkoda, że nie idealnie pop-punkowym), składającym się z idealnych dziewczyn, idealną przyjaciółką, idealnym przyjacielem gejem, idealnym buntem przeciwko rodzicom, idealnym balem, idealnym zawodem miłosnym, idealną zdradą, idealną zagadką.

Pirjo: Porozmawiajmy o bohaterach. Uważam, że główne postacie dramatu zostały nieźle obsadzone, zarówno młodzież jak i dorośli. Ulubiony amerykański rudzielec, Archie Andrews, jest wystarczająco „generyczny”, żeby pomieścić w sobie wszystkie oczekiwania, przynajmniej moje; Betty i Ronnie różnią się od siebie i cała trójka ma dobrą chemię, świetnym pomysłem było podążenie ścieżką nostalgii i wybranie do ról rodziców między innymi Luka Perry’ego, gwiazdę Beverly Hills 90210 czy wspomnianą Mädchen Amick, mimo wielu późniejszych ról najbardziej kojarzoną z postacią Shelly z Twin Peaks. Idąc tym samym kluczem, strasznie czekam na pojawienie się absolutnej ikony młodzieżowych filmów, czyli Molly Ringwald, w roli mamy Archiego. Już w pilocie prezentują nam się inne ważne postacie, obiekty westchnień i źródła wieloletnich perypetii i przygód, wszystko skompresowane, czytelne przede wszystkim dla osób obeznanych z „formatem”. Choć Cheryl Blossom wydaje mi się strasznie plastikowa i przerysowana.

Osobiście najbardziej czekam na wątek Josie and the Pussycats, bo komiksy o tym zespole śledziłam kiedyś wytrwale i namiętnie, oglądałam również wersję kreskówkową od Hanna Barbera. Przy tej okazji może warto przypomnieć, że część z nas odwiedziła już okolice fikcyjnego Riverdale, przy okazji popularnego także w Polsce serialu o Sabrinie, nastoletniej czarwnicy, która jest jedną z postaci tego rozległego uniwersum, zamieszkałą w sąsiednim miasteczku, Greendale. Ale wracając, postacie nowego serialu są równocześnie archetypiczne i prawdziwe. Moim jedynym zarzutem jest, że bohaterowie są „zbyt ładni” – jak można być tak ładnym?!? No ale tłumaczę sobie to wszechogarniającą nostalgią. Ten serial bazuje przecież na nostalgii za dawną, niewinną Ameryką, dawnymi czasami – a przeszłość często się idealizuje.

Fot. The CW

Fot. The CW

Maciek: Muszę się przyznać bez bicia, że brak jakichkolwiek oczekiwań z mojej strony względem tego serialu był naprawdę do bólu prawdziwy, bo nawet komiksowy pierwowzór znałem tylko ze słyszenia. Mam nadzieję, że właśnie dlatego na wszystko spoglądam dość chłodnym wzrokiem, choć podatnym na wszelkiego rodzaju nostalgię, a jest jej tutaj faktycznie tak dużo, że aż się ulewa. Wykorzystanie Luka, Madchen i Molly jest wielkim ukłonem w stronę filmu lat 80. i 90. Warto przy okazji wspomnieć, że cała trójka ma bardzo pokaźne doświadczenie w teen dramach – poza Perry’m w Beverly Hills 90210, Amick grała w Gossip Girl, a Ringwald jedną z głównych ról w The Secret Life of the American Teenager. Można więc spodziewać się, że będą dość swobodnie poruszać się w tym formacie. Tak, nostalgia jest tutaj wszechobecna, co ciągłe nawiązania do Mad Men wydają się to potwierdzać. Czy można jednak tłumaczyć nią tak bardzo sztucznie idealne otoczenie?

Może to moje osobiste odczucia, ale mam ogromny odrzut od tego typu cukierkowatych postaci, kreowanych na idealne-na-pierwszy-rzut-oka-ale-tak-naprawdę-skrywające-jakąś-tajemnicę dziewczyny z sąsiedztwa, wrednych-plastikowych-oschłych-dziewczyn-które-tak-naprawdę-są-wrażliwe-i-delikatne i pięknych-ale-głupich-chłopców-w-których-i-tak-się-wszyscy-kochają. Dlatego tak bardzo do gustu przypadł mi wątek Kate z This Is Us, która udowadnia, że można stworzyć nietuzinkową postać o niestandardowym wymiarze piękna, a jednocześnie wycisnąć z człowieka hektolitry łez, zarówno ze śmiechu, płaczu i strachu o ich los. Ta perfekcyjność mnie razi, a przy założeniu, że będzie to typowa teen drama, to nie wiem czy serial ten zamiast powędrować w meandry wątków Twin Peaks High School, nie zawędruje w rejony Forks High School. Sami aktorzy faktycznie zostali dobrami całkiem nieźle, bo wpisują się w tą specyficzną estetykę Riverdale, gdzie funkcjonują postaci rzędu Blaire i Edwarda.

Pirjo: To wszystko wiedzie mnie do szerszego zagadnienia – jak mierzyć się z legendą? Popraw mnie, jeżeli się mylę, ale pierwszy komiks serii ukazał się w 1942, prawda, co daje nam lekką ręką siedemdziesiąt lat materiału źródłowego? Dziś szlaki zostały już przetarte, jeśli chodzi o narracje superbohaterskie, ale Archie jest kimś innym i czymś innym. Wyobrażam sobie, że podejmowanie każdej jednej decyzji było tutaj trudne i znaczące. A jednak warto odświeżyć ten format, spróbować go sprzedać nowym pokoleniom i przypomnieć dawnym czytelnikom. Wiadomo, że w serialu nie uda się „upchnąć” wszystkich warstw, kontekstów, nawiązań, ukrytych znaczeń, rozbudowanego uniwersum, sprzecznych ze sobą, alternatywnych linii czasowych. W tym sensie jestem w stosunku do komiksowych adaptacji zawsze pobłażliwa, zawsze uważam, że trzeba twórcom pozwolić na ich własną interpretację i nie oczekiwać, że zmieszczą w niej wszystko, albo że wybrana ścieżka będzie spójna z moim widzeniem „przedstawionego świata”. Nie przeszkadzają mi uproszczenia, ani skupienie na szkolnych dramatach i wątkach romantycznych. Po obejrzeniu pilota sądzę, że serial stacji The CW i Netflixa, skierowany ewidentnie do młodego widza, ma szansę uczynić Archiego cool again!

Fot. The CW

Fot. The CW

Maciek: Znam te dylematy z pierwszej ręki jako czytelnik i widz The Walking Dead, który co prawda nie dorównuje spuścizną Archiemu, ale jednak wciąż boryka się z kwestią adaptacji. Przeniesienie tak ogromnego materiału źródłowego na ekrany faktycznie wymaga pójścia na wiele kompromisów, ale daje też ogromne pole do popisu. Pytanie, które bardzo często pojawia się w kontekście tego typu rozważań to jak dystans wobec pierwowzoru zachowają sami twórcy. Czy pójdą w kierunku adaptacji z elementami głównych wątków (The Walking Dead), bardzo luźnej interpretacji (The Man in the High Castle), czy będą ślęczeć nad scenariuszem każdego odcinka z komiksem w dłoniach rozważając każdy drobny szczegół. Nie mając większej wiedzy na temat Archie Comics, a biorąc jedynie pod uwagę to w jaki sposób skonstruowany był pierwszy odcinek, to sądzę, że faktycznie producenci i reżyserzy będą chcieli zrewitalizować formułę komiksu. Wydaje mi się, że stąd też kwestia bezczasu w tym serialu. Bierzemy z jednej strony ogromną spuściznę komiksu, szanujemy ją, a wręcz ją podkreślamy, jednocześnie odnawiając formułę z myślą o nowym, młodym widzu, który nawet niekoniecznie jest świadomy istnienia pierwowzoru z tak ogromnym zapleczem fabularnym. Właśnie dlatego twórcy Riverdale w moim odczuciu starają się unowocześnić Archiego, aby ten powrócił w wielkim stylu (aluzji do Twin Peaks nigdy za wiele).

Pirjo: Właśnie, czy planujesz ten serial dalej oglądać? A jeśli tak, to na co czekasz, co byś chciał, żeby się zmieniło, w jakim kierunku powinna zmierzać fabuła i „stylizacja”? Czy są jakieś konkretne historie, na które masz ochotę, albo postacie, na jakie czekasz? Dla kogo, Twoim zdaniem, jest ten serial? Komu polecać, a komu odradzać? Bo z rzeczy małych a ważnych, mnie na przykład ciekawi, czy i kiedy Archie będzie mieć psa, oraz czy serial choć troszkę pójdzie ścieżką Glee, i usłyszymy piosenki szkolnych zespołów!

Maciek: Tak, zdecydowanie planuję go oglądać, ale raczej nie ze względu na fabułę, tylko na zabawę konwencją i estetykę. Żonglerka wizerunkiem miasta i prowincjonalnych Stanów Zjednoczonych, to to, co kulturoznawcę i amerykanistę cieszy najbardziej! Historia, może i jest intrygująca, ale dla mnie za bardzo bije z niej teen drama. Tak, wiem, to z założenia ma być serial o perypetiach młodzieży licealnej, ale jednak to mnie nieco zniechęca. W związku z tym najbardziej czekam chyba na wątek zagadki śmierci Jasona. Jeśli jednak miałbym komuś polecać Riverdale to fanom seriali tego gatunku, albo osobom, które chcą fabularnie wrzucić na luz przy podziwianiu znakomitej kreacji miasta. Bo nie ulega wątpliwości, że serial, mimo swoich minusów i kilku denerwujących mnie rzeczy, oglądam z dużą przyjemnością.

Riverdale
crime, teen drama
The CW, 2017-

Maciek Smółka
Zwykle słucha muzyki. Kiedy nie słucha, to o niej czyta, opowiada, pisze naukowo i nienaukowo, czasami także ją komponuje. Doktorant, kulturoznawca i amerykanista, nieustannie propagujący ideę popular music studies. W wolnych chwilach ogląda filmy, seriale, czyta komiksy i pisze na blogu add some music. Z serialowego świata najbardziej upodobał sobie Twin Peaks, Lost, Mad Men i The Walking Dead.
Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.