Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Better run, Psycho Killer! (Belle Epoque, S01E01-02)

Artykuł zawiera spoilery z pierwszego odcinka.

Już od środy 15 lutego telewidzowie mogą zakosztować Belle Epoque – najnowszej produkcji TVN, oczka w głowie i świecącej gwiazdy wiosennej ramówki. Stacja zapewnia, że to wyjątkowy projekt, a o jego jakości świadczyć ma długi okres prac koncepcyjnych i produkcji – serial kształtował się w przedziale ostatnich dwóch lat. Producentem wykonawczym Pięknej Epoki jest Akson Studio, co może dać nam pewną ideę, jakiego kształtu i estetyki możemy się spodziewać na ekranie. Co znajduje się w portfolio producenta? Akson serialowo najczęściej wiąże się z Telewizją Polską, produkując dla niej m. in. seriale Czas Honoru, Bodo czy Wojenne Dziewczyny (premiera tej jesieni).

Zachęcona fantastycznymi Artystami Strzępki i Demirskiego postanowiłam się przyjrzeć kolejnym serialom znad Wisły – i tak oto padło na Belle Epoque. Sami przyznajcie, wizja polskiego kostiumowego serialu kryminalnego brzmi jak pozycja, której trzeba dać szansę. Miałam okazję przedpremierowo obejrzeć pierwsze dwa odcinki i na ich podstawie postaram się opowiedzieć, czy możecie oczekiwać sukcesu Pięknej Epoki, czy niestety produkcja okaże się klapą.

Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Po pierwsze, nie spodziewajcie się rozwiązywanej przez cały sezon linearnej zagadki – sama błędnie założyłam, że tak wyglądać będzie fabuła serialu. Belle Epoque jest pewnego rodzaju obrośniętym w piórka  klasycznym proceduralem kryminalnym, z tą różnicą, że bohaterowie ubrani są w piękne kostiumy z epoki. To niekoniecznie zarzut, chociaż reklamując produkcję jako jedyną w swoim rodzaju  w momencie kiedy świat serialu odwraca się już od uschematyzowanych fabuł, Belle Epoque budzi na starcie pewne rozczarowanie. Twórcy serialu bardzo upodobali sobie porównywanie Pięknej Epoki do zagranicznych, estetycznie spowinowaconych kuzynów. A są to porównania dość śmiałe, a nawet, powiedziałabym, zuchwałe. Wśród tytułów pojawiło się ostatnio modne Tabu (niestety nie dostrzegam podobieństw ani w atmosferze, ani scenariuszu, a sam Paweł Małaszyński, na słowa, że jest polskim Tomem Hardym, nieznacznie się skrzywił). Druga pozycja to Peaky Blinders (również daleki strzał, ale rozumiem ambicje). Jeżeli ktoś miałby mnie zmusić do wybrania serialu – inspiracji dla Belle Epoque to powiedziałabym złośliwie, że wygląda zaskakująco podobnie do angielskiego Ripper Street. Ale by to udowodnić muszę jednak opowiedzieć więcej o fabule Pięknej Epoki. Obiecuję nie być już tak uszczypliwa.

Belle Epoque rozgrywa się na początku XX wieku, w Galicji  pod panowaniem Franciszka Józefa. To czasy rozwoju, odkryć naukowych, zmian społecznych. Główny bohater, Jan Edigey-Korycki (Paweł Małaszyński), wraca do rodzinnego Krakowa po wielu latach nieobecności. Miasto opuścił w niesławie, po pojedynku w którym domniemanie zabił brata swojej narzeczonej Konstancji (Magdalena Cielecka). Para rozstaje się w niezgodzie, a Jan spędza kolejne dziesięć lat w podróży dookoła świata. Do powrotu składnia go brutalne morderstwo matki, które pozornie wygląda na zbrodnię na tle rabunkowym. Korycki, dzięki znajomościom w krakowskim laboratorium kryminalistycznym, w którym pracują jego przyjaciele sprzed lat, rodzeństwo Skarżyńscy (Anna Próchniak i Eryk Lubos) odkrywa, że prawda może okazać się o wiele mroczniejsza. Jan nieoficjalnie prowadzi śledztwo, w którym dowodzi, że po Krakowie grasuje seryjny morderca okaleczający swoje ofiary jak biblijne męczennice, a przy ciałach pozostawiający liście palmy. Pomimo piętrzących się dowodów szef krakowskiej policji , Jelinek (Olaf Lubaszenko), nie ułatwia Janowi pracy nad sprawą. Rozpoczyna się nierówny wyścig z czasem…

Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Pierwszy odcinek nie daje widzowi za wiele momentów wytchnienia, montażowo szybka i chaotyczna narracja wybija z rytmu i nie pozwala oswoić się z nawałem bodźców, a jest ich, jak to w serialach z epoki, bardzo dużo. W Belle Epoque nie brakuje rozmachu w odtwarzaniu realiów, fani produkcji kostiumowych docenią pieczołowitość z jaką dobierano kostiumy (jest to częsty problem polskich seriali o niższych budżetach, gdzie produkcji nie stać na kosztowne sprowadzanie kostiumów z zagranicy). Zapewniam, że to nie dotyczy Belle Epoque. Suknie z wypożyczalni Barrandov Studio i londyńskiej Angels cieszą oko kiedy inne elementu serialu zawodzą. Dużym plusem są również zdjęcia przeniesionego do „pięknej epoki” Krakowa. Nie tyczy się to niestety wnętrz – sceny zrealizowano w największej w Polsce hali zdjęciowej, gdzie wybudowano komisariat, laboratorium czy hotel, w którym mieszka główny bohater. Wnętrza te, pomimo wręcz przeładowania rekwizytami, wciąż wyglądają sztucznie. Wszystkiego jest wszędzie bardzo dużo. Jednym słowem otrzymujemy całkowicie nie-polski budżetowy rozmach, który polecam zobaczyć na własne oczy. Nie zrozumcie mnie źle, lubię oglądać dobrze wydane pieniądze na ekranie, które szczególnie przy produkcjach kostiumowych są konieczne. Liczby nie kłamią. Dwustu zaangażowanych aktorów, ponad dwa tysiące statystów – to jest jakość bliższa serialom zagranicznym. Nie można jednak opierać sukcesu wyłącznie na tym, że serial był drogi. Nawet najpiękniejsze kostiumy nie zadośćuczynią scenariuszowym dziurom i kliszom, na które coraz częściej współczesny widz przyzwyczajony do Netflixa i HBO jest wyczulony.

Belle Epoque, poza odważnym budżetem, to serial mimo wszystko ostrożny – chociaż widać, że wizualnie stara się realizmem dogonić „Zachód”, który nie stroni od przemocy, nagości i hiperrealizmu. Belle Epoque chce do tego nawiązać i skopiować – wszystkie morderstwa, prostetyki, krew, a nawet pewna (mimo wszystko ciągle pruderyjna) śmiałość w pokazywaniu scen seksu wskazują, że serial jest raczej śmiały w obietnicach, a nie wykonaniu. Dodatkowo trzyma się sztywno swojej proceduralowej formuły, tzn. sprawy tygodnia, wokół której oscylują wątki prywatne bohaterów. Same morderstwa to sprawy dość wydumane, aczkolwiek efektowne i – co bardzo doceniam – inspirowane prawdziwymi zbrodniami, z którymi zmagała się w tamtych czasach krakowska kryminalistyka. Mamy więc morderstwa na tle religijnym, maniaka mordującego kobiety re-kreując  sceny męczeństwa czy zabójstwo noszące znamiona mordu rytualnego z drugiego odcinka. Belle Epoque czerpie nie tylko z akt starych spraw, ale również z ówczesnych metod kryminalistycznych. Wiele scen opiera się na dosyć ciekawym wykorzystaniu eksperymentów i badań, w które zręcznie wpleciono znane z historii nazwiska i pojęcia. To wszystko połączone w całość daje nam tak naprawdę produkcję na modłę amerykańskich CSI. Wskazuje na to również dynamika i relacje łączące bohaterów.

Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Belle Epoque nadaje swoim postaciom klasyczny zestaw cech charakterystycznych, do których widz ma się szybko przyzwyczaić i nauczyć identyfikować. Nie stara się specjalnie by były to cechy oryginalne. Tak więc Jan Edigey-Korycki Małaszyńskiego jest ponurym, doświadczonym przez życie człowiekiem o tajemniczej przeszłości, kreowanym na obiekt westchnień publiki, leczącym swoje złamane serce przypadkowymi romansami i alkoholem. Towarzyszący mu oddany Henryk Skarżyński to introwertyczny patolog dla którego całym światem jest jego laboratorium. Bardzo schematyczna jest też postać Olafa Lubaszenki, wiecznie gderającego służbisty zastałego w starych metodach śledczych i zapatrzonego w portret Franciszka Józefa. Brzmi znajomo? Jeżeli lubicie seriale kryminalne, jestem przekonana, że dopasowaliście już parę postaci z innych seriali detektywistycznych o podobnym zestawie cech.

Jak radzą sobie postaci kobiece z pięknej epoki? Na ten moment wybija się postać Weroniki Skarżyńskiej, pokazywana jako dziewczyna wyprzedzająca swoje czasy, można ją przyrównać do serialowego odpowiednika Marii Skłodowskiej-Curie. Jest wykształcona i niezamężna, wręcz niechętna płci przeciwnej. Niestety, jej postać popada w banał – za swoim dystansem do świata ukrywa nieśmiałość i wrażliwe wnętrze. Większa zagadką jest Konstancja Morawiecka, kreowana na osobę kryjącą wiele sekretów, być może nawet skandalizujących jak na ówczesne realia. Grana przez Magdalenę Cielecką postać w pierwszych odcinkach wciąż jest tajemnicą dla widza. Pozostaje w bliskich stosunkach ze swoją powiernicą Michaliną Antczak (Weronika Rosati), która próbuje nie dopuścić do jej powrotu w ramiona Jana. Jaki jest charakter relacji kobiet? Trudno to na ten moment oszacować, chociaż nie dałabym się zwieść budowanemu wrażeniu, że panie łączy jakieś nieheteronormatywne uczucie. Wątek romansu Jana i Konstancji rozwinie się najpewniej w kolejnych odcinkach, wraz z wyjaśnieniem okoliczności śmierci brata Morawieckiej. W tej chwili wątek ledwo zaznacza się na tle niemal w całości poświęconego sprawom kryminalnym serialu.

Cieszy mnie fakt, że możemy oglądać „piękną epokę” w polskim wydaniu i mam szczerą nadzieję, że będziemy produkować coraz więcej rodzimych seriali kostiumowych, które wykroczą poza tematykę II Wojny Światowej i Powstania Warszawskiego. To idealny moment by skorzystać z ogólnoświatowej mody na seriale i podnieść poziom przede wszystkim telewizyjnych scenariuszy. Wierzę, że  polskie seriale będą coraz lepsze i przede wszystkim oparte na oryginalnej formule. Skoro światową  sławę zyskał kryminał skandynawski, to co stoi na przeszkodzie byśmy i my znaleźli naszą oryginalną recepturę na sukces? Nie próbujmy być świętsi od papieża – nic bardziej nie denerwuje niż gorsze kalki zagranicznych hitów.

Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Fot. TVN/Mirosław Sosnowskigm

Nie chcę jednak by ten tekst stał się tylko i wyłącznie serią zarzutów. Trzeba przyznać twórcom serialu i samej stacji, że podjęli pewne ryzyko próbując zrobić polski serial kostiumowy, który do łatwych nie należy. I być może w tym fakcie trzeba szukać klucza, dlaczego w innych aspektach jest tak zachowawczy, kryjąc się pod płaszczykiem skandalizowania, ale na tyle by ciągle mieścić się w kategorii wiekowej +12. Romansowanie z estetyką Ripper Street, tempem niczym z Sherlocka Holmesa Guya Ritchiego i formułą rodem z CSI, zaowocowało wartką i kolorową produkcją, w którą łatwo się wciągnąć i spędzić niezobowiązująco czas.  Pomimo wszystkich minusów, noga podryguje  w takt Psycho Killer Talking Heads, która jest piosenką tytułową Belle Epoque. Sprawdźcie sami – emisja w każdą środę na antenie TVN o godzinie 21:30.

Belle Epoque
Crime, period drama
TVN, 2017-

Ania Stachowiak

Pochodzi z Bydgoszczy, o którą kiedyś zahaczył Napoleon, co od razu ukształtowało jej historyczne – i serialowe – zainteresowania. Studiuje produkcję filmową i telewizyjną, więc poza tym co na ekranie, zwraca uwagę na newsy z planu i zakulisowe machinacje.