Fot. HBO/ Canal Plus

Naśladowca Chrystusa (The Young Pope, S01)

Artykuł zawiera spoilery.

Calvin Coolidge, 30. prezydent USA jest bohaterem niezliczonych anegdot. Moją ulubioną jest ta o audiencji u papieża Piusa XI. Wasza świątobliwość – miał powiedzieć prezydent – waszego ojca, Piusa X nie znałem, ale z waszym dziadkiem, Piusem IX serdecznie się przyjaźniliśmy. Kiedy więc usłyszałem, że HBO przygotowuje serial o fikcyjnym, współczesnym papieżu, byłem więcej niż zaniepokojony. Amerykanie to protestancki naród powstały w Oświeceniu w Nowym Świecie. Nie rozumieją instytucji katolickiej, stworzonej w Starym Świecie i ugruntowanej przez Średniowiecze. Jeśli więc wyjdzie z tego House of Cards w sutannach, mimowolnie zabawne jak anegdota z prezydentem, to będzie całkiem dobrze. Złego obrotu spraw nawet nie próbowałem sobie wyobrażać. Dopiero wiadomość, że współproducentem (obok brytyjskiego Sky Channel) jest Canal+, a serial jest autorskim projektem Paola Sorrentino, włoskiego laureata Oscara, pozwoliła mi uwierzyć, że Młody papież ma szansę być interesującym serialem.

Tytułową widzialną głową Kościoła jest Lenny Belardo (Jude Law), nikomu nieznany 47-letni kardynał z USA. Sierota, podrzucony przez rodziców-hippisów do sierocińca prowadzonego przez siostrę Mary (Diane Keaton). Wychowanek murowanego pewniaka do papiestwa, konserwatywnego kardynała Spencera (James Cromwell). Jego wybór wygląda na pomyłkę przy pracy watykańskiej szarej eminencji, kardynała Voiello (Silvio Orlando). Pius XIII, bo takie imię przyjmuje Lenny, zdaje się sobie kompletnie nie radzić. Zwleka z inauguracją, bo nie wie, co powiedzieć w przemówieniu. Kiedy już to robi, obraża wszystkich zebranych na Placu św. Piotra stwierdzeniem, że na niego nie zasługują. Siostrę Mary mianuje swoim rzecznikiem, a przyjaciela, tak samo jak on wychowanka domu dziecka, kardynała Dussoliera (Scott Shepherd), sprowadza z misji i mianuje szefem kongregacji. Chowa się przed ludźmi. Niedzielnego anioła pańskiego odmawia odwrócony plecami do wiernych. Jest opieszały w sprawie arcybiskupa Nowego Jorku podejrzewanego o molestowanie seksualne dzieci. Podobno nie wierzy w Boga. Przyjaciele błagają, żeby dał sobie przemówić do rozsądku, a cały Watykan kombinuje, jak papieża zmusić do abdykacji.

Fot. HBO/ Canal Plus

Fot. HBO/ Canal Plus

Jednocześnie Pius, kiedy chce, radzi sobie znakomicie. Przyciska premiera Włoch, żeby wymóc spełnienie swoich żądań. Sprawia doskonałe wrażenie przez premier Grenlandii. Podczas pielgrzymki do Afryki mówi mądrze i bezkompromisowo. Rozbraja każdą szczwaną intrygę Voiello. Wbrew stereotypowi konserwatywnego duchownego zna nowoczesny świat i orientuje się w działaniu machiny popkultury. Ma bystry umysł i cięty język. Zna ludzi lepiej, niż oni sami. Siostra Mary mówi, że Pius jest świętym.

Świat Młodego papieża wygląda równie chaotycznie i nieprzewidywalnie jak jego główny bohater. Widzowie przyzwyczajeni do tradycyjnie skrojonych anglosaskich scenariuszy mogą nawet być rozczarowani takim lekce sobie ważeniem żelaznych reguł Opowieści. Wizyta Grenlandczyków zostaje spointowana absurdalną informacją o ich zamiłowaniu do muzyki i tańca. Poważny problem, jakim są groźby szalonego proroka Tonina, któremu Matka Boska objawiła się w owcy, zostają zakończone tak, że i bohaterowie, i widz mogą się tylko zastanawiać, co się właściwie stało. Kardynał Voiello płynnie łączy zakulisowe machinacje ze szczerą wiarą i opieką nad upośledzonym dzieckiem. Kardynał Spencer aż płonie ze złości na ucznia, który go przerósł, ale nie sposób odmówić racji części jego argumentów. W identyczny sposób Sorrentino rozgrywa estetykę, łącząc malarskie, wręcz przesadnie piękne kadry z klubowym soundtrackiem, starość kościelnych hierarchów z młodością dzieci gwardzistów grających w piłkę w ogrodach watykańskich.

Ciekawie prezentuje się odbiór Młodego papież w mediach katolickich. Tradycyjne potępienie (głównie z ust tych, którzy wszędzie upatrują szatańskiego podstępu) miesza się z dezorientacją i zachwytem. Zakłopotani mogą się czuć tradycjonaliści. Pius XIII wydaje się „ich”, przyjmuje imię po ostatnim przedsoborowym papieżu, zaostrza dyscyplinę zarówno dla duchownych, jak i świeckich, odprawia Mszę w starym rycie, ostentacyjnie gardzi poglądem, że Kościół ma być miły i przymilać się światu. Próżno jednak szukać w serialu pogłębionej argumentacji za którąkolwiek z tych decyzji. Wbrew stereotypowi, że tradsi kierują się chłodnym rozumem i szacunkiem do dyscypliny, Lennym Belardo miotają emocje. A może to szpila wetknięta całemu środowisku?

Fot. HBO/ Canal Plus

Fot. HBO/ Canal Plus

Nie lepiej mają zwolennicy „kościoła otwartego”. Większą część sezonu mogliby zaopatrzyć w podpis: „patrzcie, jakby było strasznie, gdyby nie my. Smutny, przegrywający Kościół i papież doprowadzający do jednej tragedii za drugą. Wykańczający fizycznie i psychicznie nawet najbliższych.” Potem jednak przychodzi finał, w którym Lenny, nie przestając być Piusem, odnajduje wreszcie drogę przed sobą, a Boga w drugim człowieku. Po tak brutalnym odebraniu monopolu na fajność, wydanie DVD Młodego papieża można spokojnie opatrzyć blurbem „horror roku według rankingu Tygodnika powszechnego.”

Oczywiście tematyka religijna nie jest czymś nowym w telewizji. Wiara co rusz pojawia się na ekranach jako jeden z elementów określających bohaterów bądź społeczność, w której żyją. W USA istnieje cały nurt chrześcijańskiej produkcji filmowej i telewizyjnej, rzadko jednak przebijający się do szerokiej świadomości. W Polsce mieliśmy agnostyka Kieślowskiego i jego miniserial Dekalog. Jednak żaden z tych tropów nie pozwala rozwikłać interpretacyjnej zagadki, jaką jest Młody papież. Trzeba wejść głębiej.

Do najważniejszych katolickich książek pobożnościowych zalicza się książka Tomasza a Kempis O naśladowaniu Chrystusa. Powstała w XV wieku i do dziś cieszy się nieprzerwaną popularnością. Czytali ją Żeromski, Hammarskjold, Pilecki. Niewątpliwie czytał też Lenny Belardo, bo wszystko, co robi Pius XIII jest próbą radykalnego naśladownictwa Chrystusa.

Siostra Mary mówi, że jej wychowanek jest Chrystusem i nie jest to żadna metafora, przesada, ale po prostu fakt. I to powiedziany widzowi wprost.  Pius, jak Chrystus, to chodząca sprzeczność. Dystansujący się od świata, ale doskonale się w nim orientujący. Pozbawiony ojca, wychowany przez pannę. Też ma Jana Chrzciciela, który ginie przez kobietę. Nie daje się wpuścić w maliny uczonym w Piśmie. Do najtrudniejszej misji posyła najsłabszego z uczniów. Tak jak Chrystus po Zmartwychwstaniu wybiera milczącą obecność. Jest słaby i kruchy, bo On w Ogrójcu i na Golgocie też był słaby, przelękniony i cierpiący.

Fot. HBO/ Canal Plus

Fot. HBO/ Canal Plus

Wreszcie (to chyba najbardziej kontrowersyjny element serialu) czyni cuda, z tym największym łącznie. I jeśli któryś z punktów w powyższym planie się Lenny’emu nie udaje, to się nie dziwimy, bo trudno dorównać takiemu wzorcowi.

Serial odniósł sukces i jeszcze w czasie emisji zatwierdzono drugi sezon. Trudno ukryć, że powtórzenie triumfu będzie tak trudne, jak Lenny’emu Belardo powtórzenie drogi Chrystusa. Za jednego i drugiego należy jednak trzymać kciuki, bo rzadko (a właściwie prawie nigdy) ma się okazję zobaczyć taki cud: uczciwy, przemyślany, doskonale zagrany i pięknie sfilmowany serial religijny.

Young Pope
drama
HBO/Canal Plus, 2016-

Piotr Górski

Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Ekspert od seriali rosyjskich. Dużo czyta. Trochę pisze.