Fot. Bravo

Kobieta zmienną jest (Imposters S01E01-05)

Artykuł zawiera spoilery z pierwszego odcinka.

Nowy serial, którego pięć odcinków udało mi się obejrzeć, opiera się na prostym pomyśle. Otóż na majątki naiwnych albo mających coś do ukrycia bogaczy czyha dobrze zorganizowana szajka kombinatorów, których siłą przetargową jest miłość – bo nawet najrozsądniejszy alpha male nie jest jak się okazuje odporny na urok idealnej kobiety i perfekcyjnie podanego, skrojonego na miarę love story. Wystarczy wiedzieć, za czym dany człowiek tęskni, czego pragnie, i zaoferować mu dokładnie to, a biedna ofiara głupieje i wierzy i ufa i przestaje uważać co mówi i robi. Potem trzeba mieć na taką osobę jakiegoś haka, żeby udaremnić pościg i vendettę. Starczy wkraść się w łaski… i wykraść wszystko, co się da. Przekręt idealny!  A przynajmniej idealny do czasu, gdy spryciarze trafią na kogoś rzeczywiście zdeterminowanego, by ich dopaść i ukarać. Albo gdy urośnie im lista takich oszukanych ktosiów, nie mających nic do stracenia.

Imposters jest serialem klasycznym, w dobrym jak i złym tego słowa znaczeniu. Osadzenie go w czasach współczesnych wydaje mi się umowne, bo fabuła pozostaje bezczasowa. Równie dobrze mogłaby się toczyć kilka dekad temu, albo na Dzikim Zachodzie, albo w kosmosie. Zasadniczo – gdziekolwiek. Ciężko powiedzieć, czy to wada czy zaleta? Piękna kobieta – femme fatale jak z playbooka – zwodzi mężczyzn na manowce, każdorazowo wciekając się w inną postać, a nasz główny bohater, pochodzący z bogatej rodziny naiwny Ezra o „miłej twarzy” daje się jej podejść niczym zakochany szczeniaczek i to okazuje się źródłem jego dalszych problemów. Piękne dziewczę zostaje jego żoną, ma dostęp do kart kredytowych i do sejfu. Pewnego dnia ogołaca konta do dna i znika jak sen złoty. Zostawiając ostrzeżenie – jeśli pójdziesz na policję, brzydkie sekrety twojej rodziny zostaną ujawnione. Z początku Ezra po prostu jest załamany, a nawet nieco samobójczy w swoim nastroju, ale z odcinka na odcinek rośnie w nim determinacja, by odszukać dziewczynę, która bezlitośnie igrała z jego uczuciami i zabrała mu wszystko, co miał. Miłość i zbrodnia mieszają się w tym stylowym koktajlu, rozpoznajemy wszystkie składniki, ale co tam. Ogląda się przyjemnie.

Fot. Bravo

Fot. Bravo

Jest to też opowieść o tym, jak łatwo manipulować wyobrażeniami ludzi i z premedytacją stworzyć taką perfekcyjną, pasującą do naiwnych marzeń kobietę. Niejeden raz oglądamy, jak różni panowie wpadają niczym śliwka w kompot i dają się uwieść. Bohaterce starczy jedna scena, jedna rozmowa, wie co powiedzieć i zrobić. To trochę niepokojące, a trochę znaczące. Dziewczyna – czasem znana jako Eva, czasem Alice, czasem Saffron – sama uważa się za feministkę, a zdolność manipulacji ocenia jako bardzo przydatną w życiu, szczególnie dla kobiet. Inspiracje czerpie z popularnych filmów, ze wzorców zapożyczonych z filmów czy seriali. Zdaje sobie sprawę, że kreowane przez nią postacie są odpowiedzią na pewną rzadko spełnioną w prawdziwym życiu tęsknotę za idealną miłością. Ten mit miłości romantycznej jest dla oszustki polem do działania, towarem luksusowym, niszą na rynku. W głębi serca sama lubi romanse, i czasem daje się im porwać, stając „ofiarą miłości”, z roli femme fatale przeistaczając w damę w opałach. Nie jest więc odporna na oręże, którym tak zręcznie włada. Słowem: Milady z Muszkieterów! Zresztą cały serial jest hołdem dla „klasyki gatunku”, dla tropów i schematów, dla gładkich i konwencjonalnych opowieści, i często oglądamy postacie… dosłownie oglądające klasyczne filmy. Najbardziej jednak inspirujące i wpływowe wydaje mi się tu kino noir, kino z oszustami i laleczkami, z łobuzami, z naiwniakami którzy się dają wykorzystać, ze scenami rzewnymi, choć ukazanymi z przymrużeniem oka, i z okazjonalnym slapstickiem.

Fot. Bravo

Fot. Bravo

Klasyka klasyką, ale równocześnie formaty stacji Bravo, takie jak Girlfriends Guide to Divorce mają więcej luzu, powietrza, niż bardzo zdyscyplinowane, toporne pozycje takiego The CW. I to czuć. Tutaj dialogi są sprawniej, bystrzej napisane, dzięki czemu dynamika relacji między postaciami jest jak najlepsza chemia. Wszystko wydaje się bardziej przemyślane, a twórcy, zdaje się, mają więcej wolności jeśli chodzi o szczegóły. Więc nawet gdy główna oś fabuły i konwencja nie grzeszą oryginalnością, to wykonanie daje radę. Serial ratuje to, że nie jest śmiertelnie poważny, czyli nadęty. Ma odpowiednią ilość zabawnych momentów. Szczególnie że oszukani panowie (i panie) w gruncie rzeczy nie umieją się otrząsnąć z miłości do pięknej nieznajomej. Nadal jej pragną i pożądają. Bo miłość nie znika sama z siebie, nie przechodzi tak łatwo, szczególnie jeśli była doskonała i najromantyczniejsza na świecie. Jeśli była pod nas skrojona, była jak w filmie napisanym specjalnie dla nas. Dodatkowo, żeby złapać złodzieja trzeba się trochę stać złodziejem, i ciekawie ogląda się podstępy do których ucieka się Ezra (wraz z towarzyszami wędrówki), wkraczając na drogę nieco szemraną, byle tylko osiągnąć swój cel. Obiekt zemsty i mściciele stają się podobni do siebie, używają tych samych metod. Granice między prawem a bezprawiem ulegają zatarciu.

Gatunkowo jest to niewątpliwie serial z wartką akcją, ze scenami akcji, zwrotami akcji, dużo się dzieje w każdym odcinku. Serial gęsty. Lekki. sympatyczny. Momentami zabawny. Momentami diablo stresujący. Przypomina klimatem White Collar czy Second Chance. Ostatnio tak miło oglądało mi się Designated Survivor, który to serial też nadal gorąco polecam. Właśnie, zapomniałam chyba napisać, że choć nasza Eve/Alice jest serialową femme fatale, to w Imposters najważniejszą Złą Kobietą, taką prawie za bardzo przerysowaną i niewyobrażalnie wręcz cool – jest Uma Thurman. Should I say more?

Fot. Bravo

Fot. Bravo

Imposters
Dramedy, action
Bravo, 2016-

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.