Dorastasz, młody Atlasie (Trollhunters S01E01–26)

Dorastasz, młody Atlasie (Trollhunters S01E01–26)

Tekst zawiera niewielkie spoilery.

Łowcy trolli, serial zrealizowany dla Netfliksa przez Guillermo del Toro przedstawia się jak dzieło kogoś wychowanego na kreskówkowej klasyce lat 80. i 90., kto chce trafić do serc wychowanych na grach. Duch pierwszego łączy się z estetyką drugiego.

Piętnastoletni Jim Lake Jr. mieszka wraz z matką w Arkadii, archetypicznym wręcz małym amerykańskim miasteczku. Ojciec przed laty opuścił rodzinę, więc do zwykłych obowiązków Jima dołączają inne – na przykład dbanie o to, by mama-lekarka miała zawsze spakowane śniadanie do pracy. Najlepszym przyjacielem Jima jest Tobiasz Domzalski zwany Bobkiem – mieszkający po sąsiedzku chłopak z nadwagą i aparatem na zębach. Największym wrogiem – szkolny osiłek Steve. Głównym zmartwieniem Jima są oceny z hiszpańskiego. Poza tym wzdycha bez wzajemności do Claire, koleżanki z ławki obok. To spokojne życie odmienia się, gdy Jim w drodze do szkoły znajduje tajemniczy amulet. A może raczej to Amulet Merlina znajduje jego, jest to bowiem magiczny artefakt, główna broń w odwiecznej walce dwóch szczepów trolli. Ten, którego magia wybrała, zostaje Łowcą, wojownikiem broniącym ukrytego głęboko w ziemi pod Arkadią miasta i jego mieszkańców przed gałganami, sługami mrocznego władcy Gunmara. Chcąc czy nie chcąc (w głębi duszy raczej chcąc), Jim przywdziewa zbroję, w dłoń bierze miecz i rusza do walki ze złem. A ta nie jest łatwa. Po Ziemi panoszy się morderca poprzednich łowców, Bular, syn Gunmara, który nie spocznie póki nie uwolni uwięzionego w zaświatach ojca. Bularowi służą gobliny oraz zmiennokształtni – trolle ukrywające się pod postacią ludzi. Jim nawet nie zdaje sobie sprawy, że zmiennokształtni zinfiltrowali jego najbliższe otoczenie. A nawet gdyby wiedział, nie mógłby wiele zdziałać, bo do pomocy ma tylko Bobka oraz parę trolli – sześciorękiego intelektualistę Blinky’ego oraz małomównego siłacza Arrrra. Inne trolle fakt, że łowcą zostało ludzkie dziecko traktują jako katastrofę, a Draal, syn poprzednika Jima, wręcz jako zniewagę. Nikt nie obiecywał, że ciężar, który młody Atlas weźmie na kark, będzie lekki.

trollhunters_041

Fot. Netflix

Oryginalna wersja językowa Łowców trolli jest ich mocnym elementem. Możemy usłyszeć starych znajomych Del Toro: Rona Perlmana, Jamesa Purefoya, a przez moment nawet samego Toma Hiddlestona. Niestety, na doborowej obsadzie cieniem kładzie się tragiczna historia. Odtwórca głównej roli, znany ze Star Treka Anton Yelchin zginął w wypadku w czerwcu zeszłego roku. Stawiało to pod znakiem zapytania kontynuację, gdyż Del Toro nie godził się na zastępstwo. Na szczęście z wywiadu udzielonego niedawno The Entertainment Weekly dowiedzieliśmy się, że Łowcy trolli nie tylko doczekają się drugiego sezonu, ale Yelchin zdążył nagrać dość materiału, by ocalić serial bez zmian w scenariuszu. Miłośnicy polskich wersji językowych też powinni być zadowoleni, gdyż Netflix przygotował profesjonalny dubbing nagrany przez takie gwiazdy jak Grzegorz Pawlak, Andrzej Blumenfeld, Artur Dziurman czy Ryszard Olesiński. W młodych bohaterów wcielili się aktorzy młodego pokolenia: Mateusz Weber (Jim), Józef Pawłowski (Bobek) i Justyna Kowalska (Claire). Polska wersja Łowców trolli jest bardzo dobra chociażby przez to, że unika dwóch głównych bolączek polskiego dubbingu: niepotrzebnego występu celebrytów i wierzbiętyzmów w dialogach.

Pod Łowcami trolli prócz Netfliksa podpisał się Dreamworks, studio znane zarówno z lekkich animowanych komedii w rodzaju Shreka i Madagaskaru, jak poważniejszego, wręcz piksarowskiego Jak wytresować smoka. Łowcy trolli nastrojem i tematyką przynależą do rodziny ambitniejszych produkcji Dreamworks. Ogrom pracy włożony w produkcję widać w każdym kadrze. Oddanie ruchu, projekty graficzne, detal i reżyseria stoją na najwyższym poziomie, nie będzie więc przesadą napisać, że od filmu kinowego Łowcy trolli różnią się tylko brakiem dużych scen zbiorowych.

Oczywiście gdyby Del Toro nie zatrzymał się na reaktywowaniu klasyki przy użyciu współczesnego CGI. Korzystając z identycznego punktu wyjścia, zrobił krok dalej. Czym bowiem Łowcy trolli różnią się od takich np. Gumisiów? Na pierwszy rzut oka niczym. Tak samo mamy młodocianego bohatera, który odkrywa magiczny świat kryjący się pod powierzchnią realnego. Tak samo bierze udział w walce ze złem. Musi się też zmierzyć z niechęcią, jaką magiczne istoty darzą ludzi. W obu serialach pojawia się magiczny medalion. Inne motywy (dziewczyna, kumpel-sidekick, troll-mądrala, troll-siłacz, konspiracja złych przeciwko światu ludzi) nawet jeśli nie pojawiły się wszystkie w jednym tytule na raz, to należą do zbioru uniwersalnych chwytów. Tym, co czyni Łowców trolli znakomitą kreskówką, jest samoświadomość. Del Toro i ekipa wiedzieli, że nie mogą iść szlakiem poprzedników, jakby ich nigdy nie było. Że muszą uwzględnić, iż pewne rzeczy już WIADOMO. Bohaterom i widzom. Dlatego Bobek nie dojrzewa przez ileś odcinków do roli przybocznego. Doskonale wie, że Jim będąc bohaterem, kogoś takiego potrzebuje, więc wręcz doprasza się udziału w przygodach. Humor (przeważnie komedia omyłek wynikająca z faktu, że nastoletni bohater musi łączyć szkolne obowiązki z sekretną tożsamością) bawi jeszcze bardziej, niż dwadzieścia lat temu, bo każdemu dowcipowi sytuacyjnemu koloru dodaje świadomość, że pewne sytuacje należą do żelaznego repertuaru gatunku.

TH_294

Fot. Netflix

Razem z gatunkiem dojrzewają widzowie. Angielska nazwa Young Adult dawno przestała oznaczać docelową grupę odbiorców. Dziś to po prostu konwencja polegająca na tym, że bohaterem jest nastolatek oraz że spory nacisk położono na jego dojrzewanie w miarę rozwoju fabuły. Młody widz przestał być docelowym odbiorcą (choć oczywiście dalej może oglądać/czytać YA), a dorosły nie musi się wstydzić czytania Harry’ego Pottera czy młodzieżowej dystopii. Wynikiem opisanej ewolucji gatunku jest chociażby inny zeszłoroczny hit Netfliksa – Stranger Things. Serial braci Duffer perfekcyjnie udaje familijne SF z lat 80. i opowiada o ekipie trzynastolatków walczących z potworem z innego wymiaru, ale największą satysfakcję z oglądania mają dorośli. Dla nich serial jest pełen aluzji, niuansów czy całych wątków, których nikt nie umieściłby w scenariuszu wyłącznie dla dzieci.

Jak to się ma do Łowców trolli? Chociażby poprzez sposób, w jaki ukazywany jest problem podwójnej tożsamości Jima. W kreskówce-tylko-dla-dzieci ukrywanie faktu, że w czasie wolnym od szkoły jest wojownikiem walczącym w obronie magicznych istot z podziemi służyłby tworzeniu fabularnych wyzwań i wielu zabawnych qui pro quo. W kreskówce-również-dla-dorosłych trzeba uwzględnić, że widz będzie się zastanawiał nad praktycznymi, psychologicznymi, a nawet moralnymi aspektami posiadania drugiego życia (dorośli fani komiksów są mistrzami podobnych rozkmin). Ukrywanie przed mamą, że biega się z mieczem za sługami Gunmara, to nie zabawa, ale brnięcie w kłamstwa i zaparcie. Jim działa w dobrej wierze, próbując trzymać najbliższą osobę z dala od konfliktu, w który wplątało go przeznaczenie, ale w praktyce zachowuje się niczym ojciec, który jego i matkę przed laty porzucił.

W ogóle świat Łowców trolli cierpi na deficyt rodzicielstwa. Bobek nie ma obojga rodziców, wychowuje go babcia. Draal stracił Kanjigara z rąk Bulara, który z kolei stara się przywrócić z zaświatów swojego ojca, Gunmara. Jedna Claire dorasta w pełnej rodzinie, ale o jej ojcu nie wiemy nic – za to o pani Nuñez można się dowiedzieć, że jest radną miejską. To za dużo zbiegów okoliczności, żeby brak rodzica uznać za drobny szczegół. Może mamy do czynienia z korektą świata przedstawionego do świata realnego (miasto samych pełnych, szczęśliwych, dogadujących się domów jest fantastyczniejszym pomysłem od cywilizacji magicznych stworów)?

Oczywiście Łowcy trolli nie są dramatem analizującym kryzys rodziny w pierwszej połowie XXI wieku. To znakomity serial fantasy z przemyślanym światem, pogłębionymi psychologicznie bohaterami, umiejętnie łączący przygodę z refleksją i humor z odrobiną smutku. Broniący się zarówno jako kreskówka dla trzynastolatków, jak i produkcja dla dorosłych. Będący hołdem dla animacji sprzed trzydziestu lat, ale też idący o krok dalej i mający szanse sam stać się klasykiem. Pozostaje tylko czekać na drugi sezon i trzymać kciuki, by historia młodego Atlasa Jima Lake’a, pierwszego ludzkiego łowcy trolli, bawiła setnie do samego końca.

trollhunters5

Fot. Netflix

Trollhunters
adventure, fantasy
Netflix, 2016–

Piotr Górski

Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Ekspert od seriali rosyjskich. Dużo czyta. Trochę pisze.