W poszukiwaniu niezmarnowanego czasu (Whomanikon 2017)

W poszukiwaniu niezmarnowanego czasu (Whomanikon 2017)

Lubimy chodzić na konwenty z wielu powodów, śmiem twierdzić jednak, że przede wszystkim chodzi o atmosferę. Panele, konkursy, gadżety, to wszystko jest bardzo sympatyczne i w ogóle, ale kiedy obracam się i wokół mnie są ludzie, którzy nie zjawili się tu przypadkiem, mają fazę i przemyślenia tak jak ja, wtedy wiem, że dobrze trafiłam. Co dopiero, jeśli konwent skupia się wokół jednego, konkretnego tematu – wtedy porozumiewawczym spojrzeniom nie ma końca. Tak jest w przypadku Whomanikonu, ogólnopolskiego zjazdu fanów Doctora Who, który odbył się w krakowskiej Artetece w dniach 1–2 kwietnia.

Fot. Magdalena Stonawska

Fot. Magdalena Stonawska

Druga edycja Whomanikonu, zapoczątkowanego w 2016 roku, zgodnie z oczekiwaniami i zapotrzebowaniem rozrosła się do dwóch dni. O ile bardzo Doktorowy termin prima aprilisowy był zapewne świadomą decyzją, trudno było organizatorom (skupionym wokół Gallifrey.pl) przewidzieć, że dosłownie godziny przed rozpoczęciem imprezy twórcy serialu zapodają fanom informację, która sama mogłaby być tematem większości prelekcji, gdyby oczywiście program nie był wcześniej tak dobrze przygotowany i wypełniony ciasno po brzegi. Mowa tu o ogłoszeniu orientacji seksualnej nowej towarzyszki, Bill. Pomijając fakt, czy słusznym jest informowanie o takich rzeczach, zamiast ich pokazywanie (show don’t tell, to wręcz podstawa), szum zrobił się i tak. Ale o tym później.

Powtarzać można do znudzenia, że budynek Arteteki jest idealnym miejscem na tego typu imprezy, ale to niezaprzeczalna prawda, co pokazała i pierwsza edycja Whomanikonu, i każdy inny konwent, który miał tam miejsce. Jasne oznaczenie sali prelekcyjnych (tym razem lokacjami z universum, jak Stormcage czy Darillium), otwarte przestrzenie i wygodne pufy do siedzenia – czego chcieć więcej? Może tylko dobrej kawy, po którą wystarczyło zejść na dół do Pauzy. A niedaleko wejścia znowu stanęła replika TARDIS.

Fot. Magdalena Stonawska

Fot. Magdalena Stonawska

Wejście na Whomanikon było darmowe, co znaczy, że organizatorzy musieli się nieźle nagimnastykować w kwestii finansowej, a i tak cieszy dbałość o szczegóły. Jak papierowy program, który równocześnie informuje i bawi małymi komentarzami (opowiastka o Doktorze i jego kultywowaniu Prima Aprilis). Akredytacje różniły się pod względem pełnionej na konwencie funkcji (słuchacza, prelegenta, wystawcy) i takim oto sposobem można było się natknąć na Agentów Czasu. A kartka do głosowania na cosplayerów miała oficjalną pieczęć „Poświadczone przez Proklamację Cieni”. Można wielu z tych małych rzeczy nie zauważyć, a jednak to one dokładają się do atmosfery. Nawet jeśli TARDIS to tylko replika, ma się wrażenie, że faktycznie przenieśliśmy się gdzieś indziej. Nie wspominając już o kręcącym się wśród odwiedzających Daleku. Spotkanie oko w oko z najstraszniejszą istotą we wszechświecie robi wrażenie. Na piętrze zaś rozłożyli się znajomi rękodzielnicy i wystawcy, którzy tym razem na przód wysunęli gadżety okołoserialowe, aż robiło się granatowo przed oczami.

Fot. Marianna Rospond

Fot. Marianna Rospond

Co do samego progamu, można w nim było znaleźć najróżniejsze rzeczy. Były sesje RPG i LARP, były konkursy (w sobotę niemal jeden po drugim, od kalamburów po Doktorowe Jaka to melodia?). W pierwszy dzień głosować można było na najlepsze przebranie. Konkurs cosplay zwyciężyła Madame Vastra, a tuż za nią kocia pielęgniarka z New Earth i a girl who waited, Amy w zbroi, w komplecie z robotem Rorym. Oprócz tego nie zabrakło oczywiście prezentaji i paneli, po polsku i angielsku. Gościem imprezy był komik Scott Lee Hansen, który opowiadał o dorastaniu z Doctorem Who. Tematyka prelekcji była różnorodna. Pojawił się wątek fanfiction, strachu, wielce pomocna prelekcja o akcentach w serialu, love-hate relationship z Moffatem, zachęta do oglądania Class. Zwierz popkulturalny poruszyła kwestię moich ulubionych odcinków, czyli tych dziejących się w naszej przeszłości historycznej. Debatowano nad kiczem i kampem. Wytykano niespójności i fabularne dziury. Maja z bloga Sherlockista opowiadała o tym, co łączy i dzieli Sherlocka Holmesa i Doctora, szczególnie w świetle tego, że ostatnio dzielą showrunnera.

Ostatnim punktem programu, wieńczącym konwent, była dyskusja o reprezentacji w serialu, w której udział wzięli Ginny Nawrocka, Magdalena Stonawska, Artur Nowrot i Dariusz Szczotkowski, rolę moderatora pełniła zaś Kasia Nowacka. Znów trochę przypadek z pozycją w programie, a wyszło jakoś tak przemyślnie, jakby wszyscy mieli czas przez weekend przetrawić informację na temat Bill i w końcu mogli dać upust swoim przemyśleniom. Jako że poza tym suchym faktem nic więcej nie wiadomo, kwestia nowej towarzyszki została tylko wspomniana, a paneliści skupili się, słusznie, na ocenie odcinków już nam dostępnych. Różnie bywa z dyskusjami na konwentach, czasem bycie fanem jednej rzeczy prowadzi do pewnej jednomyślności, spodziewać się więc można było wniosków – reprezentacji jest dość mało, ale się poprawia, kwestia jest ważna. Tutaj jednak proporcje rozłożyły się w stosunku 3:1, z dość głośnym sprzeciwem pana Dariusza w niektórych kwestiach. Moderatorka znakomicie pełniła swoją rolę, w pewnym sensie dolewając oliwy do ognia i prosząc o interpretację wypowiedzi dwóch autorów związanych z Who, Russela T. Daviesa i Patricka Nessa, którzy (co trochę mnie zdziwiło) również nie zgadzają się w pełni w sprawie reprezentacji. Dyskusja przedłużyła się poza wyznaczony czas, ponieważ i publiczność mocno zaangażowała się w poruszane kwestie, tak jak paneliści prezentując różne postawy. Pisałam na początku, że na konwentach cieszy atmosfera i Whomanikon nie jest tu wyjątkiem. Miałam momenty zwątpienia, słysząc niektóre wypowiedzi, bo dla mnie sprawa jest dość jasna, reprezentacja jest potrzebna. Może jednak dobrze, że jest ciągle miejsce na wymianę argumentów, nawet jeśli nie prowadzi ona do przekonania drugiej strony. Przynajmniej słowo „dyskusja” było tu w pełni poprawnie użyte.

Warto wspomnieć też o akcji wspierającej Światowy Dzień Świadomości Autyzmu, który miał miejsce 2 kwietnia. Uczestnicy konwentu, ubrani jako wyraz solidaności na niebiesko, zrobili sobie zdjęcie na tle niebieskiej TARDIS.

17634708_1822905931293876_8282756462494840776_n

Według organizatorów w ciągu dwóch dni konwent odwiedziło ok. 500 osób. Przez to przestrzeń wydawała się przyjemnie zapełniona, ale nie tłoczna, każda prelekcja miała swoich słuchaczy, a i na zewnątrz na ławkach wygrzewało się na pierwszym wiosennym słonku parę osób, o których bezpieczeństwo dbał patrolujący okolicę Dalek. Nikt chyba nie narzekał, że nie wybrał weekendu na łonie natury, a spędził go z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Z niecierpliwością czekam na kolejną edycję, żałując, że żadne timey-wimey jej niestety nie przyspieszy.

Melepeta

Koneserka krakowskiego powietrza. Żyje przecząc ruchom wskazówek zegara - jest edytorką za dnia, w nocy zamienia się w entuzjastkę popkultury. Wie, co piszczy w fandomowej trawie i posiada pokaźną kolekcję kubków o tematyce okołofilmowej. Pisze do szuflady, wenę podtrzymując paliwem składającym się z herbaty i miłości do bohaterów fikcyjnych.