Jaka piękna tragedia (13 Reasons Why, S01E05–13)

Jaka piękna tragedia (13 Reasons Why, S01E05–13)

Artykuł zawiera spoilery.

Książkę Trzynaście powodów przeczytałam, będąc mniej więcej w wieku bohaterów. Zrobiła na mnie wrażenie, bo poruszała wiele ważnych wtedy kwestii, poza tym lektura z rozdziału na rozdział, kasety na kasetę, była bardzo wciągająca. Pamiętam, że rozwiązanie było dla mnie przykrym, ale w pewnym sensie zrozumiałym następstwem każdej historii. Od lektury minęło już trochę czasu i chociaż nie mogę powiedzieć, że treść została ze mną na lata, kiedy usłyszałam o serialu od razu przypomniałam sobie, w czym rzecz, a i podczas oglądania miałam dość ogólne pojęcie, co się stanie, może bez szczegółów.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

I ponownie, seans był przykry, ale trudno było nie włączyć następnego odcinka. Podoba mi się poszerzenie, rozciągnięcie historii – pokazanie młodych bohaterów i ich perspektywy, procesowanie się ze szkołą, żałoba rodziców. Trzynaście (baker’s dozen, jak Hannah Baker) historii to dobra rama dla serialu, każdy odcinek oznaczony jest numerem kasety i jej stroną, trudno o bardziej naturalny podział, a jednak mimo tego serial nie wystrzegł się dłużyzn. Taka sama ilość odcinków, ale nieco krótszych, może pomogłaby z tempem, w zamian dostaliśmy za to trochę powtarzających się scen – „nie zadawaj pytań, Clay, słuchaj kaset”, kręcące się wokół tych samych tematów rozmowy z rodzicami, nieprowadzące do niczego wizyty w sklepie/aptece. Nawet taka ilość bohaterów i ich wątków jakoś nie wypełnia zgrabnie całego czasu.

Dobrze było jednak lepiej poznać całą grupkę, szajkę, zobaczyć nieobecnych jakoś w tej historii rodziców, dostrzec drugą stronę medalu, wyjaśnienia, motywacje. Hannah może i jest dobrym obserwatorem, nie ma jednak monopolu na prawdę. I chociaż pełni poczucia winy koledzy i koleżanki często wmawiają jej kłamstwo, warto pamiętać, że płynący z off-u głos nie jest wszechwiedzący. I tak Zach, jedna z najbardziej niejednoznacznych postaci, zachował list, który przypominał mu o tym, jak źle się w gruncie rzeczy zachował. Szczegół, który pokazuje go w innym świetle. Więcej jest takich dodatków i na pewno wychodzą one fabule na dobre. Podkreślić tu można zalety adaptacji – przeniesienie na ekran historii, która w formie książkowej ma swoje ograniczenia. Zawsze ciekawiej jest oglądać coś, co ma własny pomysł na siebie, nie jest tylko kalką 1:1. Jak wspominałam, lekturę mam za sobą, a jednak serial był w stanie mnie zaciekawić i zaangażować w parę nowych wątków. Docenić też warto płynne przechodzenie między tym, co teraz, tym, co było, a także różnymi perspektywami. Inaczej na świat patrzy Clay, inaczej Hannah, inaczej jeszcze pozostali uczniowie czy rodzice. Udało się to jakoś ogarnąć bez chaosu, a przenikanie się narracji w mylący na piewszy rzut oka sposób jest w każdym przypadku zamierzone.

W historii, która ciągnie się poniekąd dzięki walkmenowi, warto zwrócić uwagę na soundtrack – zaciera się tu różnica między muzyką słyszaną przez bohaterów a ścieżką dźwiękową, trudno bowiem powiedzieć, ile utworów popłynęło z mix tape’ów i głośników, a ile to efekt na potrzeby widza. Niby prosta sprawa, muzyki używano w mediach na wiele bardziej kreatywnych sposobów niż tu w serialu, a jednak to taki mały szczegół, który wciąga nas jeszcze bardziej w historię, mydli granicę między flashbackami a akcją teraźniejszą. Utwory wykorzystane w serialu to mieszanka indie nowości i starszych hitów. Moimi faworytami pod względem muzycznym, ale przede wszystkim użycia, są piosenka z potańcówkitheme song Claya i Hanny – oraz Vienna zespołu Ultravox, ostatnie spojrzenie za siebie. Jeśli nie fabuła, to na pewo muzyka z serialu zostanie ze mną na długo.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Jest pewna kwestia, która pojawiła się już podczas mojej lektury książki, a teraz można ją znaleźć w komentarzach dotyczących serialu (licznych, sprzecznych, napływających ze wszystkich stron i kategorii wiekowych). Jest grupa odbiorców, która uważa decyzję Hanny za przesadzoną. Samo sedno tej konkretnej dyskusji wydaje mi się raczej chybione, bo nie nam oceniać, czy reakcja Hannah na życiowe wypadki była „przesadzona”, a fakt, że ktoś chce o tym i innych kwestiach okołoserialowych rozmawiać, wskazuje jednak na coś jeszcze innego. Serial nie istnieje w jakiejś zamkniętej bańce i sam sobie. Egzystuje w przestrzeni publicznej, jest częścią kultury i – sądząc z żywych reakcji i wysokiego zainteresowania – już jako ta kultura jakoś na świat wpływa. I tu pojawia się parę problemów, skoro poruszane są w nim tak istotne kwestie.

Przede wszystkim 13 Reasons Why to serial dla młodzieży. Taki faktycznie od początku do końca dla młodzieży, gdzie bohaterowie przynajmniej trochę przypominają odpowiedni przedział wiekowy, przeklinają kiedy trzeba, gdzie problemy są przyziemne, nikt nie jest przesadnie bogaty i nie wykazuje się żadnymi mocami. Nie jest to moja broszka, więc poprawcie mnie, ale czegoś takiego dość dawno w telewizji nie było. I serial traktuje swoich widzów poważnie. Nie ucieka w łatwe moralizowanie, nie wynajduje supernaturalnych metafor by pokazać codzienne sprawy, mnóstwo jest tam scen, które każdy zna, od spania w klasie po przymuszanie do wspólnych, rodzinnych posiłków. I to na pewno trzeba docenić, bo gdzie jak nie w popkulturze szukamy zrozumienia dla naszych własnych problemów.

Potem pojawiają się schody, bo o ile problemy spadające na Hannah nie są wydumane, to ich kumulacja już trochę nagina rzeczywistość. Większość z nas mogła doświadczyć jednej z tych rzeczy, ale np. w długim odcinku czasu i cyklicznie. Głupie listy z rankingami cech dziewcząt krążą po korytarzach i potem dostaje się łatkę na cały okres nauki. Plotka i zdjęcie obiegające szkołę nie raz niszczyły reputację, doprowadzały do zmiany placówki, przeprowadzki czy jeszcze gorszych rzeczy i faktycznie słyszymy o tym niestety ciągle. Próbuję wyjaśnić sobie to nagromadzenie raczej chęcią pokazania szerokiego spektrum problemów. Hannah jest naszą bohaterką i musi ciężko znosić wszystkie swoje trzynaście przyczyn, różnią się one jednak wyraźnie w skali, od bardzo poważnych do takich z pozoru błahych. To bardziej przykład dla przeciętnego widza, „uważaj na małe rzeczy, nie rób innym przykrości” niż „jeśli masz trzynaście tak solidnych powodów, możesz się zabić”. Oczywiście ze względów narracyjnych następuje tu pewna eskalacja i kończy się katastrofą, można jednak dojść do wniosku, że naprawdę realistyczne pokazanie sprawy nie mogłoby być bazą trzymającego w napięciu serialu. W końcu jednak w jakiś sposób próbujemy tu uciec od rzeczywistości.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Tutaj może dygresja na temat drugiego, potwierdzonego już sezonu, który niestety nie nastraja pozytywnie w kwestii trzymania się przyziemności. Trzynaście powodów i trzynaście kaset było zgrabną klamrą i wycinkiem pewnej historii. Serial, poprzez poszerzenie wątków postaci pobocznych, wyszedł trochę poza to i zakończenie pozostawił nie tyle otwarte, co budujące podstawy pod kolejne wątki. I jeśli przyjrzymy się tym wątkom, trudno jest zakładać, że pozostaniemy w sferze życiowych problemów jak rozpadające się przyjaźnie i robienie sobie małych przykrości. Podsumowując: toczy się proces ze szkołą, Bryce może zostać oskarżony o gwałt, Alex walczy o życie po próbie samobójczej, Justin uciekł z domu, Tyler ma walizkę pełną broni. Co więcej, scena z Tylerem i zdjęciami w ciemni wskazuje raczej na jego niecne zamiary (zdjęcie Alexa z listy ofiar – bo już ma go „z głowy” czy daje mu szansę?), osoba w karetce nie musi być na sto procent Alexem, a jego samobójstwo równie dobrze mogło być atakiem, bo dostęp do broni palnej ma naprawdę sporo postaci w tej grupie. Wchodzimy więc na wysokie rejestry, a z drugiej strony trudno ciągnąć wątek Hannah, która powiedziała, co ma do powiedzenia. Może twórcy idą w stronę antologii, gdzie każdy kolejny sezon będzie poruszał inną istotną kwestię, a szykują nam teraz temat strzelanin w szkołach, które w Stanach są niestety nagminne? Trudno na razie wyrokować, wydaje mi się jednak, że wolałabym, by serial skończył się razem z ostatnią kasetą. Nie tylko dlatego, że rozmienianie się na drobne w pewien sposób odejmuje powagi sprawie Hannah.

Wracając do wychodzących poza narrację problemów, z którymi boryka się serial, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nie skorzystał on z szansy pokazania, jak młody człowiek powinien radzić sobie w sytuacji skrajnego kryzysu. Nie chodzi tutaj o łopatologiczne tłumaczenie problemu (jak bywało czasem w Glee i lekcjach tygodnia – np. alkohol jest zły, nikt przed tym konretnym odcinkiem ani po nim nic nie pije), ale o jakieś wskazówki. Ponownie nie można liczyć na dorosłych. Szczególnym zawodem jest tu nieporadny szkolny psycholog, który jest uosobieniem porzekadła o dobrych intencjach. Nikt w tym serialu nie szuka pomocy psychologa poza szkołą, a kandydatów jest sporo – Skye, Alex, Jessica. Co więcej Clay, który też ma jakieś przejścia za sobą, odmawia brania swoich lekarstw (antydepresantów?). Może faktycznie nie są mu w tym momencie potrzebne, a jednak ten gest powiela stereotyp „jestem twardy, dam sobie radę”, kiedy miał szansę znormalizować fakt, że to nic złego, potrzebować czasem takiej pomocy. Brakuje też ostrzeżeń przed każdym odcinkiem, bo czasem dzieją się w nich rzeczy, których naprawdę nie chce się oglądać. Co prawda pod koniec serialu włącza nam się specjalny program z producentką serialu, Seleną Gomez, która nakłania do szukania pomocy i podaje stronę internetową, ale to trochę późno. A że da się odcinek zakończyć listą numerów infolinii pokazuje np. Apple Tree Yard albo Broadchurch. Trudno mi jest też znaleźć usprawiedliwienie dla tak dosłownego i drastycznego ukazania śmierci Hannah. Wiemy od początku, że nie żyje, widzimy ból jej rodziców, tygodnie po sprawie. Czy naprawdę musieliśmy oglądać cały proces i czy widok rodziców, znajdujących ciało swojej córki, w jakiś sposób przypieczętował w naszej głowie to, że zaiste musieli czuć się okropnie?

Paradoksalnie to pozostawiające wiele do życzenia potraktowanie sprawy ma przynajmniej taki skutek, że dyskusja na temat serialu, a co za tym idzie samobójstw wśród nastolatków i bullyingu nie cichnie. A zarzut jest dość poważny – romantyzowanie sprawy. Co ma pewne podstawy, bo o ile słuchanie kaset zmarłej osoby ze strony narracyjnej to strzał w dziesiątkę, poza tym zbliża się trochę do subtelnej zemsty czy też może pocieszenia w wiedzy, że przynajmniej po śmierci wszyscy zrozumieją, że źle nas traktowali i że tak naprawdę byliśmy wyjątkowi i będą za nami tęsknić. Co nie jest dobrym podejściem w zetknięciu z osobą o skłonnościach samobójczych. Skoro jednak serial wyraźnie potrzebuje okraszenia profesjonalnymi radami z zewnątrz, bo sami twórcy się o takie nie postarali, i faktycznie można je w internecie znaleźć (departament klasyfikujący wiekowo filmy i literaturę w Nowej Zelandii umieścił na swojej stronie dogłębną analizę, wyjaśniającą wprowadzenie dla serialu ograniczenia 18+), to może nie należy go od razu skreślać, ale faktycznie sięgnąć po dodatkowe źródła. Nie można w końcu traktować serialu jako idealnego źródła wiedzy. Z drugiej strony odejście od historii Hannah w drugim sezonie może być trochę samozaprzeczeniem tego, co sami twórcy chcieli przekazać, nawet jeśli zrobili to trochę nieporadnie.

Pomijając kotrowersyjny temat, 13 Reasons Why to serial, który ma zalety, jak i wady w sferach, które możemy oceniać bez zagłębiania się szczególnie w sprawy moralne. Wciągająca formuła, utalentowani aktorzy przypominający nastolatków, dobra muzyka, zwroty akcji – to warto docenić. Drugi sezon, który niestety przypomina skok na kasę, pokaże nam jednak, czy jest miejsce na poprawę, nie tylko w kwestiach świadomości społecznej, ale właśnie prowadzenia fabuły. Oczekiwania są i może uda się nie zawieść publiczności, która dosłownie połyka serial i nie przestaje o nim dyskutować. Czekamy.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

13 Reasons Why
teen drama
Netflix, 2017–

Melepeta

Koneserka krakowskiego powietrza. Żyje przecząc ruchom wskazówek zegara - jest edytorką za dnia, w nocy zamienia się w entuzjastkę popkultury. Wie, co piszczy w fandomowej trawie i posiada pokaźną kolekcję kubków o tematyce okołofilmowej. Pisze do szuflady, wenę podtrzymując paliwem składającym się z herbaty i miłości do bohaterów fikcyjnych.