Fot. Netflix

Sprawa dla reportera (The Keepers)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Jeśli Making a murderer był pierwszym serialem dokumentalnym, który wciągnął widzów nie mniej niż najbardziej pasjonująca produkcja fabularna, Netflix – maczający swoje palce dosłownie we wszystkich gatunkach – musiał wyczuć trend i sprostać oczekiwaniom widzów, głodnych rozrywki z cyklu „na faktach”. Ba, nawet tegoroczny zdobywca Oscara w kategorii dokument (O.J.: Made in America) to de facto serial, który dzięki kruczkom w zasadach dostał się do oficjalnej selekcji, a nawet spowodował natychmiastową zmianę tejże klasyfikacji, by precedens się nie powtórzył. Seriale dokumentalne to the next big thing. Odpowiedzią na to jest The Keepers, siedmioodcinkowa produkcja o niewyjaśnionym morderstwie z 1969 roku, którego ofiarą jest siostra zakonna.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Historia zaczyna się z przytupem – młoda zakonnica Catherine Cesnik, nauczycielka w Archbishop Keough High School w Baltimore, pewnego listopadowego dnia nie wraca do domu. Dwa miesiąca później jej ciało zostaje odnalezione w szczerym polu, za przyczynę śmierci uznaje się uderzenie w głowę. Śledztwo nie przynosi jednak rezultatów. Trudno doszukać się motywu, siostra Cathy była powszechnie lubiana, a jej rodzinie, jak i uczennicom z liceum, ciężko jest pogodzić się ze stratą. Pierwszy odcinek wprowadza nas w meandry zbrodni, szybko okazuje się jednak, że samo morderstwo, chociaż to ciągle centralny punkt historii, ustępuje miejsca innym wątkom. Po ponad dwudziestu latach na jaw wychodzi inna sprawa związana z katolickim liceum – dwie byłe uczennice siostry Cathy, dorosłe już kobiety, wytaczają proces ojcu Josephowi Maskellowi, pracownikowi Keough, oskarżając go o molestowanie. Obie sprawy zdają się zazębiać, nie tylko z powodu podobnego czasu i miejsca akcji. Jedna z kobiet, Jean Wehner, twierdzi, że Maskell pokazał jej ciało siostry w kilka dni po jej zabójstwie.

Reżyser dokumentu Ryan White oddaje w tym momencie głos byłym uczennicom Keough – tym, które stanęły przed sądem w latach 90. i tym, które odważyły się odezwać dopiero później. Historia z trzymającego w napięciu pościgu za mordercą szybko zamienia się w coś innego – pełną trudnych tematów i ciężkich do usłyszenia prawd podróż wgłąb psychiki osób radzących sobie z traumą i przeszłością, do której nie chcą wracać. Poruszane w serialu tematy są ciężkie do przetrawienia. Nie oglądamy policjantów skrupulatnie przebierających w dowodach. Słuchamy głosów ofiar, które – co chyba najgorsze w całej historii – nie otrzymały potrzebnego wsparcia ani ze strony Kościoła, do którego należały, ani od organów prawa, które miały je chronić.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Co do Kościoła – dużo się mówi o sprawach o molestowanie i The Keepers przypomina czasem oskarowy film Spotlight (którego akcja dzieje się w Bostonie, nie Baltimore, wydaje się jednak, że sytuacje są niemal bliźniacze). Oskarżenia o chwytliwość tematu są bezpodstawne, bo fakty w tych sprawach nie są fabrykowane, serial jednak nie kładzie największego nacisku na to, jak Kościół jako organizacja bardzo zawodzi w takich sytuacjach. Jest to oczywiste z punktu widzenia oglądającego, twórcy niczego nie ukrywają i nie szczędzą gorzkich słów, nacisk jednak nie jest położony na nieuchwytnych oprawców czy chroniące ich struktury. Głos został oddany ofiarom (w przeważającej większości kobietom), które opowiadają o swoim cierpieniu kilkadziesiąt lat później. To też bardzo ciekaw aspekt serialu – głównymi bohaterkami są tutaj kobiety po sześdziesiątce, które rzadko mają szansę zajmować tak wiele czasu ekranowego. Nagle stykamy się z całym zestawem pracowitych babć i mam, kobiet sukcesu, detektywów-amatorów. Poza tym, że naznaczone piętnem wydarzeń z przeszłości, wpuszczają nas do swojego życia, co w dość pokrętny sposób przypomina nam, że przecież takich bohaterek wokół nas jest mnóstwo, czemu więc nie widzimy ich na naszych ekranach?

Naszymi narratorkami są byłe uczennice siostry Cathy – Gemma Hoskins i Abbie Schaub. Dwie panie po sześćdziesiątce, które znalazły w jesieni życia nowe powołanie, jakim jest rozwikłanie zagadki śmierci ukochanej nauczycielki. Z podziwem patrzymy na ich kolejne poczynania i pracę, która jakością przewyższa tą wykonaną przez policję. Dwie panie wytykają błędy, korzystają z konwencjonalnych metod jak ciągłe wizyty w bibliotece, ale też sięgają po nowsze zdobycze techniki, jak grupa na Facebooku. Często stają przed ścianą, w ślepym zaułku, a jednak nie poddają się i drążą dalej. Gemma, nazwana „buldogiem”, wykazuje się wielkim talentem do wyciągania z ludzi informacji, Abbie zaś metodycznie sprawdza stare gazety i skrupulatnie zapisuje historię swojej korespondencji z różnymi organami państwowymi (widzimy przez chwilę dokument worda, w którym zaznacza kolejne odmowy, który to moment jakoś mnie urzekł). Po obejrzeniu siedmiu odcinków ogarnia nas pragnienie, by sprawa rozwiązała się nie tylko ze względu na liczne ofiary, sprawiedliwość dziejową; poza tą oczywistą makroskalą chcemy również, by Gemma i Abbie miały jakąś satysfakcję ze swojej ciężkiej pracy.

Dokument trzyma w napięciu zwrotami akcji, nie prowadzą one jednak do satysfakcjonującej konkluzji. Jak często bywa w takich przypadkach, sprawa ciągle się rozwija – może doczekamy się drugiego sezonu, może będzie o sprawie trzeba doczytać na własną rękę. Może wśród widzów znajdą się kolejni świadkowie. Jeśli zaś trend na seriale dokumentalne się utrzyma, mam nadzieję, że nadchodzące produkcje będą trzymać tak wysoki poziom jak The Keepers.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

The Keepers
serial dokumentalny
Netflix, 2017

Melepeta

Koneserka krakowskiego powietrza. Żyje przecząc ruchom wskazówek zegara - jest edytorką za dnia, w nocy zamienia się w entuzjastkę popkultury. Wie, co piszczy w fandomowej trawie i posiada pokaźną kolekcję kubków o tematyce okołofilmowej. Pisze do szuflady, wenę podtrzymując paliwem składającym się z herbaty i miłości do bohaterów fikcyjnych.