Historia pewnej zbrodni (American Vandal, S01)

Historia pewnej zbrodni (American Vandal, S01)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Seriale dokumentalne to teraz a thing. Może nie wszyscy się zorientowali, i trudno się dziwić – po pierwsze, nie każdego ten temat interesuje, po drugie, w przesycie telewizyjnych produkcji czasem trudno się odnaleźć. W każdym razie, seriale dokumentalne to właśnie to miejsce, w którym w tym momencie coś się dzieje. Na przykład możemy się już spotkać z parodią gatunku, jaką jest produkcja Netfliksa pt. American Vandal.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Nie zrozumcie mnie źle,  wyśmiewanie się z dokumentu to nic nowego. Mamy nawet słowo na takie produkcje, zyskujące wciąż sporą popularność. Formę mockumentaries przyjęło kilka świetnych komedii ostatnich lat (What we do in the shadows Taiki Waititiego, Popstar: never stop never stopping Lonely Island). Długie lata triumf święciły seriale opartę o tę formułę, jak The Office czy Parks and Recreation. Kiedy Muppety wróciły krótko na ekrany telewizorów, również sięgnięto po ten zabieg. Ba, mamy nawet dwa sezony Documentary now!, czyli serialu pariodującego znane filmy dokumentalne czy popularne w nich koncepty, w formie krótkich, odrębnych odcinków. Jak na tym tle wyróżnia się American Vandal? Cóż, ostrze satyry wymierzone jest tu w konkretne produkcje, żeby nie powiedzieć produkcje Netfliksa – chodzi o detektywistyczne dochodzenie i jego serializację, z odcinkami kończącymi się przełomowymi odkryciami-cliffhangerami, dzięki którym chce się oglądać dalej. Sami twórcy jako inspirację cytują przede wszystkim Making a murderer.

American Vandal to fikcyjna historia aktu wandalizmu popełnionego w pewnej amerykańskiej szkole. Ktoś namalował sprayem dwadzieścia siedem penisów na dwudziestu siedmiu autach, stojących na szkolnym parkingu. Szybko znajduje się winowajca – Dylan, niezbyt bystry, z kartoteką pełną podobnych wygłupów, niepopularny, słaby uczeń. Zostaje wydalony ze szkoły, to jednak nie koniec jego kary – jako osiemnastolatek ma być sądzony w normalnym trybie i grozi mu wysoka grzywna. Dylan utrzymuje jednak, że jest niewinny. Dwóch kolegów, Peter i Sam, którzy razem z Dylanem zajmują się szkolnym kanałem telewizyjnym, postanawia pochylić się nad jego sprawą. Sięgają po wszystkie dostępne im środki – nagrania z CCTV, wywiady z rówieśnikami, zdjęcia miejsca zbrodni. Pozwalają wypowiedzieć się oskarżonemu i oskarżającym. Robią to w iście profesjonalny sposób i sami, obok Dylana, stają się bohaterami dokumentu.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Serial poprowadzony jest zupełnie poważnie. Wszystko – od dowodów, poprzez wywiady z postaciami, na wizualizacjach i rekonstrukcjach kończąc – jest pokazane z należytym namaszczeniem. Czołówka i muzyka nie różnią się niczym od tych z podobnych produkcji. Bohaterowie sami w sobie nie są zabawni i nie starają się być. Źródłem żartu jest tutaj zestawienie tego patosu z błahym tematem i humorem niewysokich lotów. Jednym z dowodów jest porównanie penisów narysowanych na autach i tych rysowanych regularnie przez Dylana na szkolnej tablicy. Liczne fotografie wyraźnie pokazują, że mamy tu do czynienia z dwoma stylami i innym podejściem do kwestii anatomicznego podobieństwa. Takich przykładów jest więcej. Warto jednak powiedzieć, że klimat amatorskiego śledztwa jest oddany z należytą pieczołowitością. Mamy tu wszystko – obliczanie, ile zająłby taki akt wandalizmu, testowanie puszki farby w sprayu, analizowanie zdjęć, nagrań, rozmów telefonicznych, szukanie poszlak i punktów stycznych tam, gdzie nie jest to na początku oczywiste. Trzeba przyznać, że twórcy serialu w pełni korzystają z dostępnych im mediów, pamiętając również, że akcja ich serialu dzieje się w liceum. Poszlaki są więc pełne nagrań z telefonów, snapów, filmików na youtubie, wpisów na twitterze, zdjęć z instagrama. Przykładem może tu być analiza pewnej imprezy, udokumentowanej porządnie przez wszystkich obecnych. Nagrań jest tak wiele, że udaje się dzięki nim ustalić drogę wędrującej puszki z farbą.

Dla tych, którzy obawiają się, że American Vandal to tylko bardzo długi żart na tematy falliczne – możecie być spokojni. Wiadomo, że nie brakuje tam tego motywu, a i serial moim zdaniem mógłby pozbyć się ze dwóch odcinków (całość to osiem części po około trzydzieści minut), by trochę podkręcić tępo. Nasi młodzi detektywi jednak, jak to często bywa, pod jedną sprawą odkrywają kilka następnych. Tym sposobem sprawa wandalizmu odchodzi w pewnym sensie w cień, a na przód wysuwają się szkolne dramaty, niesnaski, plotki i oskarżenia, które w dość przerysowany (chociaż im dalej, tym robi się bardziej poważnie) sposób pokazują sprawy, z którymi uczniowie borykają się na co dzień. Dylan, nasz główny oskarżony, zostaje przedstawiony zaś jako postać pełna niuansów. Widzimy, jak kłamie, nie wiemy, czy mu wierzyć, są jednak momenty, w których szczerze mu współczujemy.

Autentyczny klimat serial zawdzięcza szczególnie aktorstwu. Jest pełen nieznanych, młodych odtwórców, którzy w bardzo naturalny sposób odgrywają przed kamerą scenki, mające imitować rzeczywistość. Wcielają się w postaci, ale w taki sposób, że zapominamy o ich byciu postaciami fikcyjnymi, a widzimy prawdziwych nastolatków. To chyba największy atut serialu i duży komplement dla całego szeregu młodych aktorów. Dobre jest też utrzymanie suspensu, bo o ile na początku temat wydaje nam się dość błahy, wkrótce wciągamy się w akcję i próbujemy odpowiedzieć sobie na główne pytanie zadawane przez produkcję, czyli Who drew the dicks? Odpowiedź, jak zwykle, jest zaskakująca. Czego spodziewają się pewnie wszyscy fani gatunku, którym ta produkcja dedykowana jest przede wszystkim. Odkodowanie odniesień nie jest jednak jakieś szczególnie trudne, jeśli więc ktoś szuka zabawnej rozrywki, ukrytej pod trochę bardziej skomplikowanym frontem, to serdecznie polecam.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

American Vandal
mockumentary
Netflix, 2017

Melepeta

Koneserka krakowskiego powietrza. Żyje przecząc ruchom wskazówek zegara - jest edytorką za dnia, w nocy zamienia się w entuzjastkę popkultury. Wie, co piszczy w fandomowej trawie i posiada pokaźną kolekcję kubków o tematyce okołofilmowej. Pisze do szuflady, wenę podtrzymując paliwem składającym się z herbaty i miłości do bohaterów fikcyjnych.