Fot. Canal Plus

Wrocław jak Columbine (Belfer, S02E01-03)

Artykuł zawiera spoilery.

Piotr: Rok temu oglądaliśmy Belfra – serial kryminalny, w którym grany przez Macieja Stuhra nauczyciel polskiego szukał mordercy nastolatki z miasteczka na pograniczu Kujaw i Mazur. Dla emitującej serial stacji Canal+ był to ewidentny strzał w dziesiątkę, skoro chwalili się nim na lewo i prawo, a zaraz po finałowym odcinku zapowiedzieli kontynuację. Przyznam, że ja odebrałem Belfra bez specjalnego entuzjazmu. Trochę mi się podobał, a trochę nie. Satysfakcjonowało zakończenie, złościło, że twórcy raz robią z Zawadzkiego Supermana (co i po gębie da, i zatelefonuje do Warszawy), a kiedy fabuła wymaga, pozbawiają supermocy. Młodzież i dorośli raz zdawali się wiarygodni, innym razem przegięci. A jak wy to odebraliście?

Słoń: No bo takim serialem jest Belfer! Nierównym. Myślę tutaj o pierwszym sezonie, bo o najnowszej odsłonie niżej. Z jednej strony twórcy wiedzieli, jak trudny jest polski odbiorca serialu w drugiej dekadzie XXI w. – wymagający, wyedukowany, mający dzięki nowym mediom internetowym dostęp do produktu z górnej półki. Stawiający wymagania, ale jednocześnie otwarty na nowości. I tym bardziej cieszył ten cały szum wokół tak rzekomo dopracowanej intrygi kryminalnej. Misternie tkanej pajęczyny wątków, z aktorami, którzy dostali tylko scenariusz dziewięciu z dziesięciu odcinków, żeby maksymalnie utajnić rozwiązanie. Takiej ekscytacji serialowej chyba jeszcze nie było. Dobra, wyłączam tutaj gorączkę przed śmiercią Ryśka z Klanu i Hanki Mostowiakowej, acz to trochę inna liga. Odpowiedź na pytanie „kto zabił” okazało się interesujące i zwodnicze. Niebanalne. Wywołano zainteresowanie. Twitter szalał od domysłów, a koleżanki z pracy płakały po śmierci Kusia. Więc udało się wnieść trochę świeżości, a na pewno medialnego szumu, do świata polskich seriali. Niestety – nie uniknięto błędów, o czym nie omieszkaliśmy napisać. Ale ta buńczuczność twórców, że oto w Polsce powstanie dobry i wciągający gatunkowy serial, trwa nadal i powoduje, ze czekamy na drugi sezon. I tak, do entuzjazmu mi daleko, ale w niedzielę o 21.30 siedzę z rodziną przed telewizorem.

Michał: Pierwszy sezon Belfra wspominam jako zaledwie poprawny, a w zestawieniu z szumnymi zapowiedziami po prostu rozczarowujący. Potencjał było widać od pierwszego odcinka – aktorstwo było niezłe, zagadka kryminalna intrygowała, realizacyjnie całość prezentowała się w porządku. Ale niestety bardzo szybko wiele rozwiązań fabularnych zaczęło irytować, niekonsekwentnie prowadzone postaci męczyły i choć finał był zaskakujący, to niestety dla mnie był bardzo mało wiarygodny i słabo podbudowany. To wszystko powodowało, że na drugi sezon czekałem ze sporymi obawami. Ale zapowiedzi powrotu „najlepszego polskiego serialu” (wzdycham znacząco) i marketingowa rywalizacja z Watahą spowodowały, że postanowiłem powiedzieć „sprawdzam”.

Fot. Canal Plus

Fot. Canal Plus

Piotr: W drugim sezonie akcja przenosi się do, ponoć elitarnego, liceum społecznego we Wrocławiu. Zastanawiało mnie, czy nie będzie to skokiem przez rekina – w Dobrowicach Zawadzki szukał mordercy własnej córki, wchodził w alianse z gangsterami, tutaj natomiast jest TW bez wpisu do teczki. Osobowym Źródłem Informacji. Wyobrażacie sobie, że Fortynbras każe lekarzom poskładać Hamleta, po czym wysyła go na dwór Szwecji (bo ostatnio zaginęło tam trzech następców tronu)? Całe szczęście, że nie mam stosunku emocjonalnego do wydarzeń z zeszłego roku, inaczej mógłbym być zły.

Słoń: Motyw z przeniesieniem akcji do Wrocławia, mając w pamięci poprzedni sezon, jest jakby kwintesencją Belfra – niezła produkcja, z fajną historią, ale tracąca na szczegółach. Prosząca się o wytykanie kolejnych błędów i niedociągnięć. W drugim sezonie najbardziej felerna jest właśnie ta akcja z wtyczką policyjną w szkole. Gdyby sam oficer CBŚ wiedział, czego szuka. Ale on jedynie mówi o przeczuciu. Nie wie, że Iwo współpracował z tajemniczymi, ekstremalnymi prepersami (miśki, co czekają w bunkrach na trzecią wojnę światową), ale jakoś się domyślał, co się może stać? I pomimo tego dopuścił do masakry, wystawiając Zawadzkiego i uczniów na śmiertelne niebezpieczeństwo? Tajemnicze wagary, a sprawę bada CBŚ? No wszyscy czujemy, że nie trzyma się to za bardzo kupy. Cała reszta – pancerne szyby, Iwo dostający po papie gaśnicą, a potem dalej harcujący, powalający Zawadzkiego, który sam potrafił spuścić porządne manto. Policjanci wycięci w pień przez licealistę czy nauczyciel, który przeżył poszatkowanie na durszlak kulami – to detale. Irytujące, skłaniające do żartów, ale wpisujące się w nieustanne poczucie, że zabrakło na planie kogoś, kto krzyknął: „Ej, chłopaki, przecież to jest bez sensu!”. Problem polega na tym, że jest ciągle w nas nadzieja, że da się to wszystko wyjaśnić. Pewnie tak, a i my damy szansę twórcom. Tylko tego jest chyba za dużo…

Michał: Po tych trzech odcinkach mogę powiedzieć tyle, że nie dość, że moje obawy znalazły potwierdzenie, to twórcy negatywnie mnie zaskoczyli. Przeniesienie akcji z małego miasteczka, a tak jak wspominasz Piotrze ten lokalny element był w pierwszym sezonie bardzo istotny, nie działa według mnie na prawie żadnym poziomie. To „śledztwo” Zawadzkiego nie ma sensu już od podstaw, jego relacje z policją są karykaturalne, a historia jest nastawiona na tanie szokowanie kosztem często elementarnej logiki. Ale to co mnie osobiście najbardziej irytuje w tym sezonie to MROK wylewający się z ekranu. Tu wszystkie postaci mają tajemnice, są smutne/wkurzone/przerażone/zaszczute. Muzyka jest dramatyczna i to nawet w scenach, gdzie to wypada śmiesznie. Do tego też dostosowano stronę wizualną. Mogę docenić zdjęcia, ale nie kupuję klimatu, który próbują mi twórcy sprzedać, tym bardziej, że tego mroku nie czuję w scenariuszu i zachowaniu postaci.

Piotr: Zastanówmy się nad szkolnym światkiem liceum Słowackiego. Przyznam, że chodziłem do zwykłej szkoły średniej i nie wiem, czego oczekiwać od placówki społecznej. Kogo tam spotkam, geniuszy? Rozpuszczoną gównażerię? Ekscentryków? A może zwykłą młodzież, bo młodzież jest wszędzie taka sama, niezależnie jaka tabliczka wisi nad wejściem. Zawsze mam problem z oceną postaci dziecięcych i młodzieńczych. Zarówno w produkcjach krajowych, jak i zagranicznych, i z Belfrem nie jest inaczej. Nie pomaga obsadzenie ról licealistów dwudziestoparolatkami (nawet jeśli Michalina Łabacz to zdolna aktorka). To niby standard, a w każdej klasie licealnej znajdzie się parę osób wyglądających dojrzalej, lecz kiedy widzę takich kilkanaścioro, iluzja pryska. 

Słoń: Ile razy rozmawiam z młodszym o pięć lat bratem, zauważam, jak duża jest różnica językowa między nami. Będąc pod trzydziestkę, łapię się na tym, że młodzież mówi nieraz niezrozumiałym dialektem. Tym większy mam szacunek, gdy scenarzysta pod czterdziestkę sprawnie wychwytuje ten slang. To oczywiście jedynie część problemu, bo mówimy o portrecie całej klasy. W Belfrze to jakoś działa. Nie biję braw, nastolatki z drugiego sezonu są barwne, wiarygodne, w miarę przekonujące. Takie poprawne. Aczkolwiek wrocławskie liceum póki co jest jakąś kolebką komandosów, hakerów, femmes fatales i innych osobowości. W pierwszym sezonie też nieźle udało się stworzyć galerię małoletnich postaci. Choć do dzisiaj nie pasuje mi obraz głównego winnego, z tym, jak był on prezentowany przez dziewięć poprzednich odcinków…  

Fot. Canal Plus

Fot. Canal Plus

Michał: Trochę Was zaskoczę i ten uczniowski świat to chyba jeden z niewielu plusów. Młodzi aktorzy sprawnie wywiązują się ze swoich ról (co nie zawsze wypada dobrze, ale to wina scenariusza, a nie aktorstwa), wiele postaci ma naturalną chemię i choć niektóre dialogi, szczególnie te na lekcjach, mogą czasem razić sztucznością, to całościowo ten element kupuję. A raczej kupiłbym, gdyby nie to, o czym wspomnieliście. Klisze i to źle wykorzystane klisze. Jak zobaczę jeszcze jednego superhakera w tej szkole, to nie wiem, czy nie zejdę ze śmiechu.

Piotr: Wreszcie chyba najbardziej kontrowersyjna rzecz. Scenarzyści postanowili urządzić coś, co u nas ostatnio wydarzyło się w 1926, czyli kazać jednemu z uczniów wziąć broń i zacząć strzelać do ludzi. Widzowie zareagowali różnie. Mnie serce podeszło pod gardło. Zawsze gotowa frakcja sprawdzaczy szczegółów sporządziła całą listę zarzutów: od pancernych okien po to, że trasa ucieczki bohaterów nie zgadza im się z topografią budynku. Główny autor scenariusza, Jakub Żulczyk napisał na Facebooku, że, cytuję, co do większości zarzutów o różne rzekome nielogiczności i absurdy – po prostu oglądajcie dalej. Taaak, my też zdajemy sobie sprawę, że to dziwne, i że to na pozór absurdalne. Dajemy kredyt zaufania, czekając, że wszystko się wyjaśni precyzyjnie, niczym u Agaty Christie, czy z ironicznym uśmieszkiem zamierzamy zakrzyknąć, że król jest nagi?

Słoń: Tak, zaczęło się ostro. Bardzo ostro. Szacun za odwagę, bo cały odcinek drugi jest bardzo kontrowersyjny i komentarzy nie brakuje. Mnie najbardziej fascynuje ta zmiana konwencji. Z kryminału, gdzie wszyscy pytają kto zabił, a poważniejsze sceny akcji kumulują się z końcem, przechodzimy do thrillera. Zabójca jest znany, ale bardziej chodzi o motyw. Terroryści? Prywatne porachunki? Zagadka jest inna, ale nas dalej zżera ciekawość, jak oni to ugryzą. Belfer z Sherlocka staje się Homeland. Interesujące. Konwencja jeszcze trudniejsza niż kryminał.

Michał: Ta bardzo szybka eskalacja była dla mnie zaskakująca, ale niestety obnaża największą póki co bolączkę tego sezonu. Przedkładanie efektu zaskoczenia nad logikę wydarzeń i świata przedstawionego. To mógłby być (w teorii nadal może) niezły kierunek, ale póki co scenarzyści starają się jak mogą, aby nadwyrężyć moją cierpliwość. I nie chodzi mi już nawet o te obśmiane także przez Was głupoty z pancernymi szybami i komandosem-zabójcą (mój ulubiony nonsens to atak w szpitalu, do tej pory turlam się ze śmiechu), ale o sposób prowadzenia akcji. Cały czas chcą nas zaskakiwać, a przez to cała masa dialogów i wątków jest rwana i niekonsekwentnie rozgrywana. Niech za przykład wystarczy kwestia Karola i oskarżeń pod jego adresem. Temat przewija się w różnych sytuacjach, mamy rzucane półsłówka, prywatne śledztwo, różne oskarżenia, ale to kompletnie nie działa!

Piotr: Po burzy przychodzi cisza. Odcinek trzeci to zbieranie sił przed dalszą częścią. Fabuła po części idzie utartymi ścieżkami (ludzie przeżywający traumę w ostatnich latach są leitmotivem połowy seriali kryminalnych, jeśli nie więcej), ale wprowadza też nowości. Czy nie grozi nam kolejny skok przez rekina? Tajemnicze wagary okazują się jeszcze bardziej tajemnicze, wokół kręcą się tajemniczy ludzie, a inspektor Kędzierski z CBŚ-u właściwie przyznaje, że zaangażowanie Zawadzkiego było z jego strony czynem desperackim. Rozwiąże się to wszystko, czy raczej w drugim sezonie Belfer stawia na zaskakujące zwroty akcji?

Fot. Canal Plus

Fot. Canal Plus

Słoń: Na razie ciężko powiedzieć, w jakim kierunku to pójdzie. Scenarzyści wiedzieli, z jaką reakcją spotka się odcinek o masakrze w szkole, szczególnie biorąc pod uwagę obecną paranoję antyterrorystyczną panującą w naszym kraju. To musi zostać dobrze i wiarygodnie wytłumaczone. Odcinek drugi jest tyleż skokiem przez rekina, momentem wyraźnie unaoczniającym bezsens i absurd historii, co Rubikonem – teraz już nie ma powrotu. Nie jest jeszcze przesądzone, że Belfer w drugiej odsłonie popada w absurd, niemniej poprzeczka zostaje postawiona bardzo wysoko. Jeżeli chłopak decyduje się przy medialnym szumie zabić portiera i koleżankę z klasy, a potem daje się zastrzelić policji, to nie wiem, woźny miał coś na sumieniu? Kantorek pana portiera był centrum przerzutu koki z Afganistanu do Europy Zachodniej? Wyzłośliwiam się, ale po co było tego pana ukatrupiać? Twórcy muszą z tego dobrze wybrnąć. Czy dadzą radę? Nie mam pojęcia, ale ich buńczuczność (wspomniany post Żulczyka) mnie frapuje. (Swoją droga, jest coś nie w porządku w scenarzyście, który musi bronić swojego dzieła na fejsie, nie?) Jestem zaciekawiony, ale jak twórcy nie wybrną z tego ambarasu, który nam na razie zgotowali, to lojalnie obiecuję – nie będę miał litości przy podsumowaniu. Póki co, przez najbliższe tygodnie, w niedzielę o 21.30 nie ma ze mną kontaktu.

Michał: Nie mam pojęcia w jakim kierunku twórcy mogą to poprowadzić, bo jedyne, co jest coraz mocniej widoczne, to wpisanie drugiego sezonu w konwencję mrocznego thrillera, zamiast małomiasteczkowego kryminału. Osobiście po tych trzech odcinkach jestem bardzo na nie. Dobra strona realizacyjna to niestety za mało, abym mógł serial pochwalić, a fabularnie i konstrukcyjnie w ogóle nie czuję tej historii. Zawadzkiemu chyba trochę powinniśmy współczuć, trochę mu kibicować, ale póki co sprawia wrażenie dość nieudolnego, a fatalnie rozpisany wątek na linii Belfer–policja nie pomaga. Aktorska młodzież robi co może, ale większość wygląda jak chodzące stereotypy. A do tego już na tym etapie irytuje mnie całe mnóstwo motywów (przywołanie Nangan Khel jest moim zdaniem dużo bardziej kontrowersyjne niż rozróba z drugiego odcinka), a wiele motywów z założenia emocjonujących lub dramatycznych budzi raczej uśmiech politowania. Podsumowując, buńczuczny ton scenarzystów, o którym wspominacie, wydaje mi się być w kontekście tego co na razie widziałem niesmacznym żartem. Zobaczymy, czy Słoń będzie musiał być bezlitosny w podsumowaniu, czy ja będę odszczekiwał to, co napisałem. Chciałbym się mylić, ale na razie pachnie mi to katastrofą.

Belfer
crime drama
Canal+, 2016–

Piotr Górski
Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Dużo czyta. Ma eklektyczne gusta. Puścili mu opowiadanie w Nowej Fantastyce.

Michał Rakowicz
Michał „Jerry” Rakowicz – miłośnik horroru, kryminału i fantastyki w niemal każdej postaci, nieustannie walczący z pokusą dokupienia kolejnej książki, komiksu czy filmu do systematycznie puchnącej kolekcji. Na co dzień pisze na swoim blogu Jerry’s Tales, udziela się w licznych projektach podcastowych i jest redaktorem serwisu Carpe Noctem.

Paweł Słoń
Politolog z wykształcenia i powołania. Jako Współautor tworzy wraz z Karoliną Rybicką połowę duetu bloga DobryFilmZłyFilm. Publikował m.in. w „Znaku” i „Vice Polska”. Strefę komfortu opuszcza rysując komiksy, spisując wspomnienia z Malezji i bawiąc się w DJ-a.