Fot. The CW

Teen slasher slushie! (Riverdale, S01E01–06)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Pirjo: W drugim sezonie Riverdale bardzo mocno zboczyło w stronę podgatunku, który można określić jako współczesny serialowy slasher, wylansowany i spopularyzowany w ostatnich latach przez seriale typu Scream Queens, Scream, Sweet/Vicious, Twisted czy Dead of Summer. A jednak tamte seriale nużyły mnie, operując sztampowymi i papierowymi bohaterami, którzy wpadali w horrorowy stereotyp i ginęli w jakiś absurdalny sposób, zanim zdążyłam się do nich choć troszkę przywiązać, oraz zagadkami, na których rozwiązanie nie czekałam specjalnie, bo przecież postacie dramatu nie zdołały mnie jeszcze zainteresować. Więc porzucałam je. Postacie i seriale. Riverdale jest jednak inne. Ma wszystkie zalety slashera – wartką akcję pełną dramatycznych zwrotów, napięcie, brutalne zbrodnie, wzajemne podejrzenia – równocześnie unikając wad takich jak sztampa, płaskość, jednowymiarowość. Ma również ten cudowny i wysmakowany klimat vintage, podkreślony perfekcyjnie zaaranżowaną muzyką Josie and the Pussycats, kostiumami uczniów Riverdale High czy wystrojem lokalnego dinera, Pop’s. Wydaje mi się, że atrakcyjność sezonu numer dwa, z zagadką Czarnego Kaptura, leży w dużej mierze w kapitale, jaki zbił sezon pierwszy, rozwijający sylwetki bohaterów, wprowadzając ich na scenę stopniowo i konsekwentnie pogłębiając, jak każda dobra teen drama. Teraz, gdy Kevin idzie do lasu, desperacko szukając miłości, czujemy jak bardzo graniczne jest to doświadczenie dla bohatera, którego znamy od samego początku i wiemy jaką drogę przeszedł, by znaleźć się w tym punkcie. Teraz, gdy Betty, na życzenie mordercy, rani Veronikę, trafia do nas każde słowo jej gorzkiej przemowy. Czy zgodzisz się ze mną, że drugi sezon buduje na podwalinach pierwszego i że właśnie dlatego zawrotne tempo slashera nie oznacza spłycenia całości? Co myślisz o stylu sezonu numer dwa?

Fot. The CW

Fot. The CW

Marianna: To było pewne ryzyko, zmienić w sumie formułę serialu. Trzeba było obstawić, dlaczego tak właściwie zyskał popularność – czy to postaci, czy klimat, czy fabuła. Mocne reklamowanie się „młodzieżowym Twin Peaks” nie wskazywało na taką zmianę, ale przecież opłaciło się. Nie jest to jakaś nowość, zmienianie kierunku z każdym nowym sezonem, ale Riverdale ten zabieg zrobił zdecydowanie dobrze. Mamy świeży start, kiedy bardziej obchodzi nas los bohaterów, chcemy, żeby przeżyli, w odróżnieniu od połączenia mniej emocjonalnego, a bardziej z ciekawości – „kto zabił” z sezonu pierwszego. To ciekawe, że mamy do czynienia bardziej z rebootem gatunkowym niż rebootem w ogóle, bo przecież wątki są dobrze kontynuowane. I pewnie gdyby było odwrotnie, zaczęło się od slashera a przeszło w zagadkę zbrodni, serial niezbyt by mnie interesował. A tak, nawet jeśli nie przepadam za tym gatunkiem, dałam mu dalej szansę i nie zawiodłam się.

Pirjo: Pomówmy o bohaterach i bohaterkach. Muszę przyznać, że najmocniej empatyzuję z Betty, która wydaje mi się najbardziej wielowymiarową postacią. Z pierwszego sezonu pamiętamy jej „mroczną stronę”, wizualnie i formalnie cały czas mamy do czynienia ze „słodką Betty”, dumą Riverdale, ale równocześnie jest ona odważna, ciekawska, praworządna i nieustępliwa, twardsza niż wiele innych postaci. Zdecydowanie odświeżyła dla mnie koncept „Nancy Drew”. Imponuje mi, że zna się na szyfrach i na mechanice samochodowej. Przyznaję też, że ekstremalnie mocno shippuję „zakazany” związek Betty i Juga, co sprawiło, że jeden z ostatnich odcinków, ten w którym Czarny Kaptur nakazał jej zerwać z chłopakiem przeżyłam prawie tak, jakby krzywda działa się komuś bardzo mi bliskiemu. Sytuacji nie poprawiał fakt, że psychiczne tortury, jakim morderca poddaje Betty, zostały odegrane fantastycznie i młodą bohaterkę ma się ochotę raz przytulić a potem zaraz – zejść jej z drogi. You go, girl! Inaczej mówiąc, podoba mi się, że mrok „podgryza” Betty z dwóch stron, z jednej są to jej własne anarchistyczne instynkty nakłaniające ją do porzucenia swoich koronnych cech – opiekuńczości i empatii – i do przyjęcia roli „Mrocznej Betty”; z drugiej to wypaczający owe szlachetne cechy Zamaskowany, który odczytuje je jako radykalne, interpretując wzniosłe przemówienie Betty na swój wykoślawiony sposób. Prawdziwa Betty porusza się wąską i wyboistą ścieżką pomiędzy tymi skrajnościami. Między odrzuceniem praworządności, a jej zradykalizowaniem. Dość aktualny komentarz, jakby się głębiej zastanowić.

Fot. The CW

Fot. The CW

Ogólnie jednak, choć postacie ewoluują to jednak nie wychodzą poza pewne charakterologiczne ramy, co bywa problemem w innych serialach. Tutaj dokładnie wiemy, kogo na co stać, a jeśli pokazuje się nam znaczącą zmianę, to jest ona ważna, celebrowana, nie lekceważona. Nikt nie ignoruje raptownych „zmian charakteru”. Bohaterom można więc na swój sposób ufać. Lubię to!

Marianna: Co do Betty, czekam z niecierpliwością, czy wątek jej podwójnej natury zostanie wykorzystany jeszcze bardziej. Riverdale to trochę taki serial, po którym można się spodziewać wszystkiego. W pierwszym sezonie obstawiałam na przykład, że Betty wcale nie ma siostry, a tak naprawdę ma rozdwojenie jaźni – czyż nie byłoby to ciekawe? Teraz trochę czekałam, że ona okaże się mordercą, ten myk z kominiarką… Może nie byłoby to dobre rozwiązanie i trudno by było się pogodzić z utratą takiej dobrej bohaterki, a jednak coś tam w środku siedzi. Co do jej związku z Juggym, warto wspomnieć, że w aktualnych komiksach o Archiem Jughead określa się jako aseksualny. Dużo było dyskusji na temat zignorowania tego faktu w serialu, podobno sam odtwórca roli Cole Sprouse walczył o to zaciekle. Pomijanie możliwości na reprezentację nie jest dobre, ale co by nie mówić – wątek Betty i Juga pod względem romantycznym wychodzi im zdecydowanie najlepiej. To pocieszenie, że jeśli nie mamy bohatera aseksualnego, to jest chociaż w sensownym związku, opartym na jakichś podstawach (co nie jest oczywiste w teen dramach).

Jeśli chodzi o resztę bohaterów, cieszy mnie, że zmieniła się pewna ważna kwestia – Archie jest w końcu w centrum wydarzeń. Co prawda pod koniec zeszłego sezonu się zaangażował, na początku jednak rozłożenie akcentów było bardzo nierówne. Betty i Jug prowadzili śledztwo, Veronica zamieszana była w aferę z ojcem, Archie zaś dokonywał ciężkiego wyboru między karierą muzyczną a sportową… Teraz Archie organizuje bojówki i chce bronić wszystkich ważnych dla siebie ludzi. Do twarzy mu z tym. Dostało się za to Veronice, której priorytety to chwilowo związek i naprawianie relacji rodzinnych – wątek na razie niezbyt rozwinięty, jeśli jej bunt wyraża się na przykład poprzez picie mimosy do śniadania. Więcej czasu ma Kevin i Reggie (z nową twarzą – mam nadzieję, że aktor, który wybrał drugi sezon 13 Reasons Why nie będzie żałował), Cheryl skrywa tajemnicę. Moje ulubione momenty to te, kiedy wszyscy zbierają się razem.

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Oj, tak. Wtedy najlepiej widać, że to jest żywa, naturalna, zróżnicowana grupa uczniaków. Kleją się ze sobą organicznie. Jeśli natomiast chodzi o samą zagadkę – tajemniczą śmierć z pierwszego sezonu zastąpił w sezonie drugim cały cykl zgonów i zamaskowany seryjny morderca. Czyli zbrodni jest więcej, tempo szybsze, otacza nas wirująca karuzela zdarzeń. Może się powtórzę, ale dzięki rozbudowanemu uniwersum, dzięki temu, że znamy i lubimy bohaterów – zagadka nie jest tu pierwszoplanowa, jak w innych serialowych slasherach, gdzie ciągle tylko byśmy się zastanawiali, kto ukrywa się za maską. Tutaj zbrodnia jest drugoplanowa, co jest fantastyczne! Pierwszoplanowe są za to przyjaźnie, miłości, relacje z rodzicami, trudne wybory dnia codziennego. Ale także: narkotyki, gangi, próby gwałtu. Te „normalniejsze”, ale chyba bardziej przerażające wątki. Serio, mocniej niż kolejny „atak mordercy” ciekawi mnie każda konfrontacja Betty z (cudowną! Wspaniale nabierającą głębi! Charyzmatyczną!) matką i bardziej wzruszają sceny takie jak ta, w której Luke Perry wchodzi po schodach, żeby pogadać z serialowym synem, ale zatrzymuje się z półuśmiechem słysząc, że ten nie jest sam i rozmawia w pokoju z Veroniką. Delektuję się tymi scenami.

Jeśli chodzi o „pokolenie rodziców” irytują mnie państwo Lodge, zbyt przerysowani i złowrodzy jak na mój gust, w jednym z odcinków nawet ostentacyjnie grający ze sobą w szachy! Uczłowieczyłabym ich trochę. Nie przepadam też za ojcem Betty, jest nudny na tle innych „dorosłych”. Bardzo lubię szeryfa (ale rodziców-szeryfów lubię po całosci, vide szeryf Stilinsky z Teen Wolfa i jego relacja ze Stilesem, ceniłam też mamę Caroline w Vampire Diaries, nie mówiąc o szeryf Jodie w Supernatural). Przedstawiciele władz to zwykle najbardziej przydatni i domyślni, najlepiej „ogarnięci” dorośli – bardziej niż rodzice, nauczyciele, przywódcy gangów – w tego typu teen dramach. O, pani burmistrz też za bardzo gra „na jedną nutkę” póki co. I mama Cheryl. W pierwszym sezonie to było ok, bo postacie się dopiero wyłaniały. Teraz płaskość niebezpiecznie obniża jak dla mnie jakość całości, zbliża rzecz do typowego slashera, liczę że docelowo także te trzecioplanowe postacie zyskają nieco kolorów. A które postacie ty lubisz najbardziej, a za którymi nie przepadasz – i dlaczego?

Marianna: Pokolenie rodziców średnio mi imponuje, chociaż wejście pani Cooper na imprezę to było coś! Chyba najbardziej interesuje mnie Jughead, teraz naprawdę sam, z ojcem w więzieniu, próbujący szczęścia w innej szkole i jako członek gangu. Jug jest trochę jak Betty, też ciągnie go w stronę mroku, czy też w jego przypadku – w stronę gangsterskiego dziedzictwa. Cały motyw z jego inicjacją… No i dostało mu się już nieźle w ciągu tych paru odcinków, to przykre.

Masz rację, że wątki rozwijają się równolegle, trochę jest o związkach, trochę o zbrodniach, a jednak powoli to zaczyna nabierać większego sensu, bo początkowo mało poważny wątek imprezowych narkotyków nabrał wyraźnie tempa. Nie tylko przyczynił się do większej stygmatyzacji Southside, ale też, dzięki rewelacjom ze strony Cheryl, mamy kolejną zagadkę tajemniczego dilera, który jest wyraźnie zamieszany w jakieś wydarzenia z jej dzieciństwa. Jeśli już przy Cheryl jestem to nie mogę nie wspomnieć o scenie, w której jej niedoszły oprawca zostaje porządnie skopany przez jej koleżanki, w rytm coveru Out tonight. Fragment, który w czasie emisji wydawał się wyjątkowo aktualny, żeby nie powiedzieć satysfakcjonujący.

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Zgadzam się, to była świetna scena i komentarz podszyty motywem kobiecej solidarności. Takie sceny działają mocniej nią wydumane akcje Kaptura. Ale pochylmy się nad stroną wizualną serialu. Jest taki ładny! Niektóre sceny są jak wycięte żywcem z komiksowych kadrów, na przykład ta w której ubrana w ikoniczną pelerynę Ronnie interweniuje pojedynczym strzałem z pistoletu w nocną bójkę chłopaków, jak scena inicjacji Jugheada, roztrzęsiona Betty na samotnej ławeczce pod latarnią w środku nocy, czy kolejne „wejścia” zawsze doskonałej Cheryl, na przykład scena, gdy otwierała ostatnio wyścig. Magia! Momenty, w których serial przechodzi na stronę onirycznej idylli, gdy porusza się na granicy snu i jawy, budując obrazy jak z mrocznej baśni… są unikatowe i zupełnie odróżniają Riverdale od reszty współczesnych slasherów. W osiągnięciu tego klimatu z pogranicza baśni i noir pomaga muzyka, pomaga scenografia, pomaga dialog okraszony niebanalnymi one-linerami i klimatyczna narracja z off-u. Jesli chodzi o teen slashery – zdecydowany level up. Dodatkowo mamy tu świadomą zabawę tropami znanymi z seriali (i komiksów!) gatunkowych, i to jest naprawdę sprawnie zrobione. Z lekkim przymrużeniem oka, staroświecko, z szacunkiem dla tradycji Archie’s Comics. Riverdale zdecydowanie „ma swój styl”.

Marianna: Nawet mocno farbowany Archie bardziej pasuje niż zwraca uwagę na dużą ingerencję fryzjera :) Tak, dobrze gra ta strona wizualna. Każde wnętrze ma swój klimat, w tym sezonie mieliśmy szansę lepiej poznać stronę południową miasteczka, a Southside High to idealna „patologiczna” szkoła, w której żadna ściana nie uchowa się przed graffiti, a dyrekcji wyraźnie nie stać na rachunki za prąd, tak wszędzie jest ciemno. Nawet narkotyki są tu stylowe! Nie mamy woreczków, pigułek, mamy papierowe, słodziutkie rurki, w których skrywa się proszek. Spokojnie można się z taką rureczką pojawić w stylizowanym na lata 50. dinerze Pop’s i pasować. A kiedy organizowany był nielegalny wyścig samochodów, bardziej przypominał ten z Grease niż z Szybkich i wściekłych.

Pirjo: No właśnie! Ten odcinek aż ociekał Greasem (sucharowy pun intended ;) ). I nie można nie wspomnieć o klasykach motoryzacji z lat 60! Jug ściga się śliczniutkim Chevelle SS! Podsumowując, nie dziwię się, że ten serial podoba się tak nastolatkom, jak i dorosłym. W zasadzie tej jesieni moi znajomi (i ja!) najwięcej i najbardziej emocjonalnie dyskutują o Stranger things i Riverdale. Szczególnie ci znajomi, którzy oglądają tylko kilka tytułów, którzy latem śledzili wyłącznie Grę o tron, którzy nie mają czasu na zbyt wiele telewizji na raz. Obydwa te seriale mają wiele zalet i w sumie niewiele wad. Riverdale jest dobrze, starannie zrobione i oglądanie go sprawia przyjemność, jest czystą rozrywką, ale rozrywką „jakościową”. A w oglądaniu seriali liczy się przede wszystkim satysfakcja, prawda?

Fot. The CW

Fot. The CW

Riverdale
crime, teen drama
The CW, 2017-