Once more, with feeling (muzyczne momenty w serialach)

Once more, with feeling (muzyczne momenty w serialach)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Parę miesięcy temu odbyła się gala MTV Movie & TV Awards, niezbyt prestiżowa, za to popularna impreza, która też w tym 2017 roku przeszła trochę zmian. Szerzej komentowaną była ta o braku rozdzielenia nagrody aktorskiej ze względu na płeć (a tak się akurat złożyło, że w obu kategoriach, filmowej i telewizyjnej, statuetki popcornowe odebrały panie, w tym Millie Bobby Brown za Stanger Things). Kolejną innowacją było dodanie kategorii o nazwie Best Musical Moment, która w praktyce jest może trochę modyfikacją Best Song, zasady kwalifikacyjne są chyba jednak dość luźne, bo wygrało You can’t stop the beat z musicalu Hairspray Live!.

Impreza odbyła się dawno temu, o co więc chodzi? Ano o to, że ten „moment” w nazwie kategorii kazał mi zastanowić się na chwilę nad tym, że dobieranie utworów komplementujących efekt wizualny nie polega tylko na wyszukiwaniu najlepszej, najfajniejszej piosenki. Chodzi o połączenie, kontekst i wydźwięk. Dlatego czasem theme song serialu to niekoniecznie ten utwór, który najbardziej z danym dziełem kojarzymy. Fan Supernatural bezsprzecznie wzruszy się, kiedy usłyszy pierwsze nuty Carry on my wayward son. Chirudzy mieli piosenkę w czołówce (Psapp – Cosy in the Rocket), a i tak bardziej w pamięć zapadło How to save a life, wykorzystane w sezonie 2. Chirurdzy to w ogóle dla mnie ciekawy przypadek muzyki idącej ramię w ramię z serialem, bo to jeden z pierwszych przypadków, kiedy po emisji odcinka szukałam całej listy wykorzystanych utworów. Widać też, że twórcy przywiązują wagę do muzyki, kiedy płytę ze składanką można potem kupić w sklepie. Nawet nasza swojska Magda M. (chyba pionier na polskim rynku jeśli chodzi o wykorzystanie popularnych utworów, więc chodź, pomaluj mój świat…) miała taką płytę. Dzisiaj sprawa ma się trochę inaczej, bo każdy może utworzyć playlistę do serialu i dzielić się nią na platformie streamingowej. Działa to o wiele szybciej.

Podejścia do muzyki w serialach są bardzo różne, wszystko zależy tu od gatunku, stacji czy po prostu wizji twórców (tworzenie klimatu epoki, jak w Vinylu, albo pewne anachronizmy, jak Retrograde Jamesa Blake’a w drugim odcinku Masters of sex, skądinąd bardzo wiernie trzymającym się realiów). Jeszcze inaczej sprawa ma się z serialowymi musicalami (albo odcinkami musicalowymi, wciąż popularnymi – w tym sezonie mieliśmy takie w The Flash i Once upon a time) – tam piosenki powinny popychać akcję do przodu. Różnie radziło sobie z tym Glee, mieszając występy z piosenkami rodem z Top 40 z intymnymi wyznaniami na boku w rytmie bardziej znaczących utworów. Czasem chodzi o efekt komediowy (Brooklyn 99 does the thing). Nie mówiąc już o ścieżce dźwiękowej w rozumieniu typowym, komponowanej, która idealnie podkreśla te emocje, które właśnie mamy czuć (mam love-hate relationship z muzyką do The Knick, za to kto nie przeżywał finału 6 sezonu GoT i utworu Light of the Seven?).

Dywagacje odkładając na bok, ułożyłam własną listę najlepszych serialowych muzycznych momentów sezonu 2016/2017. Tekst powstawał jakiś czas, więc zakres jest niezbyt aktualny (a i też nie oglądam może tylu nowości), z powodzeniem mógłby być jednak początkiem cyklu albo zaproszeniem do dyskusji. Lista jest bardzo subiektywna, kolejność nie ma znaczenia, a głównym kryterium było wykorzystanie istniejących już utworów w taki sposób, żeby razem z treścią sceny tworzyły najlepszy efekt.

Legion S01E01 – Happy Jack, The Who

Cóż za otwarcie serialu. Utwór The Who wprowadza nas od razu w klimat – będzie trochę psychodelicznie (rodem z lat 60.), będzie dobra muzyka, będą się działy rzeczy, które samemu trzeba złożyć w całość. Będzie śmiesznie i strasznie. Happy Jack gra w tle wydarzeń, które zaczynają się dość niewinnie, podążamy za pierwszymi momentami życia małego chłopca, którego dzieciństwo nie różni się niczym od dzieciństwa innych małych chłopców. W pewnym momencie coś jednak zaczyna się psuć. David dawno już nie był „happy”, jak dowiadujemy  się z tego krótkiego i treściwego montażu, a skoczna, kontrastująca z wydarzeniami na ekranie melodia jeszcze bardziej pogłębia wrażenie, że coś tu jest bardzo nie tak.

Riverdale S01E11 – Kids in America, K.J Apa, Camila Mendes

Riverdale, jeszcze zanim stało się slasherem, częściej sięgało po muzyczne momenty, czy to za sprawą Josie and the Pussycats, czy grupy cheerleaderek. Wspólny występ Archiego i Veroniki jest kwintesencją pierwszego sezonu: oto gwiazdy szkoły, nowa para, występują na balu, ku uciesze tłumu. W tle zaś, za tą pompą i dobrą zabawą, dzieją się rzeczy mroczne i dramatyczne – policyjny nalot, odnalezienie narzędzia zbrodni. Gdybyśmy chcieli komuś zareklamować serial, ten klip byłby do tego idealny. Można z niego wywnioskować wszystko – będą ładni ludzie, będą dramy w związkach, będą gwiazdy młodzieżowych produkcji sprzed lat, będzie morderstwo i dziwne porachunki, ale będzie bardzo kolorowo. Do tego młode gwiazdy serialu całkiem dają radę wokalnie.

13 Reasons Why S01E13 – Vienna, Ultravox


13 Reasons Why, dawno nie było serialu, który wywołałby tyle emocji. Wiem, że niektórzy nie mają zamiaru po niego sięgać, jeśli jednak kiedyś szukalibyście jakichś muzycznych rekomendacji, lista użytych w nim utworów to bardzo dobry start. Ultravox pojawia się w kluczowej scenie, w której Hannah ostatecznie podejmuje decyzję, że nic jej tu już nie trzyma. This means nothing to me, słyszymy, kiedy wsłuchamy się w tekst, więc z jednej strony to dość wyraźne oddanie tego, co Hannah właśnie przeżywa; z drugiej, cały soundtrack to miks nowych indie przebojów i starych hitów, tworzących retro klimat razem z walkmenem i kasetami. Klisza, a jednak chwyta za serce.

The Magicians S02E09 – One day more, obsada

Moment musicalowy w serialu fantasy – nie jest to rzecz aż tak niespotykana. Jak zwykle, czary są tu zaangażowane w całą sprawę, ale poza tym The Magicians wykorzystuje motyw w sposób charakterystyczny dla całego serialu: pomysłowy, dziwny, śmieszny. Elliot, przygotowujący się do pojedynku na miecze, potrzebuje czegoś na odwagę. Margo wykorzystuje jego zamiłowanie do teatralności – rzuca czar na siebie i resztę poddanych i wszyscy razem wykonują własną wersję One day more z Les Miserables. Tekst i obsada ról pasuje do sytuacji, my śmiejemy się, ale i wzruszamy, a przeciwnicy patrzą w szoku, jak król Fillory zbliża się do nich w towarzystwie całego dworu, śpiewając nieznaną w ich rzeczywistości piosenkę.

Black Mirror S03E04 – Heaven is a place on earth, Belinda Carlisle

Hit lat 80., którego nikomu nie trzeba przypominać, wesoła piosenka o optymistycznym tekście, ale w Black Mirror? Tym strasznym serialu, który trzeba sobie dawkować, żeby nie pogrążyć się w rozpaczy? Tak, ale i San Junipero to odcinek wyjątkowo optymistyczny, a przy tym wcale nie odstający od reszty, jeśli chodzi o poziom zagłębienia się w ludzkie powiązania z technologią. Kiedy słyszymy tę piosenkę po raz pierwszy, jest po prostu dyskotekowym hitem. Kiedy wybrzmiewa na końcu, wiemy, że niebo faktycznie jest miejscem na ziemi, gdzie udały się główne bohaterki.

Braindead S01E01 – You might think, The Cars


Braindead to serial, który nie pożył zbyt długo, a jego zwariowana fabuła niezbyt przypadła widzom do gustu. Trochę szkoda. Satyra może nie była w nim zbyt ostra, a może to, co działo się naprawdę w życiu politycznym, skutecznie zniechęciło do oglądania komediowej produkcji. Jednak piosenką, którą będę z nim zawsze kojarzyć, jest wesołe You might think. Dlaczego? Bo to piosenka-narzędzie. Katalizator, znak rozpoznawczy tytułowych bezmózgich, czyli ludzi, którym mrówki z kosmosu wyżarły mózg, by stali się bardziej radykalni, ale i „czyści” życiowo. Kiedy dochodzi do naszych uszu ta prosta melodia, to znaczy, że temu bohaterowi powinniśmy przestać ufać. Utwór ma też tę zaletę, że nie nudzi się ani nie drażni, chociaż słyszymy go kilka razy. Cecha charakterystyczna ejtisowych hitów…

Dodatkowo każdy odcinek Braindead zaczynał się muzycznym przypomnieniem „previously on”, prostą gitarową melodią i bardziej mówionym niż śpiewanym tekstem, może trochę na wzór protest songów?

The Young Pope S01E04 – I’m sexy and I know it, LMFAO

Kto kojarzy chociaż trochę twórczość Paolo Sorrentino, ten zna jego zamiłowanie do wykorzystywania w swoich filmach wyrazistych piosenek, które często tworzą wraz ze sceną pewien przesyt bodźców. Nie inaczej jest w tym przykładzie. Utwór, który już w chwili premiery rozumiał, że jest napisany dla żartu, po latach tylko jeszcze bardziej kojarzy się z memami. W jego takt jednak młody papież Pius XIII mierzy galowe szaty, zdając sobie dobrze sprawę nie tylko z tego, że wspaniale się prezentuje, ale i z otaczającego go bogactwa. Pycha i chciwość nie są grzechami, które skrywa przed światem. Nic zaś nie przebije ujęcia, w którym chmara kardynałów schodzi po schodach w rytm znanego wszystkim bitu.

Westworld S01E01 – Paint it black, wersja symfoniczna

Westworld kilka razy sięgnął po covery znanych przebojów, Paint it black z pierwszego odcinka pozostaje w moim sercu dlatego, że jest tłem dla przedstawienia mojego ulubionego bohatera, czyli Hectora. Jego przyjazd do miasteczka to nic innego jak realizacja wymyślonego w laboratorium scenariusza, element show. Hector jest idealną kreacją, a finał narracji z napadem na saloon świadczy tylko o przemyślności autora, Sizemore’a. Utwór wydaje się nawet grać bardziej z (hipotetycznego) radio w jego biurze niż w świecie bohaterów – jakby ktoś pomyślał „czy nie byłoby śmiesznie, gdybyśmy sprzedali im popularny rockowy kawałek jako tradycyjną melodię jakiegoś kompozytora?”. Ten mały element meta dodaje całej scenie smaczku.

Melepeta

Koneserka krakowskiego powietrza. Żyje przecząc ruchom wskazówek zegara - jest edytorką za dnia, w nocy zamienia się w entuzjastkę popkultury. Wie, co piszczy w fandomowej trawie i posiada pokaźną kolekcję kubków o tematyce okołofilmowej. Pisze do szuflady, wenę podtrzymując paliwem składającym się z herbaty i miłości do bohaterów fikcyjnych.