Fot. Amazon

Panna z mokrą głową (The Marvelous Mrs. Maisel, S01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery, przede wszystkim z pierwszego odcinka.

Cudowna Pani Maisel to nowy serial pary rozpoznawalnej w serialowym świecie głównie jako twórcy kultowych Gilmore Girls (oraz krótkotrwałego, nieodżałowanego Bunheads) – Amy Sherman-Palladino i Dana Palladino. Ale o ile Bunheads na swój sposób próbowały skopiować formułę GG (i nie udało się), nowy serial jest dojrzalszy, poważniejszy, świeższy. Zachowane zostały największe atuty poprzednich tytułów, czyli wartki, błyskotliwy, ironiczny dialog i postacie, które nawet jeśli z pozoru są antypatyczne albo komediowe – okazują się w gruncie rzeczy wielopłaszczyznowe, zrozumiałe, na swój sposób miłe. Bogate i gęste, choć charakterystyczne. Nie da się ich tak całkiem nie lubić, nawet jeśli zupełnie się z nimi nie zgadzamy. Przyznacie, że to ciekawa cecha w czasach, gdy jednym kliknięciem usuwamy ze znajomych osoby o odmiennym światopoglądzie? Amy Palladino udowadnia też, że umie pisać postacie w różnym wieku i że ma oko i ucho do międzypokoleniowych tarć i do uchwycania relacji rodziców z dorastającymi lub dorosłymi dziećmi.

Fot. Amazon

Fot. Amazon

O czym jest serial? Idealne (choć pod wieloma względami sztuczne) życie naszej bohaterki, Miriam zwanej pieszczotliwie Midge, rozsypuje się, gdy jej mąż postanawia odstawić Dona Drapera i porzucić żonę, by związać się z sekretarką. Jesteśmy w ekstremalnie wystylizowanych latach 50. i w pocztówkowym, musicalowym Nowym Jorku. Do tej pory bohaterka krok za krokiem realizowała oczekiwania swojej poważanej, żydowskiej rodziny, odbierając stosowną dla panien z dobrego domu edukację, zakochując się w żydowskim chłopcu z odpowiedniej rodziny (a miłość była prawdziwa i silna, nie myślcie sobie), biorąc idealny ślub, zamieszkując we wspaniałym apartamencie z widokiem na Central Park, rodząc mężowi dwoje perfekcyjnych dzieci (dziewczynkę i chłopca, rzecz jasna), i z wdziękiem pełniąc całodobową rolę pani domu (pilnując na przykład, by mąż przypadkiem nie zobaczył jej bez makijażu). Wspierając męża we wszystkich jego planach i poczynaniach i marzeniach, jak przystało na podporządkowaną, troskliwą żonę. Te sytuacje z przeszłości oglądamy w licznych retrospekcjach i już wtedy widać wyraźnie, że nasza dziewczyna zawsze była kimś więcej niż typową córką i żoną. Jej inteligencja, siła, a wreszcie poczucie humoru są dla wszystkich wyzwaniem – i jak się okazuje, także dla męża. W pewnym sensie to właśnie osobowość żony, wyzierająca spod przyjętej konwencjonalnej roli, staje się powodem, dla którego mąż odchodzi do zwykłej, mało wymagającej, głupawej, nastoletniej sekretarki. Joel nie umie sobie po prostu poradzić z charyzmatyczną i superzdolną – ewidentnie zdolniejszą od niego – partnerką.

Fot. Amazon

Fot. Amazon

Co dalej? Miriam po raz pierwszy w życiu zostaje sama – i po początkowym szoku wyrywa się z przygotowanego dla niej społecznego schematu. Nie musi już niczego udawać, może być sobą – cokolwiek to znaczy. Wraca do mieszkania z rodzicami, idzie do pracy zawodowej, zdobywa nowych znajomych, przeżywa zupełnie nowe przygody. Chłonie świat rozpościerający się poza dotychczasową tęczową bańką, w której ją trzymano, pod kloszem, w klatce, bezpiecznie i klaustrofobicznie, jak cenną ozdobę. A przede wszystkim – bystra i ironiczna Midge postanawia zostać… komikiem prezentującym stand up.

Pierwszy sezon to osiem odcinków, w każdym poznajemy inny aspekt rzeczywistości, inny problem, inną przygodę, która ma na bohaterkę wpływ i zostaje przez nią przefiltrowana, stając się źródłem inspiracji i nowego, życiowego doświadczenia. Niby jesteśmy w latach 50., ale nie da się ukryć, że uprzedzenia panujące w dawnym Nowym Jorku, że stereotypy dotyczące roli kobiet w społeczeństwie są bardzo aktualnym komentarzem do współczesnej rzeczywistości. Z niektórych ograniczeń Midge dopiero teraz zdaje sobie sprawę – obserwujemy, jak wzrasta jej świadomość i rodzi się bunt. I jak trafnie bohaterka jest w stanie wypunktować swoje obserwacje, nadając im atrakcyjną formę performansu. Aktorka obsadzona w tej roli, Rachel Brosnahan, w zasadzie ciągnie cały serial, bez niej mógłby się nie udać, mógłby się okazać banalny albo nieprawdopodobny. Ale państwo Palladino mają rękę do trafnych castingów, aktorka jest fenomenalna. Umiejętnie łączy cechy idealnej gospodyni domowej jak z dawnej, amerykańskiej reklamy, „jak z pudełeczka”, perfekcyjnie ubranej, uczesanej, z przerysowana mimiką, doklejonym uśmiechem – i roli dramatycznej, roli ciepłej, żywej kobiety. Aktorce – i bohaterce – nie brakuje tak charyzmy, jak i entuzjazmu. Wierzymy w tę pełnokrwistą postać nawet gdy (wraz z konwencją serialu) balansuje na granicy kiczu.

Bardzo dobrze wypadają w Marvelous Mrs. Maisel postacie drugiego planu, pokazywane z wielu perspektyw, nikt nie jest jednoznaczny. Moim ulubieńcem stał się ojciec bohaterki, Abe, profesor matematyki na uniwersytecie Columbia, osobnik skłonny do kategorycznych twierdzeń, najpaskudniejszych uprzedzeń, narzucania swojej woli, starotestamentowego wręcz „gromienia” – ale potrafiący też być wyrozumiałym i kochającym ojcem i mężem. To rola na miarę Emily Gilmore! Cieszy mnie też Bailey De Young z Bunheads (i z Faking it) w roli koleżanki bohaterki, Imogen. Wspaniały jest odcinek z epizodyczną rolą Jane Lynch.

For. Amazon

Fot. Amazon

Jeśli Gilmore Girls były teen dramą, serialem dla licealistów, to Mrs Maisel jest dla studentów. Wydaje mi się, że przeskoczyliśmy co najmniej o jeden poziom w górę. Stars Hollow było utopią prawie całkiem odklejoną od rzeczywistości, polityki, prawdziwych społecznych konfliktów i zmian. Opowieścią o sennym miasteczku pogrążonym w sielankowym bezczasie. Tonacja kolorystyczna Marvelous Mrs. Maisel jest podobna, to przesłodzony i sztuczny technikolor, w tle słyszymy muzykę towarzyszącą bohaterom, tak samo jak w Stars Hollow – pierwszoplanową. Podobieństw jest wiele, rozpoznajemy ten styl, a jeśli go lubiliśmy – pokochamy nową odsłonę. Ale w Nowym Jorku, choć obfituje w urocze postaci i sceny, znajdziemy dużo więcej słodko-gorzkich kontekstów i zderzeń ostrych jak brzytwa, wprost odnoszących się do problemów dzisiejszego świata. Nadal oglądamy miły, przyjemny, ładny serial, to prawda, nie wychodzimy poza pewną butikową lekkość. To rozrywka, komedia, zabawa. Ale tam, gdzie Gilmore Girls były pluszowe i okrąglutkie, słodkie jak cupcake, Nowy Jork jest brutalny i do smaku doprawiony pieprzem cayenne. Na domiar wszystkiego – postacie klną jak przysłowiowi szewcy!

Fot. Amazon

Fot. Amazon

Na koniec napiszę tak – jestem wielką fanką barwnej gromadki mieszkańców Stars Hollow i perypetii wielopokoleniowej rodziny Gilmore, które oglądałam niejeden raz i pewnie będę do nich wracać. Mam jednak nadzieję, że Pani Maisel pozwoli Amy i Danowi Palladino oderwać się od tamtej franczyzy, tamtego nieco już trącącego myszką i wyczerpanego uniwersum, i zająć się czymś świeższym, doroślejszym, bardziej przemyślanym i aktualnym. Czekam na drugi sezon!

Marvelous Mrs. Maisel
dramedy
Amazon, 2017–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Latest posts by Pirjo Lehtinen (see all)