Fot. Netflix

Mocy nostalgii, przybywaj! (The Toys That Made Us, S01E01-04)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Dokumentalny serial Netfliksa o zabawkach – czy raczej o zabawkowo-gadżetowych franczyzach i ich burzliwej historii – spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem widzów i wcale się temu nie dziwię. W końcu niewiele obiektów miało dla nas tak wielką, życiową wartość jak figurki, lalki, pojazdy, którymi bawiliśmy się w dzieciństwie i były one tej magicznej krainy kluczowym elementem, bez względu na to, czy mieliśmy dzieciństwo sielskie, traumatyczne czy może „mieszane”. Własne, małe światy pozostaną w naszej pamięci na zawsze, prawda? A nostalgia to, wiadomo, potężna siła. The Toys that Made Us jest więc w tej nostalgii solidnie i z premedytacją osadzone, widać to już w czołówce serialu – dorośli zachowujący się jak dzieci – i szczególnie osoby, których dzieciństwo przypadło na lata 80. i 90. odnajdą w Netfliksowej produkcji sporo wzruszeń. Sama niejednokrotnie podskakiwałam przed ekranem z radości, wołając: miałam taką Barbie! I takiego Szkieletora! Pamiętam ten zestaw! O, zapomniałam zupełnie o tej zabawce!

Serial wzrusza, ale także uczy historii i to czasem brutalnie. Bo przecież jako dzieci nie zastanawialiśmy się, jakie mechanizmy, jakie osoby, jakie marketingowe strategie stały za hołubionymi przez nas przedmiotami. Nie znaliśmy kontekstu. Zabawki po prostu się pojawiały, na sklepowych półkach, pod choinką, w przedszkolach czy w pokojach kolegów i koleżanek. A w tej nieco dawniejszej Polsce można je było znaleźć w mlekiem i miodem (czyli kolą i gumami Donald) płynących, kolorowych przybytkach znanych jako Pewex i Baltona. Albo w paczce z mitycznej Ameryki. Nie miały historycznego kontekstu, choć wartość zagranicznych toys była w Polsce, szczególnie kilka dekad temu, odczuwalnie wysoka. Miewały status skarbu. Serio, nigdy nie zapomnę szoku jaki poczułam gdy pewnego – współczesnego – dnia zdałam sobie sprawę, że (wyjątkową niegdyś, niedostępną, drogocenną) lalkę Barbie mogę sobie, gdybym tylko chciała, kupić za banalne 30 złotych w pierwszym lepszym supermarkecie. Poczułam ukłucie dorosłości, disenchantment (roz-czarowanie?) i dojmujący lęk przemijania, daję słowo.

Tymczasem The Toys That Made Us oferuje wyjątkowy wgląd w powstawanie zabawkarskich gigantów, w artystyczne i biznesowe decyzje kreatorów naszych ulubionych serii, a także w niespodziewane konsekwencje pomyłek – i oczywiście serwuje nam przy okazji wiele anegdotek. Odczarowuje Eden dzieciństwa, fakt, ale również kształci i wzrusza. Dokument, gdzie to tylko możliwe, oddaje głos „osobom dramatu”, czyli zamiast narratora wypowiadają się twórcy, posiłkuje się też archiwaliami. Jest twórcom i franczyzom życzliwy. Wszystko przygotowano rzetelnie, ale na pewnym poziomie ogólności, żeby zainteresować tak kolekcjonerów jak i „przygodnego” widza. Nie jestem ekspertką, lecz wydaje się, że serial został zrealizowany rzetelnie.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

W pierwszym odcinku poznajemy ze smakowitymi szczegółami znaną chyba dość dobrze miłośnikom fantastyki opowieść o gadżetach do filmów Star Wars – których wykonania początkowo nie chciała się podjąć żadna uznana, duża fabryka. Ryzyko opłaciło się więc małej, amerykańskiej firmie, która na Gwiezdnych Wojnach zbiła błyskawiczną fortunę. W odcinku śledzimy przede wszystkim przebieg kolejnych negocjacji, wypowiadają się strony dialogu, a nawet prawnik, bo sytuacja była zaskakująco skomplikowana i obfitowała w zwroty akcji.

W opozycji do szalenie popularnych gadżetów gwiezdnowojennych powstał – konkurencyjny dla GW, jak się okazuje – He-Man, i to o jego narodzinach opowiada mój ulubiony odcinek. Ulubiony, bo najmocniej trącający osobistą strunę nostalgii. Kreskówkę o przygodach księcia Adama oglądałam bowiem namiętnie, „Mocy przybywaj!” było moim ulubionym, podwórkowym zawołaniem, a razem z siostrą pisałyśmy nawet o He-Manie piosenki. Oczywiście, miałam też całkiem sporo nawiązujących do tego świata zabawek, oficjalnych jak i (znak czasów!) ewidentnie „podrobionych”. Także ten odcinek przynosi kilka małych zaskoczeń, ale najmocniejszym było dla mnie, że to zabawka była pierwsza: w świecie He-Mana wszystko zaczęło się od zaprojektowanego, wykalkulowanego produktu, a dopiero potem okoliczności wymusiły zbudowanie wokół postaci jakiejś, jakiejkolwiek historii. Dowiadujemy się, że zabawkowe uniwersum powstawało chaotycznie i w klimacie nieustających żartów i zabawy. Co, jeśli się zastanowić, kawa na ławę widać w animacji o barbarzyńskim herosie z mieczem, ujeżdżającym gigantycznego tygrysa…

Odcinek o lalkach Barbie to z kolei rozciągnięta na kilka dekad refleksja na temat roli i pozycji kobiety w społeczeństwie. Poznajemy najbardziej kuriozalne wcielenia zabawki, jej metamorfozy i ewolucje, kolejne kontrowersje jakie wywoływała, dowiadujemy się chociażby, że dopiero po 30 latach istnienia udało się jej zostać lekarką! Jeśli chodzi o stronę biznesową, saga firmy Mattel obfitowała w zdecydowanie najwięcej skandali. Nie obeszło się bez defraudacji popełnionej przez „matkę Barbie” ani bez znajdujących się w podziemiach rezydencji „ojca Barbie” lochów w klimacie BDSM. Ostatni odcinek, który można jak do tej pory obejrzeć na Netfliksie dotyczy amerykańskiej ikony – militarnych figurek G.I.Joe, rozpoznawalnych także w Polsce. Ten epizod został wyraźnie skonstruowany tak, by wywołać falę nostalgii, ale chyba bardziej u widza w USA niż w Europie – w tle produkcji zabawek toczą się konflikty zbrojne, zimna wojna, zmieniają się amerykańscy prezydenci, nastroje społeczne, podejście do postaci żołnierza. Zaskoczenie? Tu także spora część „mitologii” powstała absolutnym przypadkiem, a najpopularniejsza postać była wynikiem koniecznego cięcia kosztów.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Moja opinia o The Toys That Made Us jest jak widać pozytywna. Serial został przyjemnie, klasycznie nakręcony, jasno i bez przesadnego skandalizowania. To taki tytuł, który można na luzie obejrzeć z rodzicami (i sobie wspólnie powspominać, jak to z tymi zabawkami było) albo z dziećmi (i opowiedzieć im o tym, jak drzewiej bywało, i jak to możliwe, że plastik bywa cenniejszy od złota).

Po czterech już dostępnych odcinkach przyjdzie w roku 2018 pora na cztery kolejne – a mianowicie o zabawkach ze Star Treka, o historii LEGO, o Transformersach i Hello Kitty. Brzmi smakowicie, nieprawdaż? Wieszczę kolejny sukces i czekam z (dziecięcą i dziecinną) niecierpliwością.

The Toys that Made Us
serial dokumentalny
Netflix, 2017–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.