Fot. Channel 4

Bóle dojrzewania (Derry Girls, S01E01-03)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Przy pierwszym odcinku uśmiechałam się i pomyślałam, że będę oglądać dalej. Przy drugim chichotałam. Po obejrzeniu trzeciego brzuch bolał mnie ze śmiechu. Takie właśnie są Derry Girls – dziewczyny z żeńskiej katolickiej szkoły w Irlandii, we wczesnych latach 90. mierzące się z wyzwaniami okrutnej codzienności. Ten niepozorny sitcom (odcinki trwają po dwadzieścia kilka minut, nie ma chyba żadnych specjalnie znanych aktorów) już zaczął przyciągać uwagę widzów i zbiera na Wyspach doskonałe recenzje, stając się ulubieńcem tak krytyków, jak i zwykłych odbiorców, stęsknionych za czymś lekkim, ale inteligentnym i prawdziwie zabawnym.

Sukces (nie waham się tego powiedzieć, bo choć serial ma dopiero trzy odcinki to już dostał zamówienie na drugi sezon) Dziewcząt z Derry opiera się na umiejętnym wykorzystaniu mechanizmów nostalgii – świat, który oglądamy nie jest ładniejszy niż kiedyś, jest raczej zgrzebny i szary, ale wydaje się swojski i bezpieczny. To jest – trudno mi to inaczej nazwać – nostalgia, ale totalnie bez sentymentów. Galeria postaci jest różnorodna i zarazem wiarygodna – widzowie w komentarzach prześcigają się entuzjastycznymi uwagami w stylu: znam dziesięć takich Michelle! Ojej, to wypisz, wymaluj mój wujek! Kurczę, w szkole robiłyśmy dokładnie to samo!

Fot. Channel 4

Fot. Channel 4

Czyli – nostalgia, ale jej motorem jest nie tyle odwzorowanie strojów czy scenografii, romantyczna mgiełka spowijająca „czasy dzieciństwa” (te elementy pełnią rolę drugoplanową), ale bardzo dobrze, ostro uchwycona dynamika rodziny i społeczeństwa, z detalami w stylu „zapomniałem, że tak właśnie było”. Na najwyższe pochwały zasługują dialogi i humor który nie opiera się na typowych, zdartych kliszach. W zasadzie nie ma zagrywek, humoru sytuacyjnego, konwencjonalnych układów postaci znanych z amerykańskich sitcomów. Śmiejemy się raczej z powiedzonek i z absurdów, do których urastają zupełnie zwykłe rzeczy. Powiedziałabym, że sposób pisania serialu jest niszowy, łatwo mógłby się minąć z gustami publiczności. Tymczasem – także dzięki urokowi i entuzjazmowi obsady – udało się. Dialogi wstrzelają się w to „słodkie miejsce” pomiędzy nierealistycznymi bon motami (nikt tak nie mówi w prawdziwym świecie!), a banałem wymiany zdań w telenoweli (wiem dokładnie, co postać powie za chwilę). Jest błyskotliwie, ale wiarygodnie.

Tym, co dodatkowo skrada mi serce jest fakt, że serial opowiadający o nastolatkach skupia się na rodzinie i szkole (wspaniała, cudownie cyniczna, przewracająca oczami siostra przełożona), a nie na wydumanych sercowych perypetiach. To, że bohaterki to dziewczyny, szesnastolatki (no dobra, mamy też jednego chłopaka) wcale nie determinuje „zestawu problemów” z jakim się mierzą. Nastolatki są melodramatyczne, jasne, ale zajmują je inne sprawy niż tylko ograne teen dramowo miłostki. W odcinku trzecim (tym, który rozbawił mnie do łez) dziewczęta udają, że doznały objawienia „w stylu fatimskim”, by uniknąć egzaminu w szkole. Nie da się ukryć, temat objawień był w 90-sach wyjątkowo modny, także w Polsce mówiło się sporo o Fatimie, Medjugorje, o Ojcu Pio. W odcinku cytuje się papieża Jana Pawła II, katolicyzm pokazany jest bardzo znajomo. Inny odcinek to z kolei mierzenie się z problemem – skąd wziąć pieniądze na organizowaną w szkole zagraniczną wycieczkę, gdy rodziców na takie ekscesy nie stać. Na ulicach Derry spotkać można brytyjskich żołnierzy, wozy opancerzone i mundurowych z psami. Irlandia (Północna), wiadomo, pod wieloma względami przypomina(ła) Polskę…

Fot. Channel 4

Fot. Channel 4

Twórczyni, Lisa McGee, opiera się na wspomnieniach z własnego dzieciństwa i pisze pasjonujące historie o zwykłych sytuacjach szybko eskalujących w istne szaleństwo. Okrasza całość wartkim, absurdalnym, dzikim dialogiem, który nas prowadzi. Bieg rozmów jest tak szybki, że kojarzy mi się z nadnaturalnymi zdolnościami, z których słynie Amy Sherman-Palladino z Gilmore Girls i Marvelous Mrs Maisel. Tylko tutaj nie ma aż tyle słodyczy. Dziewczyny są zwyczajne, każda jest inna, reprezentuje trochę inny typ, tempo, energię. Razem tworzą świetny, uzupełniający się zespół, który ogląda się z rozkoszą. Dylematy i perypetie nastoletniości, bóle dorastania zostały pokazane ze szczerością jakiej brakowało mi w serialach od lat. Sztuczność? Zero. Szczerość? Stuprocentowa. A to w większości debiutantki! Żadna z nich nie jest przesadnie piękna czy „seksowna”, to nie ten typ opowieści. I ta normalność właśnie urzeka najmocniej. I ogólne wrażenie świeżości postaci w gatunku leżącym na przecięciu doszczętnie zgranych formatów – rodzinnego sitcomu i teen dramy. Brakowało mi czegoś w tym stylu, bo od kapitalnego My Mad Fat Diary i pamiętnego Raised by Wolves, czy choćby od nasuwającego się The Inbetweeners minęło kilka dobrych lat.

Napisać jeszcze warto o muzyce, ona robi w serialu co najmniej pół roboty. W tle słyszymy dokładnie te kawałki, których słuchaliśmy wtedy w radiu, ale niekoniecznie okupujące pierwsze miejsca list przebojów. Serial wydostaje je z niebytu i odczuwamy dokładnie to samo wzruszenie, „rozpoznanie”, co w przypadku zachowań postaci dramatu, kojarzących się z rzeczami pamiętanymi z dzieciństwa (lub przynajmniej z dawniejszych czasów). Wzruszenie jest, ale serial nie „gra na wzruszeniu”, lecz pozostaje szorstki, efekt nostalgii jest więc efektem ubocznym i dlatego działa tak mocno, przynajmniej na mnie.

Bo to nie jest oniryczna baśń o latach 90. w katolickim kraju, na prowincji. To obrazoburcza, niegrzeczna, ryzykowna i ostra (bo balansuje na krawędzi!) opowieść o życiu codziennym postrzelonych nastolatek! Oglądajcie!

Fot. Channel 4

Fot. Channel 4

Derry Girls
teen drama
Chanel 4, 2018–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.