Fot. Hulu

Adwokat diabła (Castle Rock, S01E01-03)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Kiedy usłyszałam, że Hulu wypuszcza serial „osadzony w uniwersum powieści Stephena Kinga” moja pierwsza myśl brzmiała: to ma sens! Na książki Kinga można narzekać, że nie wszystkie dobre, że powtarzalne, że jest ich za dużo i czasem jakość spada, ale na wykreowany świat nie da się złego słowa powiedzieć, a najlepsze postacie i opowieści głęboko zapadają w pamięć. Można nie lubić jakiejś konkretnej fabuły, jednak klimat amerykańskich miasteczek, schowanych gdzieś przy bocznej drodze, na końcu świata, miejsc podszytych grozą, nostalgią i smutkiem, zanurzonych w przeszłości – jest niewątpliwie oryginalny i w pełni ukazuje talent tego płodnego i konsekwentnego twórcy. U Kinga, mówiąc szczerze, tło bywa lepsze niż fabuła. Specjalnością autora są smakowite szczegóły, postacie drugiego planu, wiarygodne odwzorowanie starych i jeszcze starszych warstw rzeczywistości, ukazanie ducha dawnych czasów – śladów lat 60., 70., 80… I sportretowanie bohaterów, którzy w takich zapomnianych, prowincjonalnych miejscach żyją, bytują na przekór kolejnym porażkom i okrucieństwom losu.

Fot. Hulu

Fot. Hulu

Castle Rock, fikcyjne, przeklęte i do szpiku krypne miasteczko w stanie Maine, to miejsce znane każdemu czytelnikowi książek Kinga. Właśnie w tym miasteczku toczy się spora część powieści, a w innych jest ono wspominane – i kojarzone jako miasto skrywające wiele mrocznych tajemnic. Serial nie jest adaptacją żadnej konkretnej książki, ale nawiązuje do wielu z nich. Sklepik z marzeniami, Worek kości, Cujo i Smętarz dla zwierzaków oraz kilkanaście innych tytułów toczyło się właśnie tu – a wszystko to obficie polane zostało Lovecraftowskim sosem, bez skrępowania nawiązując do znanych z powieści grozy miast Nowej Anglii. Oprócz Lovecrafta mamy też bezpośrednie i niepokojące odwołania do Władcy Much – to z tej książki King zaczerpnął przecież nazwę swojego mitycznego miasteczka. Castle Rock to w klasyku Goldinga miejsce zamieszkania bestii. Pasuje, prawda?

Już w pierwszych odcinkach widzimy postać czytającą wspomnianą książkę, ale bardziej przerażającym linkiem jest wizyta jednej z bohaterek na przedstawieniu/rytuale z udziałem grupy zamaskowanych, okrutnych dzieci, wcielających się w postacie zwierząt i zachowujących nieludzko. To nawiązanie także do Dzieci Kukurydzy, czyli opowiadania Kinga kojarzonego przede wszystkim z filmowej adaptacji. W serialu, już w pierwszych odcinkach mamy też subtelniejsze motywy, dziewczynkę o nadnaturalnych mocach, która wyrosła na kobietę ze skłonnościami do histerii, słyszącą „głosy w swojej głowie”; nawiedzony dom, domy, z których każdy został naznaczony przez „czyjeś grzechy”, zrujnowany kościół, zrównane z ziemią cmentarze. To bez wątpienia znajoma sceneria. Castle Rock robi ze spuścizną Kinga mniej więcej coś takiego, co serialowe Fargo zrobiło z twórczością braci Coenów – czyli zapożycza estetykę, klimat, ducha oryginału. A biorąc pod uwagę wpływ, jaki twórczość Stephena ma na współczesną popkulturę i fakt, iż ilość filmów i seriali opartych o jego narracje lub do nich nawiązujących wzrasta z każdym rokiem – zabieg wydaje się być zupełnie na miejscu.

Fot. Hulu

Fot. Hulu

Serial, słusznie planowany jako antologia, ma jak dotąd mieszane recenzje, ale mi się bardzo podoba jego oldskulowy styl oraz odkrywanie mniej lub bardziej subtelnych nawiązań do kanonu, tropienie sprytnie rozrzuconych okruszków, kierujących nas w stronę rozwiązań… i w stronę kolejnych zagadek. Już w pierwszym odcinku napięcie można kroić nożem (choć może rzeczywiście twórcy za bardzo pędzą do przodu, nie pozwalając poszczególnym chwilom grozy wybrzmieć), a na dodatek co chwilę piszczałam z radości widząc kolejnych świetnych aktorów, od których aż tu się roi. Aktorów często powiązanych już z wcześniejszymi adaptacjami Kinga. Mamy też bogatą galerię postaci wprost wyjętych z narracji mistrza horroru– szeryf Alan Pangborn to być może najbardziej czytelny przykład. Alan jest tu emerytowanym stróżem prawa, ale nadal stoi na jego straży i dba o dobro przeklętego miasta, tak jak „za młodu”, w bodaj trzech książkach Kinga. Jedna z bohaterek, ktoś w rodzaju lokalnej dziennikarki, nosi znaczące imię Jackie Torrance. Jakby ktoś nie wiedział cytowane jest tu Lśnienie, nasuwa się także wzmianka o nieślubnej córce Jacka T. zamieszczona w innej powieści Kinga.

W epizodach powraca znany rezydent Castle Rock – szeryf Norris Ridgewick. Topografia fikcyjnego uniwersum pociągnięta zostaje nawet dalej. W czołówce widzimy połączenia między Castle Rock a Derry, miejscem akcji książki i filmu To, a Bill Skarsgard, czyli Pennywise z nowego It gra w debiutującym serialu znaczącą rolę. W fabule mamy nawiązania do Stand by me. Mamy też odwrócenie motywów z Zielonej Mili – śmierć szczura, zamiast odrodzenia, i śmierć poprzez magiczne zarażenie rakiem – zamiast błyskawicznego i nadnaturalnego uzdrowienia. Bohaterowie spędzają czas w miejscach znanych z książek: w barze The Mellow Tiger i dinerze Nan’s Luncheonette. Prowadząc śledztwo trafiają na archiwalne wycinki prasowe odnoszące się do różnorodnych wydarzeń z książkowego uniwersum, a temat zdziczałych, powstałych z martwych psów oraz starych cmentarzy powraca w narracji kilka razy. W garażu jednego z mieszkańców stoi Plymouth Fury, jakby żywcem zapożyczony z Christine. Naczytałam się tych książek, naoglądałam filmów i teraz z rozkoszą zanurzam się w znajomy świat z odniesieniami, które są jednak stosunkowo subtelne i nienachalne.

Fot. Hulu

Fot. Hulu

I muszę przyznać, że jak dla mnie ta mieszanka kultowych twarzy (przede wszystkim Sissy Spacek, czyli tytułowa Carrie z filmu de Palmy, ale także Frances Conroy, Scott Glenn, Bill Skarsgard, Noel Fisher) z kultowymi postaciami składa się w przyjemny, satysfakcjonujący obraz. Steven King All Stars Team! I w zasadzie nadmiar dziwnych, niepokojących zdarzeń i prędkość, z jaką przechodzimy nad nimi do porządku przestaje mnie powoli dziwić – wygląda to jak mechanizm obronny osób mieszkających w takim, a nie innym miasteczku. Jedyną metodą, by względnie normalnie funkcjonować wydaje się błyskawiczne wypieranie chwil grozy i powrót do udawania, że wszystko jest ok.

W Castle Rock dzieje się po prostu mnóstwo niedobrych rzeczy, i musimy przejść nad tym do porządku dziennego. Kumulacja nie jest czymś wyjątkowym, jest banałem. Oś fabuły obraca się jednak wokół problemów związanych z nieodległym więzieniem – oczywiście jest to Shawshank, i to nawet znajdujące się przy Redemption Street. To właśnie tam, po samobójczej śmierci nadzorcy wychodzi na jaw jego sekret, otóż mężczyzna przetrzymywał w zamkniętym skrzydle placówki dziwnego, małomównego chłopca. Kim jest The Kid o twarzy Billa Skarsgarda? Wcieleniem Diabła, odpowiedzialnego za wszelkie zło w miasteczku? A może ofiarą spisku i zmowy, prześladowaną za swoje nadnaturalne zdolności, kimś, komu należy jak najszybciej pomóc? Tematem bezimiennego więźnia zajmuje się młody prawnik, Henry Deaver (Andre Holland, którego pamiętam z serialu The Knick), wracający do rodzinnego miasteczka po wielu latach. Czy jego poświęcenie, determinacja i praca zostaną nagrodzone, czy może przyczynia się właśnie do ostatecznej ruiny Castle Rock? Czy czarnoskóry prawnik będzie aniołem stróżem, czy raczej adwokatem diabła?

Fot. Hulu

Fot. Hulu

Tego dowiemy się pewnie za kilka odcinków, a na razie możemy się rozkoszować makabryczną panoramą miasteczka, z jego bladymi, wymęczonymi mieszkańcami, czasem dotkniętymi demencją, paranoją, skłonnościami do agresji albo egzystencjalnymi lękami, czasem zwyczajnie cierpiącymi na bezsenność. Ciągle kuszonymi przez zło, tylko czekające by oddziaływać na najniższe, najmroczniejsze instynkty, pobudzając je do eskalacji. Możemy delektować się na wpół zrujnowanymi domami z byle jak przystrzyżonymi trawnikami, z obowiązkowo skrzypiącymi drzwiami i cmentarzem w ogródku. Prawie każdy jest tu bez pracy, bez perspektyw, bez nadziei. Prawie wszystko jest tu stare, odwieczne, prześladowane przez demony przeszłości. Całe Castle Rock choruje na PTSD, wszyscy mają jakąś traumę, z którą radzą sobie lepiej lub gorzej, bo w takim miejscu nie da się niczego skutecznie przepracować… a oglądanie tego… no cóż, sprawia perwersyjną przyjemność.

Bo jednak czuć tu ducha Kinga. Nie jest może tak wyraźny i smakowity jak w powieściach, i zdarzały się znacznie lepsze adaptacje jego prozy, tak serialowe jak filmowe, ale temu pomysłowi warto jest kibicować, dać mu dojrzeć i się rozwinąć. Bo to jest pomysł wyborny i mam nadzieję, że trafi także do neofitów, nie tylko do zagorzałych fanów i czytelników Kinga. Ma modny format antologii i znany z hitowych seriali takich jak Mr. Robot, Westworld czy wcześniej Lost szkatułkowy sposób narracji – mystery box show. Przedstawia szerszej publiczności multiwersum którym inspirują się teraz praktycznie wszyscy. Na kolejne odcinki czekam więc niecierpliwie, i już teraz mam nadzieję, że serial zostanie przedłużony na następne sezony. Ma w sobie ogromny, przerażająco ogromny potencjał. I choć klimat powieści Kinga jest inny niż wyobraźnia Lyncha to jednak miasteczko Castle Rock najbardziej ze wszystkich nowych produkcji zbliża się moim zdaniem do dusznego klimatu Miasteczka Twin Peaks. Bo choć materiał źródłowy jest odmienny, wrażliwość twórcza inna – to mitologiczne kości, czyli przeniknięte złem amerykańskie miasteczko otoczone przytłaczającym lasem, zamieszkałe przez nieszczęśliwych i często złych do szpiku lub szalonych ludzi – są dokładnie takie same.

Fot. Hulu

Fot. Hulu

Castle Rock
supernatural, horror
Hulu, 2018–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.