Serial poznasz po tym, jak kończy (UnReal, Girlfriends' Guide to Divorce)

Serial poznasz po tym, jak kończy (UnReal, Girlfriends’ Guide to Divorce)

Artykuł zawiera spoilery.

Niedawno swojego naturalnego (choć odrobinkę przedwczesnego) końca dobiegły dwa oglądane przeze mnie seriale obyczajowe: UnReal i Girlfriends’ Guide to Divorce. O obydwu już tu kiedyś pisałam i podtrzymuję swoją pozytywną opinię, ale… serial warto ocenić nie tylko po tym, jak się zaczyna, ale także po tym, jak kończy, prawda?

Omawiam je tu razem, obydwa bowiem traktują o kobietach i skomplikowanych kobiecych przyjaźniach w środowisku pracy w szeroko pojętych mediach, czyli niejako „na świeczniku”. Abby z GGTD jest pisarką poradników, która zakłada swój własny portal internetowy, jej były mąż produkuje filmy i seriale, a wśród najbliższych przyjaciółek znajdują się między innymi modelka i prawniczka; Quinn i Rachel z UnReal same produkują popularny show o randkowaniu, wzorowany na formatach typu Bachelor, a wokół kręci się galeria gwiazd reality shows i kilku bossów telewizyjnych stacji. Obydwa seriale opierają się na świetnie pisanych dialogach i niesztampowych wątkach zaplanowanych z wyczuciem i swadą przez kobiety dla kobiet. W gruncie rzeczy jednak pobudziło mnie to wszystko do rozmyślań nie tyle nad kobiecymi serialami co nad kończeniem wielowątkowych produkcji, takich z naprawdę dużą ilością bohaterów. Jak to zrobić, żeby było satysfakcjonująco, żeby nie było rozczarowań?

Fot. Bravo

Fot. Bravo

GGTD poszło bowiem ścieżką, którą uznałabym za ograną, leniwą, i w rezultacie – niekoniecznie satysfakcjonującą, czyli na sam koniec wybieliło i wygładziło całość skłaniając się ku sztampie cukierkowego happy endu. W odcinku, gdzie nic nie wskazywało na to, że jest finałowym, w kilkuminutowej scenie przedstawiającej przyszłość zobaczyliśmy, co stało się z poszczególnymi bohater(k)ami i jak potoczyły się ich losy w kolejnych latach. A potoczyły się nad wyraz słodko, szczęśliwie, wszyscy są nadal razem, przy jednym stole, pogodzeni ze sobą i światem, świętując bliżej niesprecyzowaną okazję.

Trend, żeby w ostatniej scenie pokazać na przyspieszeniu dalsze etapy życia bohaterów, hurtowo przewijając ich przyszłość miał swoje apogeum i równocześnie jedynie słuszny moment w finale Six Feet Under – do tamtego serialu, traktującego dosłownie o życiu i śmierci, końcowa sekwencja pasowała jak ulał, rozwalała psychikę, szczególnie że nie zatrzymała się na pocztówkowym ever after tylko doprowadziła życia bohaterów do ich naturalnego kresu. Genialne! Wszystkie późniejsze wcielenia tej „końcówki” rozczarowywały. Rozczarowanie, które najmocniej pamiętam to finał True Blood także obracający się wokół sielankowej wizji wspólnego stołu, przy którym szczęśliwie sparowani bohaterowie radośnie celebrują swoją małą stabilizację i dobrobyt. To było tak przesłodzone, tak nienaturalne, że aż wydawało się wizją niczym z horroru, zaklęciem rzuconym na obsadę. Zamiast rozlewającego się w sercu ciepła czułam niepewność i podejrzliwość. Popsuło mi to odbiór serialu.

Fot. Bravo

Fot. Bravo

Z GGTD jest to samo. Nierealistyczny finał, oderwany od tego jaki ten serial był, od jego specyfiki, nieunikającej trudnych pytań i dylematów – kompletnie wybił mnie z rytmu oglądania i zniechęcił, koniec końców psując wrażenie całości. A serial jako taki warto przecież polecić. Świetne dialogi, doskonale napisane i żywe postacie bohaterek, dużo zabawnych zwrotów akcji, ciekawa tematyka, rewelacyjna Lisa Edelstein w głównej roli Abby.

Ale wystarczy zerknąć na równoległy finał UnReal, żeby zrozumieć, że taki nieco przedwczesny koniec serialu można wykonać brawurowo. UnReal, z sezonu na sezon podając nam do wierzenia coraz bardziej nieprawdopodobne zwroty akcji w tytułowym show o randkowaniu poszedł w finałowym sezonie w stronę gęstego jak melasa mroku. Ostatni sezon to studium pogłębiającej się destrukcji, świadomość absurdów i moralnej degrengolady, a w samym sercu katastrofy znajdowały się dwie główne bohaterki, których toksyczna więź mogła wreszcie dojść do swojego fabularnego kresu, do krawędzi czystego szaleństwa, miejsca, gdzie wszystko zostaje sprowadzone do parteru i obnażone. Toksyczny związek to przecież taki, który coś daje obydwu osobom, nawet jeśli uzależnienie wyniszcza. I właśnie apogeum wyniszczenia, ze wszystkimi tego konsekwencjami, zobaczyliśmy.

Rozbudowywane przez pięć sezonów wątki sprowadzone zostały w finale do tego jednego, najsilniejszego. Szefowa i pracownica, mentorka i uczennica. Wzajemna nienawiść, miłość, ciągłe napięcie i walka, bez której te dwie kobiety nie mogą już żyć. Pojedynek niszczący wszystko i wszystkich na ich drodze. Ból, który jest konieczny do istnienia. Wbijanie sobie nawzajem w plecy noży; rany, na które czekasz. Ciosy, które wybaczasz zanim nastąpi uderzenie. Wszelka próba ucieczki jest bezcelowa. W ostatniej scenie i tak potworna córka wpełznie do leża potwornej matki i złoży głowę na jej piersi, a ta obejmie ją, przygarnie naturalnym gestem. Moja krew, moja zatruta, zakażona, zła krew. Ta młodsza zawsze będzie chciała zająć miejsce starszej, strącić królową z jej tronu, ukraść koronę, to naturalne; ale równocześnie zawsze, aż po kres czasów będzie szukać aprobaty, akceptacji, pochwał. Jesteśmy siebie warte. Jesteśmy częścią jednej całości. A świat – świat niech spłonie!

Fot. Hulu

Fot. Hulu

Tak dramatycznego, tak ostatecznego studium wzajemnego uzależnienia dawno nie widziałam w telewizji, a już na pewno nie w ujęciu pt. dwie kobiety. Po wielokroć oglądamy na ekranie trudne związki męsko-damskie, a nawet wyniszczające bromance. Ale okrucieństwa będącego wspólnym dziełem kobiet nie widujemy zbyt często. Finałowe sceny UnReal były jak gdyby sprowadzeniem realistycznych wątków do ich symbolicznego sedna, czymś co być może starało się też zrobić GGTD, ukazując trwałe więzi i potęgę instytucji rodziny. Ale tam gdzie GGTD nie przekonuje… UnReal uderza jak siarczysty policzek. Wznosi ten obyczajowy, pełen perypetii serial o jeden poziom refleksji wyżej, dodając mu iście szekspirowskiej głębi. I to ma ogromne znaczenie! A może chodzi o to, że zakończenie jest pesymistyczne, słodko-gorzkie, współmierne do serialu, który oglądaliśmy przez kilka lat?

Bo UnReal mam teraz ochotę obejrzeć jeszcze raz, od początku, już ze świadomością zakończenia, które miało dla mnie znaczenie i sens, ale także pewien sens dodany, jakby było wyjaśnieniem zagadki całości. Podczas gdy w GGTD zakończenie nic nie zmieniło, niczego nie dołożyło od siebie, niczego nie postawiło w nowej perspektywie, a nawet nieco z tej zgrabnej całości uszczknęło, osłabiając efekt.

I z tą refleksją was zostawię. Polecając przy okazji obydwa tytuły!

Fot. Hulu

Fot. Hulu

Girlfriends’ Guide to Divorce
comedy, drama
Bravo, 2015–2018

UnReal
comedy, drama
Hulu, 2015–2018

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.