Bagno (Rojst, S01E01-02)

Bagno (Rojst, S01E01-02)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery z omawianych odcinków.

Rojst rozbłysł na serialowym firmamencie niespodziewanie. Wiedzieliśmy oczywiście, że Showmax stawia na lokalne produkcje o wiele mocniej niż jego popularniejszy konkurent Netflix, ale dotychczasowy dobór tytułów — seriale Vegi, Egzorcysta Walaszka, polskie Saturday Night Live czy (najambitniejsze w tym zestawieniu) Ucho prezesa — sugerowały strategię niskich kosztów, szybkich zwrotów i opierania się na sprawdzonych formułach. Tymczasem w maju gruchnęła wieść o pracach nad Rojstem, ambitnym tematycznie i realizacyjnie (bo osadzonym w latach 80.) mrocznym kryminale.  Do tego naprawdę doborowa obsada (w rolach głównych Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik) i marka producenta wykonawczego (światowej sławy Studio Filmowe Kadr) sugerowały, że po Rojście należy się wiele spodziewać.

A w 2018 nie są to puste słowa. Rok zaczęliśmy wybitnym Krukiem i kontrowersyjną, ale w sumie pożyteczną Koroną królów, będziemy go zaś kończyć Ślepnąc od świateł, Drogami wolności, 1983, Pułapką, Pod powierzchnią, Znakami, dwugodzinnym pilotem Młodego Piłsudskiego… Nawet skromne, przeoczone przez wszystkich Ultraviolet, po udostępnieniu na międzynarodowym Netfliksie okazuje się oryginalnym proceduralem z gwiazdorską ekipą. Chyba nigdy nie było lepiej.

Jak na tym tle przedstawia się Rojst?

Fot. Showmax

Fot. Showmax

Punkt wyjścia fabuły jest dość standardowy. Rok 1986, w bezimiennym mieście (raczej średnim niż małym — można poznać po architekturze) na Ziemiach Odzyskanych dochodzi do brutalnego morderstwa. W lesie giną Grochowiak, szef lokalnego ZSMP i prostytutka. Ponieważ zasłużonemu działaczowi nie godzi się taka śmierć, sprawa zostaje szybko wyjaśniona, sprawca schwytany, a napisanie uspokajającego opinię publiczną artykułu zlecone zostaje dwóm dziennikarzom „Kuriera”: staremu wydze Witoldowi Wanyczowi (Seweryn) oraz młodemu Piotrowi Zarzyckiemu (Ogrodnik), który niedawno przyjechał do miasta wraz z ciężarną żoną. Zgodnie z regułami pisania kryminałów sprawa okazuje się wcale nie taka prosta, jak chciałaby milicja i prokurator, wątki się mnożą i sięgają coraz głębiej, a każdy ruch bohaterów oznacza grzęźnięcie w coraz głębszym bagnie (rojsty w gwarze wileńskiej to właśnie podmokłe zarośla).

Narracyjnie Rojst jest gdzieś na przecięciu brytyjskiej szkoły robienia seriali oraz najnowszych trendów na platformach streamingowych: spokojnie opowiadana fabuła, dużo ujęć, które służą robieniu klimatu, a sceny mają czas wybrzmieć, zamiast ustępować miejsca zaskakującym zwrotom akcji. Części widzów się to nie podoba i narzeka na ospałe tempo. Kto jednak pamięta panoramy klifów w Broadchurch czy programowo powolnego Mindhuntera ten wie, że są i takie seriale. Jedyne, co można zarzucić twórcom, Janowi Holoubkowi i Kasprowi Bajonowi, to czy zdążą wszystko satysfakcjonująco rozwiązać . Rojst jest bowiem krótki (raptem pięć odcinków), a spraw do wyjaśnienia i zasygnalizowanych wątków naprawdę wiele. Do morderstwa dochodzi jeszcze samobójstwo dwojga nastolatków, kwestie polityczne (ojciec samobójczyni to niezweryfikowany dziennikarz „Kuriera”), tajemnicze rysy na relacjach Zarzyckich, przeszłość Wanycza (najprawdopodobniej mocno związana z głównym wątkiem) czy postać dyrektora Hotelu Centrum, który na razie tylko obojętnie obserwuje zdarzenia, ale musi w końcu odegrać w nich istotną rolę. W końcu gra go sam Piotr Fronczewski.

Fot. Showmax

Fot. Showmax

Ponieważ mamy do czynienia  z serialem osadzonym w bezpowrotnie minionej przeszłości, warto przyjrzeć się, jak twórcy zainscenizowali lata 80. Może się to wydawać paradoksem, ale odtworzyć schyłkowy PRL jest o wiele trudniej, niż okupację czy nawet XIV-wieczny Wawel. Dzieje się tak z wielu powodów. Przede wszystkim dawniejsze epoki znamy wyłącznie z drugiej ręki, poprzez zachowane zabytki bądź, jak wojnę, przefiltrowane przez czarno-białe zdjęcia. Polska Ludowa z kolei jest nie dość, że doskonale pamiętana przez sporą część populacji, to jeszcze doskonale udokumentowana. Każdy błąd w scenografii czy chronologii zostanie natychmiast wytknięty. Bardzo trudne okazują się też zdjęcia plenerowe. Przeważająca część  powojennego budownictwa nie była i nie jest chroniona konserwatorsko. Nie jest też powszechnie uważana za coś wartego zachowania. Stąd też chcąc sfilmować ikoniczny dla epoki krajobraz — blokowisko — odkrywamy, że wszystkie szare fasady zniknęły pod pastelowym tynkiem, w oknach straszą grube, plastikowe ramy, nie ma już drewnianych drzwi na klatki schodowe, szklane pustaki zamurowano, a w miejsce trylinki i krzywych płyt chodnikowych położono kostkę Baumę.

Mając świadomość wszystkich problemów, tym bardziej trzeba pochwalić ekipę Rojsta. Krajobrazy sprzed trzydziestu lat, przez których przeprowadzają  bohaterów, wyglądają tak realistycznie, jak tylko się da. Podobnie udanie przedstawiają się wnętrze. Totalna imersja w najszpetniejszą epokę w dziejach Polski. A jeśli w kadr wpadnie jakiś okruch współczesności, to przeoczy go najbardziej nawet czepialski widz. Nie ma też nostalgii, tego obrzydliwego choróbska toczącego współczesną popkulturę. Wanycz z Zarzyckim źle się czują w świecie, w którym żyją, a my ich rozumiemy.

Fot. Showmax

Fot. Showmax

Trochę gorzej jest z obyczajową częścią realiów. W 1986 nie było raczej możliwości, by młody, idealistyczny dziennikarz wierzył, że będzie mógł uprawiać zawód bez skrępowania. Zwłaszcza w małym miasteczku. Prasa PRL miała do wyboru oportunizm i pisanie o tematach bezpiecznych albo grę z cenzurą. Właśnie konieczność metaforyzowania prawdy i ukrywania autorskiej intencji pod literackością zrodziły tzw. polską szkołę reportażu. W tym świetle postać Zarzyckiego to efekt ustąpienia z realiami na rzecz konwencji fabularnej. To na szczęście jedyny zgrzyt w socjologii serialu. Reszta postaci (Wanycz ze swoimi planami wyjazdu do RFN, milicjanci, partyjniacy, dziennikarze, prostytutki i ich alfonsi) ma motywacje i cele zgodne z duchem czasu. Zresztą Rojst ma spore szczęście do obsady i nie chodzi tylko o pierwszoplanowy duet. Warto wspomnieć o postaciach kobiecych — Teresie Zarzyckiej (Zofia Wichłacz), Helenie Grochowiak (Magdalena Walach) czy Magdzie Drewicz (Gabriela Muskała) — na razie trzymanych w cieniu, ale o wiele ważniejszych dla fabuły, niż przypuszczają to męscy bohaterowie.

Na pełną ocenę Rojsta przyjdzie czas 14 września, kiedy Showmax udostępni finał. Na razie mamy dwa bardzo udane (choć nieuciekające się do paru schematycznych zagrań) odcinki, które bardzo wiele obiecują. Jest sporo zagadek do rozwiązania, ale towarzyszy temu poczucie, że Holoubek z Bajonem panują nad materią i każdy szczegół mają doskonale przemyślany. To rzadka rzecz w serialach, osobiście ostatni raz spotkałem się z nią w pierwszym sezonie Detektywa. A to już spora pochwała i wielkie zobowiązanie złożone na ręce wszystkich pracujących nad Rojstem.

Fot. Showmax

Fot. Showmax

Post scriptum: Rojstowi towarzyszą dwa ciekawe materiały promocyjne. Pierwszym jest teledysk z bardzo dobrym coverem piosenki Wszystko czego dziś chcę śpiewanym przez Monikę Brodkę. Drugi to dziesięciominutowy prolog ukazujący ostatnie chwile spokoju w mieście z perspektywy dyrektora hotelu. Ten z kolei rozczarowuje, gdyż bardziej niż w Rojsta, wpisuje się w poetykę poprzednich produkcji własnych Showmaksa.

Rojst
kryminał
Showmax, 2018

Piotr Górski

Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Ekspert od seriali rosyjskich. Dużo czyta. Trochę pisze.