Fot. BBC

Wicked game (Bodyguard S01)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Bodyguard sporo namieszał, szczególnie na Wyspach Brytyjskich – to serial o najwyższej oglądalności od co najmniej dekady, a finał pobił rekord wszech czasów – niesamowite osiągnięcie, więc jego międzynarodowa premiera poprzedzona była pewną „famą” i wyśrubowanymi oczekiwaniami. Opowiada o relacji między kontrowersyjną panią minister brytyjskiego rządu a jej nowym ochroniarzem, pokaleczonym psychicznie weteranem wojennym. Rzecz dzieje się w czasie zamieszek i zagrożeń terrorystycznych, czyli w lekko tylko podrasowanej współczesności, i na pewno wpisuje się w aktualne lęki zachodniego społeczeństwa. Na razie ogólnie – czy serial spełnił Twoje oczekiwania i czy rozumiesz, skąd ten niezwykły hype?

Artur: Zastanawiając się nad popularnością serialu, trudno nie zacząć od nazwiska twórcy. Jed Mercurio zyskał sobie w ostatnich latach ogromną popularność dzięki skomplikowanej policyjnej dramie Line of Duty (również dostępnej na Netfliksie). Początkowo był to jeden z najpopularniejszych programów na BBC Two (przyciągający w szczytowym okresie niecałe sześć milionów widzów), w zeszłym roku czwarty sezon przeniesiono już na BBC One, a jego oglądalność wynosiła 9–10 milionów.

Mercurio dał się więc poznać brytyjskiej publiczności jako twórca złożonych, trzymających w napięciu seriali i na pewno częściowo Bodyguard skorzystał na jego renomie, na tym, że widzowie chcieli zobaczyć, co sprawiło, że piąty sezon Line of Duty zobaczymy dopiero w przyszłym roku (i uzyskać przy tym zastępczą dawkę suspensu).

Jednocześnie Bodyguard nie jest po prostu kolejnym sezonem LoD, ale miniserią o ściśle określonym (póki co, przejdziemy jeszcze do tego) początku i końcu. To musiało wywołać jeszcze większe zaintrygowanie, bo nawet biorąc pod uwagę zamiłowanie Mercuria do mylenia tropów i zwodzenia widzów (poprzez zabiegi takie jak zabijanie kluczowej, zdawałoby się, postaci w pierwszym odcinku), taka miniseria daje jeszcze większe pole do manewru.

Mamy więc wydarzenie telewizyjne ze świetną obsadą i świetnym scenarzystą. Dodałbym do tego jeszcze popularny gatunek, bo Bodyguard wpisuje się w tradycje brytyjskich dreszczowców politycznych, o których już kiedyś pisałem. Choć wyróżnia się rozmachem i sensacyjnością fabuły, to pod wieloma względami, szczególnie jeśli chodzi o budowanie intrygi, nie różni się od emitowanego na początku tego roku Collateral czy State of Play Paula Abbotta.

Czym Ciebie Bodyguard zachęcił do oglądania?

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Zaintrygowała mnie właśnie ta szalona popularność, ten rozbuchany fenomen, dyskusja przetaczająca się przez brytyjskie media, poczułam, że chcę być częścią konwersacji, zrozumieć, o co chodzi, mieć swoje zdanie, nawet jeśli polityczne dreszczowce nie są moim ulubionym gatunkiem. Użyłeś dobrego określenia: wydarzenie. Bodyguard to było wydarzenie, o którym dyskutowali wszyscy. Zachęciła mnie też zwięzła, kilkuodcinkowa, zamknięta formuła. Zupełnie nie mam teraz czasu na oglądanie długich seriali. Także – obsada. Nie oglądałam Line of Duty, choć o tym serialu też słyszałam dobre rzeczy i ogląda go wielu moich znajomych. Nie widziałam innych wspominanych przez Ciebie tytułów. Jestem bardzo ciekawa, jak w takim razie oceniasz nowy serial z perspektywy osoby, która oglądała LoD? Czy są jakieś podobieństwa, różnice, a może to jest dokładnie ten sam klimat, świat?

Artur: Jestem w stanie sobie wyobrazić, że Line of Duty i Bodyguard rozgrywają się w tym samym świecie, tylko w innej skali: LoD skromniejszej, bo akcją obejmuje brytyjskie miasto gdzieś w regionie Midlands, a Bodyguard rozgrywa się w sercu brytyjskiej polityki. Oba seriale wykazują również podobieństwa stylistyczne, szczególnie w zakresie tworzenia pełnych napięcia sekwencji, w których bohaterowie mogą się wykazać swoją niesamowitą kompetencją. Tutaj z kolei Bodyguard odróżnia się rozmachem: w LoD te sceny to przede wszystkim sceny przesłuchań, w których bohaterowie toczą długie bitwy na słowa (w Bodyguard lekki posmak tych scen można znaleźć w odcinku czwartym), sceny akcji są stosunkowo rzadkie i krótkie. W Bodyguardzie natomiast już w pierwszej scenie, w pociągu, mamy do czynienia z grą o najwyższą stawkę – choć i tutaj warto zwrócić uwagę, jak wiele tych scen (zwłaszcza w pierwszym i ostatnim odcinku) zasadza się na mówieniu, na rozbrajaniu zagrożenia przez znalezienie właściwych argumentów. Bodyguard ma ewidentnie wyższy budżet i może sobie pozwolić na dużo większą widowiskowość, ale wiele mechanizmów fabularnych, sposobów budowania napięcia, będzie znane fanom LoD. Myślę, że emisja pierwszej zajawki nowego sezonu LoD zaraz po finale Bodyguarda była sensownym posunięciem nie tylko ze względu na nazwisko twórcy. Oba seriale tak naprawdę sporo łączy.

Pirjo: Trudno rozmawiać o tym serialu bez spoilerów, więc niniejszym przeskoczmy do rozmowy zupełnie już otwartej. Jeśli o mnie chodzi, to od pierwszego odcinka miałam wrażenie, że obcuję z rozpisanym na kilka postaci dramatem psychologicznym, w którym nie ma co ufać bohaterom i przedstawionej opowieści, bo nasze zaufanie jest nieustannie podważane – wskazują na to różne drobniutkie, ale jednak znaczące detale, wzmianki, scenki. Podobnie jak kiedyś w przypadku Mr. Robot – odczuwałam takie w gruncie rzeczy przyjemne zawieszenie zawieszenia niewiary, jakby bohater nie znał sam siebie, a my błądziliśmy razem z nim. Wraz z całą plejadą postaci raz uważałam Davida za szlachetnego herosa, a zaraz potem – za zaburzonego psychicznie złoczyńcę, który lada moment pokaże prawdziwą twarz i okaże się groźnym zamachowcem. Podejrzewałam zaburzenia psychiczne, które staną się plot twistem. I im dłużej się zastanawiam, tym bardziej uderzają mnie podobieństwa między tymi dwoma serialami, to w jaki sposób „na płaszczyźnie jednostki i grupy” rozgrywają się problemy i lęki współczesności. W Mr. Robot te bardziej amerykańskie, a w Bodyguard – brytyjskie, ale w gruncie rzeczy podobne: trauma, terroryzm, wróg wewnętrzny, anarchia, inwigilacja, prawa obywatela. Konspiracje i spiski rządowe. Co sądzisz o powyższych wątkach – wzajemnej podejrzliwości, relatywnej wiarygodności bohatera, czy ją też odczułeś – i o poruszanych w serialu tematach? Czy te dwie sprawy – bohater i świat – wiążą się dla Ciebie?

Artur: Przyznam, że nie wpadłbym na to skojarzenie, ale rzeczywiście dostrzegam wspomniane przez Ciebie podobieństwa. W obu przypadkach mamy cierpiących na zaburzenia psychiczne mężczyzn wrzuconych w wielkie spiski. A jednak moim pierwszym odruchem jest wskazanie na różnice. Mr. Robot to serial dość niszowy i awangardowy, Bodyguard: telewizja popularna i obmyślona, by taką być. Różnice uwidaczniają się także w kreacji bohaterów. Na przykład płeć odgrywa o wiele większą rolę w Bodyguardzie. Historia Davida Budda to historia tradycyjnej męskości (twardej, wiernej ideałom, zdolnej walczyć, ale i ochraniać), która zostaje zraniona traumatycznymi doświadczeniami wojennymi, która zaczyna się jątrzyć, staje się toksyczna. Nieleczony zespół stresu pourazowego niszczy relacje rodzinne bohatera i jego samego, z biegiem czasu coraz bardziej palące wydaje się pytanie, czy bohater będzie w stanie przekroczyć swoje wewnętrzne blokady, czy ostatecznie się rozpadnie (właściwie nawet do tego dochodzi, a ratuje go szczęśliwy zbieg okoliczności). Widziałem tylko ułamek Mr. Robota, ale odniosłem wrażenie, że problemy Elliota w zdecydowanie mniejszym stopniu wiążą się z jego płcią.

Fot. BBC

Fot. BBC

Jeśli chodzi natomiast o szersze tło, to Mr. Robot wydaje się historią bardziej fantastyczną, mocniej czerpiącą z konwencji teorii spiskowej, gdzie antagonistyczną rolę pełni korporacja dosłownie nazywana Złym Korpo. Bodyguard nieco mocniej trzyma się iluzji prawdopodobieństwa, przedstawiając przepychanki o władzę między politykami różnych szczebli, między policją a siłami specjalnymi. Ale jednocześnie przez swoje skupienie na islamskim terroryzmie Bodyguard wydaje się serialem wręcz nieco przestarzałym w warstwie politycznej, takim, który nie jest w stanie uchwycić najaktualniejszych, najbardziej palących problemów, który nie trzyma ręki na pulsie, raczej odwołuje się do lęków naszej kultury, żeby zaangażować widzów emocjonalnie. To Mr. Robot ze swoimi antykapitalistycznymi wątkami ma coś naprawdę istotnego do powiedzenia.

A czy Ty dostrzegasz głębsze podobieństwa w przekazie albo konstrukcji fabularnej obu seriali?

Pirjo: Podobieństwem jest dla mnie ogromna immersyjność obydwu tych seriali, skupienie na „pejzażu psychicznym” głównego bohatera, w którym nieustający niepokój i dyskomfort zdają się być wiodącą emocją. Wokół szaleje i rozpada się świat, ale rozpad wewnątrz bohatera jest co najmniej tak samo raptowny i nieunikniony – sam zresztą zwróciłeś na to uwagę w przypadku Bodyguard. Tu i tam mamy bohatera balansującego na krawędzi rozpadu. Tu i tam mamy negocjacje, szukanie argumentów, nieustanne dysputy i słowa, ważniejsze czasem niż „mechaniczne” zwroty akcji. Elliott być może rzeczywiście nie reprezentuje męskości rozumianej jako mąż, ojciec, weteran wojenny, obywatel – ale jest choćby synem i bratem, a także przyjacielem, w tym przyjacielem kobiety – co ma ogromne znaczenie fabularne w tamtym serialu. A poza tym, jako że nie oglądam zbyt wielu produkcji wpisujących się w kategorię komercyjnych dreszczowców, skojarzyłam Ochroniarza z tym, co znam i co widziałam. Po prostu.

No właśnie, z jednej strony epicki, ze scenami strzelanin i pościgów – Bodyguard wydał mi się jednak dość kameralny, bo oparty o relacje kilku głównych postaci, i to relacje intensywne. Intensywność, intensywne tempo to pierwsza emocja jaka mi przychodzi do głowy, gdy chcę opisać ten serial i w zasadzie każdy jego odcinek. Do tego mocnego efektu przyczyniła się z pewnością bardzo dobra gra aktorska – Keeley Hawes sugestywnie zagrała chłodną, choć czasem nerwową panią minister, czym wykroczyła jak dla mnie poza swoje typowe emploi eleganckiej damy w serialach kostiumowych (kojarzę ją z ukochanego The Durrells i z Upstairs/Downstairs), a Richard Madden (Game of Thrones, ale też cudowne Medici!), podobnie kojarzony z kostiumem – wyśmienicie oddał postać straumatyzowanego ochroniarza prowadzącego prywatne śledztwo. Nietrudno było z nim empatyzować, nawet mimo narastających podejrzeń czy wątpliwości. W chemię między Julią i Davidem dało się uwierzyć. A Tobie jak się podobali? Czy siedziałeś, jak wielu Brytyjczyków, na przysłowiowej krawędzi fotela, kurczowo trzymając się poręczy i podskakując przy każdym cliffhangerze? Polubiłeś bohaterów? Kibicowałeś Davidowi?

Artur: Bodyguard zdecydowanie kładzie o wiele większy nacisk na relację między dwójką głównych bohaterów niż politykę (co jest źródłem pewnych niedociągnięć, o których porozmawiamy trochę później). Osobiście Keeley Hawes znam przede wszystkim z Powstać z popiołów (Ashes to Ashes) oraz omawianego już wyżej Line of Duty, gdzie gra bardzo istotną rolę. W obu tych serialach wcielała się w bardzo zdecydowane postacie, więc kreacja Julii Montague nie była dla mnie dużym zaskoczeniem (nawet jeśli jest zdecydowanie inna niż Alex Drake czy inspektor Lindsay Denton). Natomiast bardzo mi się podobało, jak Keeley Hawes tworzy najpierw bohaterkę skrajnie antypatyczną, a później stopniowo ociepla jej wizerunek. Richarda Maddena wcześniej nie znałem, ale również ogromnie mi się podobał w roli sierżanta Budda: raz stoicko spokojnego, raz potrzaskanego i przerażonego, raz przepełnionego ledwie tłumionym gniewem, skrywającego – tak myślę – wrażliwość i empatię, które mogliśmy zobaczyć choćby w scenie w pociągu, obdarzonego świetnymi mięśniami żuchwy. Między tą dwójką mocno iskrzyło, zresztą osobiście bardzo lubię takie relacje, w których ludzie jednocześnie się przyciągają i odpychają, więc rzeczywiście siadałem przed ekranem głównie po to, by obserwować tę dwójkę (no a później zrozpaczonego, rozpadającego się Davida, próbującego utrzymać się w garści dość długo, żeby odkryć prawdę). I chociaż na początku serial mocno nam sugerował, że David może nie być niewinny, to dość szybko uznałem, że wszystkie poszlaki w którymś momencie zaczną go raczej niesłusznie obciążać – co pozwoliło mi mocniej zaangażować się w kibicowanie mu.

A co Ty myślisz o tej skomplikowanej relacji? I kto jeszcze wzbudził Twoją szczególną sympatię lub antypatię? W końcu poza główną dwójką mieliśmy jeszcze sporo innych zamieszanych w wydarzenia graczy.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Polubiłam parę policjantów-detektywów, Tahira i Louise, szczególnie momenty, kiedy w relacji z Davidem któreś z tej trójki powoływało się na „kod honorowy” stróżów prawa i wtedy od razu zgodnie pomagali sobie na marginesie toczących się dochodzeń, świetnie się dogadując w tej szarej strefie, na ulicy, w korytarzu, tam gdzie nie sięgało oko tajnych służb, na granicy prawa. Ta „przyziemna” perspektywa bardzo mi odpowiadała. Fajną postacią była też Chanel, asystentka Julii, powracająca pod koniec sezonu. Żałuję, że nie dowiedzieliśmy się o niej więcej, jakie były jej plany i ambicje, czego chciała, co nią motywowało.

Co do relacji pomiędzy głównymi bohaterami, to myślę, że dzięki związkowi z Julią David paradoksalnie rozpoczął proces leczenia powojennej traumy i to właśnie dzięki relacji z panią minister był w stanie poprawić stosunki z żoną. Ciekawe jednak, jak potoczyłaby się sytuacja, gdyby Julia nie zginęła? Osobiście nie sądzę, że był to związek z przyszłością.

Artur: Też myślę, że tak czy inaczej związek Davida i Julii nie skończyłby się długim pożyciem – romans ministry spraw wewnętrznych z ochroniarzem, gdyby wyszedł na jaw, musiałby okazać się skandalem. Nie do końca przekonuje mnie też jednak powtórne zejście się Davida z żoną, wydało mi się zbyt cukierkowe, choć cieszy mnie, że twórcy nie zbagatelizowali problemów, z jakimi walczyła para i że nawet przed udaniem się na terapię w końcówce sezonu widać, że David dokonał reewaluacji tego, jak traktował Vicky, i zmienił swoje nastawienie. Co Ty sądzisz o rodzinnym wątku Bodyguarda?

Pirjo: Mnie to powtórne zejście się małżonków na koniec sezonu wydaje się sensowne, taki trochę leap of faith, efekt strasznych przejść, w których oboje brali udział, choć spodziewam się, że w dłuższej perspektywie czasowej nie będzie różowo – długa droga przed nimi i wiele tematów do poruszenia i rozwiązania. Ale dla obojga liczy się rodzina, dzieci i jeśli to jest wspólny priorytet, to w wielu innych sprawach można pójść na kompromis. A przeżycia z pierwszego sezonu niewątpliwie zmieniły Davida.

Porozmawiajmy na koniec o reprezentacji i o sposobie przedstawienia czy raczej naświetlenia pewnych problemów w tym serialu. Czy wydają Ci się stereotypowe i leniwie napisane, czy może ktoś się przyłożył? Ciekawa jest, owszem, postać muzułmanki Nadii, nawiązującej z naszym głównym bohaterem swoistą więź i będąca sztampową, wzbudzającą empatię ofiarą męskich ambicji i idei, ale… no właśnie, czy musiała być ofiarą, czy rzeczy musiały się jej przydarzać? Finałowy twist w związku z tą postacią zagrał co prawda na stereotypie, ale jednak ten stereotyp został nam „podany do wierzenia” i karmiono nas nim przez większość sezonu. Z drugiej strony fabuła obfituje w silne kobiece postacie, kobiety są szefowymi, polityczkami, istotnymi członkiniami policyjnych teamów, evil mastermindami i tak dalej. Wykazują inicjatywę, ogarniają rzeczywistość, potrafią stawiać na swoim, przekuwać swoje słabości w siłę, manipulować innymi; budzą respekt. Ale czy to wystarczy i czy wymyka się stereotypom?  Czy nie były czasem przerysowane? Jakie wnioski płyną z tego serialu jeśli chodzi o ukazywanie muzułmanów – pokazywanych tu chyba wyłącznie przez pryzmat fundamentalizmów?

A co jeśli chodzi o ukazanie traumy? Mówimy tu przecież o realnej, poważnej chorobie – portretowanej też dość często w telewizji. Czy została przedstawiona właściwie, czy może tylko wykorzystano ją jako modny rekwizyt? Strasznie się boję, że ten niezły i emocjonujący serial za bardzo jednak oparł się na utartych przesądach, wzmacniając je, grając na emocjach brytyjskiej publiczności i tak już mocno uprzedzonej i zestresowanej. Że po odarciu z wspomnianej przeze mnie intensywności tym, co zostaje, jest klasyczny kryminał z klasycznymi typami postaci i wątków. A ty co myślisz? I jeszcze inaczej – czy Bodyguard to realizm, czy raczej karmiona lękami i miejskimi legendami fantazja o groźnym, wielkomiejskim świecie?

Fot. BBC

Fot. BBC

Artur: Raczej nie odczułem, żeby bohaterki były przerysowane – i jeśli serial wywołuje oburzenie tym, jak wiele kobiet się w nim znajduje, to myślę, że robi coś dobrze. Choć tym czymś niekoniecznie jest wątek Nadii, która rzeczywiście była mocno stereotypową postacią. I prawdę mówiąc, końcowy twist niczego nie naprawia – ledwie odchodzi od jednej opresyjnej narracji (gdzie muzułmańskie kobiety są ofiarami całkowicie podległymi mężom) do drugiej (w której stanowią zagrożenie). Wydaje się, że intencją Mercurio było dowartościowanie Nadii (patrzcie, kobieta może być zła! jest nawet inżynierką!), ale w sytuacji, w której muzułmanki tak często spotykają się z agresją werbalną i fizyczną ze względu na swój ubiór (w tym dlatego, że „przecież mogą mieć ukrytą bombę!”), tylko powiela stereotypy. Niedostatki perspektywy przedstawionej w serialu uwidaczniają się moim zdaniem szczególnie mocno w zestawieniu z dopiero co zakończonym na BBC serialem Informer, który porusza podobną tematykę, jednak prezentuje o wiele bardziej zróżnicowany obraz muzułmanów i mniejszości etnicznych.

Jeśli chodzi o przedstawienie traumy, to wydawało mi się wiarygodne i dobrze łączyło się z toksyczną męskością Davida, z jego niezdolnością do przyznania, że ma problem. Widziałem jednak zastrzeżenia od osób zmagających się z zespołem stresu pourazowego dotyczące na przykład tego, że na ekranie pokazano (przelotnie, ale jednak) próbę samobójczą bohatera, czego zasadniczo robić się nie powinno. Nawet jeśli wątek zasadniczo jest dobrze poprowadzony, to twórcy nie ustrzegli się tu i ówdzie błędów.

Chcę jeszcze wspomnieć i zapytać cię o ogólniejszą warstwę polityczną. W tle sensacyjnej fabuły przewijają się bowiem klasyczne pytania o wolność, inwigilację, bezpieczeństwo. Julia Montague walczy o przegłosowanie ustawy, która da większe uprawnienia służbom specjalnym. Spotyka się w związku z tym z krytyką, widzimy protesty, bohaterowie wspominają, że to odebranie obywatelom prywatności… Ale czy koniec końców Julia nie ma racji? MI5 to banda antypatycznych gburów, ale to szefowa Davida jest sprzymierzona ze złoczyńcami i odpowiada za wycieki, które doprowadziły do śmierci Julii. Można też odnieść wrażenie, że serial potęguje zagrożenie terrorystyczne (w rzeczywistości, jak można się dowiedzieć z raportu Europolu, liczba ataków związanych z ekstremizmem religijnym zwiększa się, ale jednocześnie są one przygotowywane i przeprowadzane przy pomocy coraz prymitywniejszych metod). Wszystko to wydaje się wskazywać, że owszem, powinniśmy pozwolić się inwigilować dla większego dobra – sensacyjna fabuła spłyca więc nieco moim zdaniem serial, nadaje też jego wymowie dość autorytarny charakter. Bodyguard w ostatecznym rozrachunku jest dla mnie widowiskowym thrillerem, w którym elementy polityczne to raczej dodatki, niż historią, która rzeczywiście mówi coś ciekawego i ważnego o rzeczywistości, w której żyjemy (decyzja dotycząca poprowadzenia wątku Nadii też zdaje się podyktowana głównie zasadami kryminalnej konwencji, w której sprawcą ostatecznie powinna okazać się osoba, której w ogóle nie podejrzewaliśmy). Jak ty odebrałaś ten aspekt serialu? I jak go oceniasz pod względem reprezentacji?

Pirjo: No widzisz, temat inwigilacji służb specjalnych i w ogóle coraz większej inwigilacji obywateli dla ich dobra – to znowuż link do Mr. Robot! Ten temat oraz temat autorytarnych rządów pojawiają się w amerykańskim serialu, choć mowa jest tam także o roli wielkich korporacji i bezkarnych technologii – niemniej uwikłanych w politykę. Wydaje mi się, że obydwa seriale grają na lękach i na stereotypach, zgadzam się, że Bodyguard spłyca sytuację, czyni ją też bardziej jednowymiarową i sensacyjną. Postacie cierpią na tym, że wkłada się je w pewne szufladki. Co do reprezentacji – jest ok, ale wydaje mi się, że są seriale, które robią to lepiej, sam zresztą wymieniasz kilka brytyjskich tytułów, oraz pewne standardy po prostu w dzisiejszym serialowym świecie zaczęły już na dobre obowiązywać i nie wystarczy wrzucić w scenariusz ze dwóch czy trzech kobiet-szefowych albo postaci reprezentujących różne grupy etniczne, różne kolory skóry czy orientacje seksualne, żeby wszyscy bili gromkie brawo. Trzeba się głębiej zastanowić, co z tego wynika, jak narracja jest poprowadzona względem każdej postaci – podałeś słusznie przykład Nadii, która napisana została leniwie. Nie dziwi mnie, że część odbiorców była zawiedziona finałem sezonu, ja też liczyłam na coś mniej sztampowego. Serial „udawał” realizm, a koniec końców dostaliśmy stylizowaną konwencję klasycznego kryminału. Plot twist z Nadią zaskakuje – ale zarazem rozczarowuje. Przynajmniej mnie!

Mówi się, że Bodyguard może otrzymać zamówienie na drugi sezon. Gdyby to się potwierdziło: czego byś się po nim spodziewał i czy byś oglądał? Bo ja z pewnością spodziewałabym się, że Julia jednak żyje (w końcu nie zobaczyliśmy ciała,  to znaczące!), i to rozwiązanie totalnie już zachwiałoby realizmem, a z kolei wzmocniło hipotezę o klasycznym kryminale. Mówi się też, że w kolejnym sezonie David miałby zostać ochroniarzem kogoś z rodziny królewskiej – czyli wkroczylibyśmy w następny pakiet brytyjskich wyobrażeń i tropów. Hmm…

Fot. BBC

Fot. BBC

Artur: Wprawdzie nie widzieliśmy ciała Julii, a to w myśl filmowych i serialowych konwencji zawsze znak, ale myślę, że nie należy sobie robić nadziei na jej powrót do świata żywych. Myślę, że byłby to zbyt filmowy twist, załamujący nawet te pozory prawdopodobieństwa, które Bodyguard starał się jednak jakoś utrzymywać. Trudno mi też określić, na ile prawdopodobne jest, że David po prostu przejmie ochronę jakiejś innej osoby – czy jego sława jako bohatera z pociągu/niedoszłego terrorysty/pogromcy policyjnej korupcji nie utrudniałaby mu pracy? Na pewno byłbym w stanie wyobrazić go sobie jako starszego funkcjonariusza, który na przykład zajmuje się organizacją i koordynacją ochrony jakiejś ważnej persony? A potem oczywiście wpada na ślad spisku, którym musi zająć się osobiście. Jak wynika z doniesień, Jed Mercurio ma już jakieś pomysły, które będzie omawiał z Richardem Maddenem. Co z nich wyniknie, przekonamy się pewnie za parę lat. Mimo zastrzeżeń dotyczących wymowy serialu bawiłem się świetnie podczas oglądania i nie miałbym nic przeciwko drugiej serii, choć wolałbym przede wszystkim więcej Line of Duty.

Czy Ciebie serial zachęcił do zapoznania się z innymi produkcjami autorstwa Jeda Mercurio? No i którego członka rodziny królewskiej najchętniej zobaczyłabyś pod opieką Davida?

Pirjo: Ha, mógłby zostać ochroniarzem księżniczki Charlotte albo księcia George’a, czyli royal babies. Wyobrażasz to sobie? Gliniarz w przedszkolu! A tak na serio to pewnie wziąłby pod skrzydła kogoś spoza tej głównej gałęzi rodu, bo nie spodziewam się, że serial chciałby operować postaciami Królowej czy jej dzieci lub wnuków. Dotąd przecież unikał postaci „historycznych”. Czy sięgnę po inne seriale tego autora? Nie wiem. Chwilowo mam dość spisków i terrorystów i szukam czegoś w zupełnie innym klimacie. Ale Bodyguard myślę, że można polecić. Zwięzły, ciekawy, ma dobre tempo i wyśmienitych aktorów! Więc: polecamy!

Bodyguard
political thriller
BBC, 2018

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)