Dziewczyna na medal (Supergirl, S01-04)

Dziewczyna na medal (Supergirl, S01-04)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Supergirl to serial, po który sięgnęłam stosunkowo niedawno, w okolicy emisji trzeciego sezonu, po przeczytaniu wywiadu, w którym twórcy powołali się na moją ukochaną Buffy The Vampire Slayer jako źródło inspiracji. Prędko nadrobiłam wszystkie odcinki i już jestem na bieżąco. Czy to serial, który zmienił moje życie i nie mogłabym się bez niego obejść? Pewnie nie. Ale niewątpliwie ogląda się go dobrze, w podsumowaniu napisałam, że jest moim „serialem roku 2018”, i jeśli tylko wystarczy mi czasu to będę go dalej śledzić. O czym opowiada? O kuzynce sławnego Supermana, która broni mieszkańców metropolii National City przed wszelkim złem, szczególnie złem z kosmosu, a w czasie wolnym pracuje jako reporterka lokalnej gazety.  Serial opowiada o przyjaźni, rodzinie, pracy, miłości, przezwyciężaniu różnic, godzeniu różnych perspektyw, i choć jest lekkim serialem przygodowo-fantastycznym to jest też przemyślany i pokazuje świat w sposób, który określić można jako edukacyjny. Tego chciałam, tego szukałam i to dostałam. A co Ciebie skłoniło do przetestowania Supergirl? Z jakiego powodu sięgnęłaś po serial?

Ginny: Z najprostszego możliwego: ponieważ był. Dokładniej, był na Netfliksie, a ja sięgnęłam właśnie po trzeci sezon, akurat kiedy na platformie było jakieś osiem odcinków i choć dla mnie nie został on serialem roku, do dziś spędziłam z nim już kilkadziesiąt przyjemnych wieczorów. Wcześniej próbowałam też podejść do pierwszego sezonu, ale obejrzany kilka lat temu pilot i odcinek crossoverowy zupełnie mnie zniechęciły. Uznałam, że jednak nie, jednak jest to trochę za słabo napisane i zagrane, bym potrafiła czerpać z serialu przyjemność. Tym większym więc – pozytywnym – zaskoczeniem była dla mnie poprawa jakości w tym względzie. Choć w serii trzeciej i tej części czwartej, które pojawiły się już na Netfliksie czuć czasami pewną sztywność, a i trochę zarzutów względem leniwego pisania się znajdzie, to po prostu przyjemnie jest oglądać serial o superbohaterce (i całej grupie innych świetnych kobiecych – a od niedawna także transpłciowych kobiecych – postaci), która to bohaterka może i ma sławniejszego od siebie kuzyna, ale w jej serialu pojawił się on może na pięć minut.

Fot. CW

Fot. CW

Pirjo: No właśnie, serial słynie (moim zdaniem – zasłużenie!) ze sposobu, w jaki mierzy się z tematem reprezentacji. Stopniowo porusza chyba wszystkie kontrowersyjne tematy (a jeśli dotąd nie poruszał to pewnie dotrze do danej „zakładki” w przyszłości), a szczególnie dobrze radzi sobie z tematem pokazywania kobiet. Nie dość, że główna bohaterka jest kobietą, i to nie wpadającą w żaden z uciążliwych stereotypów, ani zbyt silna, ani zbyt emocjonalna – to jeszcze zdecydowana większość postaci, w tym prawie wszystkie postacie przywódców i villainów – stanowią kobiety. W świecie Supergirl kobieta jest prezydentką USA, kobieta rządzi Lex Corp (ważną rolę gra także jej Zła Matka!), kobieta trzęsie imperium medialnym (cudowna Calista Flockhart z cudownymi bon motami), kobieta z planety Daxam przeprowadza inwazję na planetę Ziemia, kobieta zostaje szefową służb specjalnych – i tak dalej. I te kobiety, choć dużo ze sobą rozmawiają (i z mężczyznami też), prawie nigdy nie rozmawiają o mężczyznach, czyli nie wpadają w nużący i szalenie nadużywany trop. Zdarzają się odcinki, w których prawie nie ma postaci męskich, i w okolicy sezonu numer trzy przestałam to w ogóle zauważać, stało się tak normalne i naturalne – i chyba o to chodzi? O to, że jeśli o losach miasta dyskutują i przesądzają kobiety i widzimy salę konferencyjną pełną kobiet na wysokich stanowiskach – to nie jest to dla mnie dziwne. Jeśli więc chodzi o postacie kobiece to jestem zachwycona dobrą robotą wykonywaną przez scenarzystów i aktorki. Kobiety są różnorodne, mają różne postawy, cele, charaktery, priorytety, ambicje. Osobiście identyfikuję się z tytułową bohaterką, bo jest optymistką i zawsze szuka pokojowych rozwiązań i dobra w drugim człowieku/istocie, ale czasem przy tym za bardzo się upiera przy „swoim”, co czyni ją mniej idealną.

Warto wspomnieć, że jedną z centralnych bohaterek jest siostra Kary Danvers, Alex, agentka tajnych służb. Jest lesbijką, oglądamy jej coming out, pierwszy poważny związek, dylematy na linii praca–życie prywatne, kompromisy w temacie życiowych celów, powraca wątek macierzyństwa. Jeśli chodzi o różnorodność płci biologicznej i kulturowej to serial może nie skupia się na tym zagadnieniu jakoś mocno, ale pokazuje różnorodność, jeśli chodzi o osoby będące bohaterami poszczególnych odcinków. I zwraca uwagę na to, żeby nie zakładać pewnych rzeczy, podważa stereotypy i przyzwyczajenia, co zawsze jest dobre. A Ty, co myślisz o reprezentacji w Supergirl?

Ginny: Tu dochodzimy do głównego trudniejszego elementu mojego podejścia do serialu. Supergirl na pewno stara się o tę reprezentację dbać, niemniej jej feminizm w większości jest białym feminizmem, który często pomija i ignoruje kwestie feminizmu osób o innym kolorze skóry. Jeśli już pojawia się bohaterka POC to albo odejdzie – jak [spoiler!] narzeczona Alex, tuż przed ślubem, bo dopiero wtedy [sic!] wypłynie na wierzch temat tego, że Alex od zawsze chciała być matką, a jej ukochana nie chce dzieci[/spoiler], albo zginie, by mógł cierpieć jej ukochany. Ewentualnie, jeśli jakaś WOC się pojawi, to będzie pokazywana jako bardziej zła niż dobra – jak pani generał z czwartego sezonu. O ile jeszcze pozytywnie kodowani MOC w serialu mają prawo żyć (i nawet mimo problemów nieźle sobie w tym życiu radzić), o tyle właściwie nie pojawiają się naprawdę stałe jednoznacznie dobre WOC. Nie sądzę, żeby to było koniecznie intencjonalne, niemniej jest to kwestia, która wymaga poprawy. Tak jak poprawą w stosunku do serii trzeciej jest pojawienie się pierwszej postaci transpłciowej. W trzeciej serii mieliśmy odcinek, który wymagał od bohaterów, by na zagrożone miejsce udały się osoby z chromosomami „kobiecymi”, co miało wykluczać z udziału w misji – zgodnie z tym co zostało powiedziane z ekranu – mężczyzn jako noszących nieodpowiedni zestaw chromosomów. Tylko że istnieją transpłciowi mężczyźni, osoby niebinarne płciowo, czy interpłciowe. Ba, nawet szkolny binarny podział na chromosomy XX i XY dla kobiet i mężczyzn jest tylko i wyłącznie uproszczeniem – gdy w rzeczywistości istnieją różne modyfikacje w tym modelu, które komplikują sprawę na tyle, by wykonanie planu z tego odcinka nie wymagało skorzystania z pomocy wątpliwych moralnie villainek jedynie dlatego, że te są (cispłciowymi) kobietami.

O ile więc łatwo jest sympatyzować z Karą i innymi bohaterkami serialu, nawet tak niejednoznacznymi moralnie jak Lena Luthor, a czwarty sezon póki co w dobrze przemyślany sposób opowiada o problemie uchodźczym, o tyle serial ma wiele pracy do wykonania w kwestii reprezentacji.

Fot. CW

Fot. CW

Pirjo: Wzmiankowany przez Ciebie temat uchodźców – inności ukazanej poprzez metaforę przybyszy z kosmosu – to jedna z najważniejszych i najbardziej gorących społecznie warstw serialu. W świecie Supergirl obcy najpierw ukrywają się (z przymusu udając ludzi-obywateli, jako nielegalni imigranci z często ogarniętych wojną albo totalnie zniszczonych planet), potem pojawia się w serialowym USA prawo pozwalające im na (trudną) asymilację z „tubylcami”. Co rusz wzmagają się i odżywają jednak niepokoje społeczne, Ziemianie łatwo ulegają nienawiści i lękom. Poszczególne scenariusze czytać można jako komentarz do wydarzeń we współczesnej Ameryce, a serial uczy tolerancji i otwartości. Podoba mi się taka postawa, szczególnie w serialu skierowanym do młodego widza. Jest lekki, ale mądry. Co myślisz o metaforze „Obcego”?

Ginny: Tak jak napisałam wyżej, podoba mi się dotychczasowe prowadzenie tego akurat wątku. Oczywiście nie ocenię tego jak zostało to zrobione w pierwszych dwóch seriach, ale to, w jaki sposób czwarta seria mówi o próbach normalnego życia przy jednoczesnym (i przecież słusznym) lęku tych obcych, którzy niczym nikomu nie zawinili a są obwiniani o wszystko i nienawidzeni przez wielu pełnych gniewu ludzi, którym brakuje empatii i umiejętności współodczuwania – to budzi we mnie ogromny rezonans. Tak odnośnie sytuacji na świecie (nie tylko w Stanach!, bo przecież u nas w Europie ta nienawiść do ludzi uciekających przed wojną też istnieje i eskaluje każdego dnia), jak i trochę bardziej osobiście, jako członkini społeczności LGBTQIAP+. To przenikanie lęków zresztą ładnie zostaje zarysowane w postaci Nyi – transpłciowej bohaterki, która staje w obronie kosmitów, bo wie, jak to jest być innym i przez tę inność odrzucanym. Cieszy też, że w dalszych odcinkach ten wątek zostanie rozwinięty.

Zdecydowanie więc jest to seria obnażająca ludzką zwierzęcość, którą bardzo trudno jest uspokoić, ubrać w humanizm. A opowiada o tym na tyle prawdziwie, że jestem naprawdę ciekawa, jakie też rozwiązanie tej sytuacji w fikcyjnym świecie nam zaproponuje. Ponieważ tam to rozwiązanie wydaje się równie niemożliwe, jak tutaj. A ponieważ Supergirl to serial rozrywkowy – i jak napisałaś, lekki w tonie – nie może zostawić nas z tego typu wyrwą w sercu, jaką byłoby zakończenie o negatywnym wydźwięku. Ponieważ w tym kryzysie potrzebujemy propozycji rozwiązań i nadziei (na której Supergirl się opiera), a nie czarnowidzenia.

Fot. CW

Fot. CW

Pirjo: Na chwilkę przejdę do minusów, tych które zwróciły akurat moją uwagę. Supergirl należy do uniwersum DC i tym samym do (obszernego) pakietu seriali z tego świata. Seriali, których nie oglądam, bo na to już naprawdę nie miałabym czasu. Dlatego wątkiem, który mnie denerwował były powracające z dużą regularnością odcinki łączące się z pozostałymi seriami – crossovery – bo zwykle dostawaliśmy oderwany kawałek jakiejś historii, który z niczym się nie łączył i do niczego nie prowadził i na dłuższą metę obniżało to w moim odczuciu walory serialu. Rozumiem, że crossover był „telewizyjnym eventem miesiąca”, i że pewnie powinnam pogrzebać w „sąsiednich” Arrow i Flashu, żeby znaleźć brakujące kawałki układanki, ale jeśli nadrabiasz serial po kilku latach to traci to sens. No i pojawia się strasznie dużo postaci i wątków, które cię nie interesują oraz nie masz o nich pojęcia. Niby odcinek jest epicki, dzieją się jakieś Wielkie Rzeczy dla Uniwersum, a z mojej perspektywy napięcie spada do zera. A czy tobie coś przeszkadzało w oglądaniu?

Ginny: Mnie crossovery jakoś bardzo nie przeszkadzają. Zwłaszcza, że zeszłoroczny był bardzo dobry, a tegoroczny może nie urzekł jakoś mocno, ale też nie był bolesny. Obecnie też już nie oglądam innych seriali z uniwersum, a i wcześniej nie robiłam tego bardzo gorliwie, i nadrabiam tylko odcinki crossoverowe, żeby ten odcinek Supergirl miał dla mnie jakikolwiek sens. Ale owszem, to trochę wybija z właściwej historii i sprawia, że tylko chętniej wrócilibyśmy do tego co tam u Kary w jej własnym świecie.

Odnośnie innych minusów napisałam już co nieco wyżej, więc tu nie będę się powtarzać. Na pewno nie jest to serial idealny, ale z czasem mam nadzieję, że będzie tylko lepiej i że twórcy potrafią podejść do problemów serialu ze świadomością tego, co powinni poprawić i dlaczego.

Pirjo: Podsumowując, uważam Supergirl za jeden z ciekawszych seriali w puli produkcji superbohaterskich. Zdecydowanie się rozkręca, więc warto przetrwać sezon pierwszy i pozwolić, by postacie się rozwinęły i nabrały głębi, a ich motywacje – sensu. Super Dziewczyna nie dość, że jest sympatyczna, to bawiąc uczy, a ucząc bawi. Warto dać się porwać tej mądrej zabawie :)

Ginny: Właściwie… zgodzę się z tą oceną. Jeśli chodzi o seriale superbohaterskie, które ogląda się lekko i z przyjemnością, to Supergirl będzie dobrym wyborem. Nawet jeśli gdzieś tam coś zgrzytnie między zębami, to wciąż warto spróbować.

Fot. CW

Fot. CW

Supergirl
superhero
CBS, CW, 2015–

Ginny N.
Istota żywiąca się absurdem, fantastyką, serialami i muzyką alternatywną. Uwielbia książki w każdej postaci. Korektorzy z zamiłowaniem, choć przecinki czasem odmawiają jej współpracy. Pisze m.in. dla Gallifrey.pl i na blogu ziemniak i Dinozarły.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)